Archiwum kategorii: Oceania

W poszukiwaniu kangura…

No i dopadł nas sezon urlopowy w Australii. Na drogach korki, campingi przepełnione a wodospady w górach wyschniete. I tym sposobem spaliśmy ostatnio u jakiegos ranchera w Bawley Point, ktory co prawda wynajmuje tylko domki, ale przygarnął nas na swoj teren za oplatą. To nam pomogło podjac decyzję aby uciekac z wybrzeza i jechac sobie głębiej lądem. Tak wiec zjedlismy typowe sniadanie (tak sie składa ze w restauracji bywamy głownie przed poludniem) i ruszylismy w droge z nadzieja zobaczenia kangura.

Zgodnie z oczekiwaniem zobaczylismy kilka sztuk! Niestety lezaly przy drodze potracone przez samochody. Natomiast sam krajobraz zmienil sie diametralnie na ten znany z filmów, a drogi asfaltowe niezauwazalnie przechodziły w szutrowe.

I mielismy szczescie tego dnia. Zalapalismy sie na ostatnie miejsce na polu campingowym. Mamy namiot kolo jakiegos bajorka na ktorym przechadza sie para pelikanów. No i mnóstwo papug i innego ptactwa, ktore strasznie chalasuja. Ale najglosniejsze sa papugi…

A kangury tego dnia zobaczylismy żywe jak pasły sie obok naszego campingu !?

A tak wyglądają na talerzu. Mieso jest krwisto czerwone, bez grama tłuszczu. Smakuje troche podobnie do wołowiny ale zdecydowanie duzo delikatniejsze mieso. Nam smakowało bardzo pomimo ze było przyrzadzone w warunkach domowych.

 

Ps. Nadal nie mamy odwagi spróbowac vegemite. Chyba przyjedzie z nami do Wroclawia 😉

Blue Mountain

Blue Mountain czyli błękitne góry to masyw górski niedaleko Sydney. Z daleka przypominaja wielki kanion w Stanach. Z bliska przypominają takie nasze góry stołowe z błędnymi skałkami. Z oddali jak sie na nie patrzy sa pokryte taką niebieskawą poświatą i stad ich nazwa. Poniewaz mozna dojechac bardzo blisko samochodem lub autobusem (do miejscowośćci Katoomba), a w dodatku byla tam jeszcze kolejka górska, bylo bardzo duzo turystów. Standardowo dużo azjatów … ale i o dziwo arabów.

Tu niedaleko odbyliśmy pierwszy camping w dziczy. Na razie nic nas nie pogryzło… choć było dużo mrówek 😉 Spotkalismy na nim rowniez parę polaków. A pani celnik (ktora jak sie później okazało jako mala dziewczynka wyemigrowala z Polski do Australii) mówiła ze bardzo malo turystow z Polski widuje. Najpierw nas odprawiła po angielsku a juz jak odchodzilismy zapytala zaczepnie „Co… z Polski na zimę uciekliście?”

I kącik kuchenny. Chcemy tutaj w Australii sprobowac steka z kangura. Na wszelki wypadek zrobilismy maly rekonensans w markecie i sa calkiem niezle zaopatrzeni. W NZ sami przyrzadzalismy jagniecine i była pyszna wiec jak nie dotrzemy do restauracji sami upichcimy kangura. Byl tez krokodyl ale tego sie sami chyba nie podejmiemy przyrzadzac…

Ps. Wciaz szukamy kangurów by je zobaczyc w naturze. Jak dotad tylko same znaki sa przy drogach zeby na nie uwazac. No i lezał jeden potracony wombat…

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia składamy wszystkim najlepsze życzenia, a przede wszystkim zdrowia, szczęścia i spełnienia wszelkich marzeń oraz spokojnych i radosnych Swiąt !

No i dużo prezentów pod choinke… 😉 Trzeba tylko namierzyć świętego Mikołaja i je od niego odebrać. Jak się było grzecznym oczywiście. Ho, Ho, Ho!

Tradycyjny sposób spedzania Swiat w NZ i Australii to barbeque lub piknik w parku z cała rodziną.

A my kultywujemy naszą tradycyjną wigilię czyli barszcz z „uszkami” (barszcz z oplatkiem przyjechal z nami z Polski), Christmas pudding oraz tradycyjne australijskie slodycze: lamingtony (to te czarne w kokosie) i timtamy. Załapał sie jeszcze vegemite czyli taki dzem z drozdzy, ale ten przysmak odważymy sie sprobowac dopiero jutro na sniadanie.

Manly beach & Ocean sanctuary

Drugą najbardziej popularną plażą po Bondi jest plaża Manly. Generalnie byśmy tu nie przyjechali gdyby nie fakt, ze posiadaliśmy bilet na Ocean Sanctuary zakupiony w pakiecie z Wild Life i Oceanarium. Ideą sanktuarium jest ratowanie i ochrona morskich zwierzat. Czyli odratowane zwierzeta z załozenia wypuszczaja znowu do morza. Maja jednak stałą ekspozycje rekinów, pingwinów i pomniejszych rybek wiec wszystkich odratowanych do oceanu jednak nie wypuścili.

Największą atrakcją jest spacer pomiedzy rekinami… a tutejsze rekiny naprawde robia duże wrażenie. Sa duze i masywne… nie jak te zgrabne rekiny ktore widuje sie w oceanariach. Ludzi ubieraja w pelny ekwipunek płetwonurka i spaceruja z nimi po dnie akwarium. Niestety szkolenie mieli bardzo dlugie i nie doczekalismy sie zadnego śmiałka w akwarium.

I kilka zdjęc ponizej jak wyglada pierwszy dzien swiat w Australli. Spędza sie go na grilu w ogrodzie, na pikniku w parku lub na plaży. No i  wszyscy i wszędzie maja na głowach czapki św. Mikołaja.

Na koniec ciekawostka dotyczaca wynajmowanego pokoju. W opisie co mozna tam robic a co nie pojawila sie pozycja „pająki”. Są w ogrodzie, podobno nieszkodliwe i uprasza sie o ich nie zabijanie bo walczą z komarami. Komara tutaj zadnego nie zauwazylam wiec ile oni tych pajaków tam mają ?