Archiwum kategorii: USA: NY & zachód

Four Mile Trail (Glacier Point 2199m)

Dzisiejszym naszym celem był punkt widokowy Glacier Point (2199m), z ktorego roztacza sie najładniejsza panorama na dolinę Yosemite. Prowadzi do niej szlak nazwany „4 mile” bo dokladnie tyle wynosi trasa z doliny na Glacier Point.

Ogromną zaletą tej trasy okazało sie jej zacienie, gdyz prowadzila polnocnym zboczem i byla w duzej mierze zalesiona. Dzisiaj w cieniu bylo 37 stopni i gorskie trekkingi w takiej temperaturze nie naleza do najlatwiejszych. Sama trasa okazała sie mało wymagajaca. W dodatku byl na niej wylany asfalt, ktory wcale nie pomagal a wrecz powodował slizganie sie butow. Za to widoki z trasy byly super!

Tym samym konczymy wizyte w Yosemite bo zrealizowalismy plan minimum (czytaj:  zdjecia  kapitana i bochenka). Nie spotkalismy ani niedzwiedza czarnego, ani pumy. Dzisiaj nam tylko koyot przebiegl droge ale byl za szybki by mu zrobic zdjecie. Przejezdzajac caly park samochodem mozna zaobserwować jak zmienia sie jego krajobraz. Pojawiają sie łąki, jeziora i gory w tym samym kolorze, wszystkie bardzo obłe i jakies takie wyslizgane;)

A my jedziemy dalej w kierunku doliny śmierci no i nareszcie mamy to czego oczekiwalismy. Wielkie przestrzenie, gory na horyzoncie i niekonczace sie puste drogi samochodowe.

Ps. Dzisiaj nocujemy na kempingu przy jeziorze (jezioro tak samo brudne jak te na dolnym slasku 😉 i zauwazylismy nowe udogodnienie – amerykanie woza sobie dedykowany namiocik na wlasny prysznic na kempingu 😉

Yosemite – El Capitan i Half Dome

Yosemite to jeden z najpopularniejszych parków narodowych w USA. Zdecydowana sławę  i przy okazji miliony turystów przysparzają mu 2 wielkie, praktycznie płaskie granitowe sciany ktore są na gorach El Capitan i Half Dome, na ktorych drogi wspinaczkowe sa uznawane za jedne z najtrudniejszych na swiecie. Wlasciwie to droga uznana za najtrudniejsza na swiecie znajduje sie wlasnie na scianie El Capitana. Trzeba przyznac ze robi wrazenie – okolo kilometra plaskiej jak stół sciany a w scianie ludziki wygladajace jak czarne punkciki (wypatrzylismy jeden zespol wspinaczkowy i to glownie dlatego ze ich worki ze sprzetem  byly jaskrawo niebieskie 😉

To jest El Capitan z profilu 😉
A ta z tyłu wygieta góra to Half Dome 😉

My dzisiaj zrobilismy mały trekking do jeziora Mirror z widokiem na szczyt Half Dome. Trasa calkiem przyjemna bo w duzej czesci osloniona drzewami a mamy dzisiaj  mamy tu 35 stopni. Jeszcze wczoraj marzlismy w San Francisco, w ktorym bylo w porywach do 18 stopni a tu tak bez uprzedzenia 35 w cieniu. Dobrze ze kupilam sobie traperski kapelusz. Na trasie sledzily nas glownie wiewiorki ( takie jak nasze tylko te ogonki jakies takie bardziej szczurze maja 😉 i jeden niebieski ptak ktory wyczail moment i ukradl nasze dwa ogryzki z jablek 😉

A to El Capitan od frontu 😉

W drodze do parku natrafilismy na remont drogi i tym sposobem po raz pierwszy bylismy „pilotowani” na ziemi amerykanskiej. Mieszkamy  w Mariposa, bylym gorniczym miasteczku, w ktorym ponownie doswiadczylismy co to znaczy amerykanska porcji. Byly to lody.. i te moje  dwie galki byly wielkosci czterech. Ale dalam rade ! Obiadu dzisiaj znowu nie bedzie potrzeby jesc.

Ps. Tato wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Ojca! Przesyłam uściski i całusy!

W drodze do Yosemite

Stoimy w korkach na autostradzie… od dwoch godzin… Wlasciwie nie stoimy tylko jedziemy 5-10 km na godzine. I nie ma znaczenia czy są 3 czy 7 pasów i tak wszystkie sa zapchane.

Pojawila sie na moment hov line czy pas przeznaczony dla samochodow, w ktorych siedzi obok kierowcy co najmniej jeden pasazer. Tym pasem jezdzi sie zdecydowanie szybciej ale poniewaz zniklo oznakowanie (taki romb)  i informowali ze to pas dla posiadaczy fastrackow nie odwazylismy sie nim pojechac (kara dla nieupowaznionych kierowcow to 500 usd).

Dopiero w okolicach parku Yosemite krajobraz sie zmienił… i znikneły wszystkie samochody. Dzisiaj nocujemy u Mormonów … wlasciwie to nie wiemy czy to mormoni ale tak sie nazywa kemping. Po raz pierwszy robimy tzw. selfcheckin czyli wkladamy pieniadze do koperty, wpisujemy nasz numer tablicy rejestracyjne i voila. Juz mozemy nocowac. A ktos przewidywal ze roboty przejma wszystkie administracyjne funkcje za czlowieka a tutaj stare „obsluz sie sam” dziala i ma sie dobrze 😉

Przed wyjazdem zaopatrzylismy sie w kilka niezbednych rzeczy i tak np. musielismy kupic nowy telefon aby dzialal w sieci Verizon, ktora gwarantuje nam zasieg na zachodnim wybrzezu i w gluszy. Chociaz zaden z naszych telefonow nie mial simclocka to nie chcial wspolpracowac z ta amerykanska siecia.

Poza lodowka, karimatami (kupilismy przypadkowo tej samej firmy co nasz namiot, nawet kolorystyka jest ta sama 😉 butlą z gazem i jedzeniem dokupilismy do naszego sprzetu kempingowego dwa wypasione kubki trzymajace cieplo. Musze szczerze przyznac ze z kazdym naszym wyjazdem kempingowym rosna nasze wymagania. Na pierwszym wyjezdzie stwierdzilismy ze bedziemy pic z menazek ale z biegiem czasu pojawil sie pierwszy kubek, potem drugi, a po kupnie kubkow termosikow mamy ich obecnie cztery 😉 No ale trudno im sie było oprzec w sklepie;)

Ps. Wlasciwie to mamy 5 kubkow bo ja mam jeszcze jeden duzy kubek termiczny ( prezent od Sebastiana – jeszcze raz dziekujemy !). Jest rewelacyjny! Woze go ze soba wszedzie – do pracy, do sklepu, na wakacje … ;).

Ps2. Noz czarny tez mamy ze sobą. Nawet bez naostrzenia daje sobie swietnie rade. Tomek odstawil nawet scyzoryk szwajcarski 😉

Golden Gate Bridge

Golden Gate to najbardziej znany most w USA. Swojego czasu był to najdłuzszy most wiszacy na swiecie (ok. 3 km), ale pomimo tego ze juz dawno nie jest to jego sława pozostała. Oprocz charakterystycznych dwoch przęseł jego znakiem firmowym jest czerwony kolor. Oficjalna nazwa tego koloru to miedzynarodowy pomaranczowy ale jak dla mnie to wygladal raczej na burgundowy. Moze zalezy to od pogody, nasza byla lekko pochmurna.

Przejechanie mostem w strone SF jest płatne 7 USD a poniewaz jest to istotna droga komunikacyjna most podobno juz zarobil na swoja konserwacje ponad 1mld dolarów. Oprocz 6 pasów jezdni sa tu rowniez chodniki dla pieszych wspoldzielone ze sciezkami rowerowymi. Golden Gate nazywany jest rowniez mostem samobojcow i znajduje sie w pierwszej trojce mostow na swiecie, z ktorych ludzie skacza by pozegnac sie z tym swiatem. Dlatego na moscie znajduje sie kilka telefonow zaufania i podobno patrole wyłapuja ludzi, ktorzy przez dluzszy czas sie nie ruszaja na moscie lub płacza. Wracajac mostem do SF mijalismy tzw. Zipper Truck. To taki specjalny pojazd ktory przesuwa betonowa, skladana barierke ktora oddziela pasy dwoch kierunkow ruchu. To fajny patent na sterowanie przejezdnoscia mostu gdyz rano podzial pasow to 4 wjezdzajace i 2 wyjezdzajace, w poludnie jest 3 na 3, by wieczorem gdy ludzie wracaja z SF do domu mieli juz 4 pasy do dyspozycji.

I na koniec wizyty w San Francisco znajoma panorama z serialu “Pełna chata”. Te charakterystystyczne domki znajduja sie w całym SF. Czasami tylko w zaleznosci od dzielnicy sa inaczej pomalowane. W dzielnicy latynoskiej byly np. fioletowe.

San Francisco nie jest typowym miastem z wiezowcami bo lezy na aktywnym sejsmologicznie terenie (czytaj: zagrazaja mu trzesienia ziemi). Moze dlatego tak mi sie podoba. W samym centrum jest doslownie kilka wiezowcow a ten najwyzszy jest z betonu i chyba malo zdobi cale miasto. Za to postanowili zbudowac sobie swoja High Line bo mijalismy kawalek ozdobnej estakady z bujna roslinnoscia. No i to na tyle z San Francisco!

Aaa… i jeszcze jedna ciekawostka. Kolejka jezdzaca miedzy terminalami na lotnisku jest autonomiczna tzn. bez kierowcy. Teoretycznie zadna nowosc bo po ulicach jezdza juz takie samochody ale to bylo pierwsze lotnisko na ktorym widzielismy szybka kolej bez kierowcow.

Tramwaje linowe w San Francisco

Najwiekszą atrakcją w San Francisco są zdecydowanie historyczne tramwaje linowe do których ustawiaja sie długaśne kolejki turystów. Są trzy linie, z ktorych dwie jeżdzą w kierunku nabrzeża a ta trzecia po ulicy California street. W całym SF jezdza rozne stare tramwaje (własciwie kazdy wagon jest inny, jakby wykupywali wszystkie stare egzemplarze z okolicy) ale tylko te 3 linie to prawdziwe zabytki. Są sterowane ręcznie a ich napęd to lina wbudowana w ulicę, ktora cały czas sie porusza a tramwaj ją „łapie” gdy chce sie poruszać do przodu. Dzieki temu moze pokonywac nawet bardzo pochyłe wzniesienia ktorych w SF jest całkiem sporo.

Żeby zaliczyc przejazdzke tramwajem trzeba sie troche wystac w kolejce na stacji początkowej. Tramwaje jezdza wg swoich rozkladow, zabieraja nie pelny skład pasazerow ( po to by mogli zabrac jeszcze jakis pasazerow ze stacji posrednich) no i przede wszystkim kazdy chce stac na schodku wiec przepuszcza dany sklad by w kolejnym wsiasc pierwszy i zajac topowe miejsce. To chyba jedyny srodek komunikacji gdzie pasazerowie moga jechac na zewnatrz. I ciekawostka: tramwaje maja przystanki na skrzyzowaniach ulic, bo tylko tam jest płasko by sie bezpiecznie zatrzymac a przy zjeżdzaniu hamuja juz od połowy ulic zeby sie na skrzyzowaniu zatrzymać 🙂 I ten styl jazdy jest zdecydowanie niepowtarzalny 🙂

Jazda samochodem tutaj też nie jest prosta. Raz w dół , raz w górę, tłumy turystów na przejsciach, a jak sie cudem znajdzie miejsce do parkowania to trzeba wiedzieć jak to zrobic poprawnie by nie zjechac w dół albo nie dostac mandatu (obowiazkowe jest odpowiednie skrecenie kół w samochodzie- ponizej wzorcowy obraz samochodu z poprawnie skreconymi kołami).

Pewnie każdy kojarzy ulicę Lombard (choc nie wszyscy wiedzieli ze jest akurat w SF jak ja), ktora składa sie z samych zakretow a samochody na niej maja ograniczenie do 5mil na godzine. Ta ulica prowadzi do garazy dla mieszkancow ale trudno mi sobie wyobrazic ze stoja codziennie w korku bo ulica sie stala atrakcja turystyczna,

Wynajelismy dzisiaj samochód. Tym razem sie udalo – mamy to co zamowilismy czyli Toyote Rav4. Ale nie bylo łatwo. Wypozyczalnia Alamo na lotnisku dziala prawie jak hurtownia. Równocześnie finalizuja umowy z kilkonastoma klientami i pozniej wysylaja wszystkich klientow na parking …aby sobie wzieli jakikolwiek samochód z klasy samochodów ktora oplacili. Na parkingu niestety byla tylko jedna Toyota…. i siedzieli w niej juz jacyś japonczycy. W dodatku  nie dali sie z niej wyrzucić …choć próbowałam. Poniewaz do wziecia były glownie Dodge (a wydawaly mi sie strasznie masywne) zglosiłam zazalenie do pracownikow i jeszcze jedna Toyotka sie dla nas znalazła. Jutro sie zatem pakujemy i jedziemy dalej na dziki zachód.

Dzisiaj nadszedł również moment na spróbowanie amerykanskich paczkow nazywanych w stanach donatsami. Szukalismy specjalnej pączkarni Krispy Kream bo takie dostałam zadanie domowe na angielskim 😉 Były pyszne. Pewnie to zasługa tego ze wyrabiają je na miejscu choć pisza ze to rowniez zasluga specjalnej receptury. Fakt faktem że się tak nimi objedliśmy ze juz nie mieliśmy ochoty na obiad w dniu dzisiejszym.

A tak wygladaja autobusy na przedmiesciach San Francisco.