Archiwum kategorii: Nowa Zelandia

Wellington i cieśnina Cooka

Dzień zaczeliśmy od zwiedzania stolicy Nowej Zelandii – Wellington. Teraz juz rozumiemy dlaczego to stolica z przypadku. Duzo mniej okazała  niż Auckland. Bardzo ciasna zabudowa i tych kilka ladnych budynkow ktore tam znalezlismy (np.ratusz) zupelnie nie pasowaly do otoczenia. Tak ciasno ze zadnego ladnego zdjecia nie mozna tam bylo wykadrowac.

Muzeum Te Papa

Ale za to jezdza tam sliczne zółte trolejbusy

img_5195

Wellington to ostatnia miejscowosc na wyspie północnej. To tu wsiedliśmy na prom (razem z samochodem) i przemierzyliśmy cieśninę Cooka by dostać się na wyspę południową. Cieśnina ta owiana jest złą sławą morską natomiast w trakcie naszej przeprawy morze było gładkie i spokojne. To nawet dobrze się złożyło by byliśmy akurat po obiedzie 😉

No to jeszcze kilka słów o pogodzie. Temperatura w ostatnim tygodniu waha sie od 18 do 22 stopni czyli taka prawdziwa wiosna. Zapowiadane deszcze na wyspie północnej sie nie spełniły. Padało dwa razy ale akurat bylismy w trasie wiec nie przeszkadzało to zupelnie. Nawet troche samochód się umył bo po drogach szutrowych samochód był lekko zakurzony. Na szczęście nam to nie przeszkadza 😉
Na wyspe południowa prognozy tez zapowiadaja sie deszczowe. Podobno na wyspie południowej i jej zachodnim wybrzeżu deszcz jest wiecej niż pewny bo wysokie gory zatrzymuja chmury znad oceanu. I w konsekwencji pada tam codziennie. Zobaczymy …

A teraz jestemy juz tutaj, w tym punkcie z czarną kropką …. i nasze dotychczas obejrzane miejsca na wyspie północnej

Czy to kiwi był u nas na śniadaniu?

Dzisiejszego poranka tak po godz. 6 podeszło do naszego namiotu zwierzatko, ktore wygladalo jak kiwi! Poniewaz cała noc padało wyglądało troche jak zmokła kura … tylko ze brązowa i bez skrzydeł;) Po chwili dołaczyl do niego jeszcze jeden osobnik, troche mniejszy i obydwoje obeszli  nasz namiot, potem samochod i poszły sobie dalej.

Po jakiejś półgodzinie ten młodszy osobnik powrócił i widzac ze jestesmy przy samochodzie próbował  nam się wpakować do namiotu. Widząc tak zdesperowanego goscia poczestowalismy go dyniowym chlebem ze słonecznikiem, ktory nam bardzo posmakował tutaj. Zjadł jedną kromkę po czym się oddalił. No i sami nie wiemy czy to było kiwi? Podobno sa bardzo płochliwe a nam prawie jadł z ręki? Spalismy standardowo w parku narodowym (czyli na odludziu gdzie w wyposazeniu campingu jest tylko trawa i latryna ale zawsze z duzym zapasem papieru oraz tylko jeden lub dwoch sasiadów dookoła) wiec może to były ptaki kiwi?

No i wykrakałam. Pada. Korzystajac z niesprzyjającej aury postanowiliśmy zwiedzic miasteczko Nelson … i zaczelismy zwiedzanie od porzadnego sniadania.

img_5254

Nelson jest bardzo przyjemnym miastem. To drugie najstarsze miasto w NZ w ktorym sie osiedlili pierwsi osadnicy z Europy. Był tutaj najstarszy kościół katolicki … zanim go dwukrotnie nie rozebrali i przebudowali. Teraz w tym miejscu stoi katedra z taką dziwną, ażurowa wieżą. W srodku bardzo skromnie, szare sciany z elementami drewna. Ale obok głównego ołtarza stał fortepian.

img_5270

img_5282

W katedrze znalezlismy okolo 40 choinek, ktore byly zrobione własnoręcznie przez rozne instytucje: przedszkola,  koła gospodyn wiejskich, instytucje charytatywne i inne takie. Naszym faworytem została choinka wykonana przez muzeum regionalne … z kolorowymi damskimi galotami zamiast bombek 😉

img_5287

Generalnie wszystkie choinki były lekko odjechane. Kazdy chcial sie jakos wyroznic ale zeby zamiast bombek umieszczac pilke do rugby

czy kurczaki wielkanocne?

Piszac ten wpis siedzimy sobie koło regionalnego muzeum a obok jakiś młody chłopak gra już trzeci utwór Chopina  … na pianinie z namalowanym kotem 😉 No ale trzeba mu to przyznać że jest dobry. Ciekawe czy zaczal grac Chopina bo usłyszał ze mowimy po polsku? Zgodnie z przewidywaniem Japonczycy zaczeli stawac i go nagrywac wiec sie zawstydził i zmienił szybko repertuar na nowoczesne melodie. Teraz gra Beatlesow …

img_5302

Ps. Już wiemy, że te ptaki nazywają się weka. Podobnie jak kiwi żyją tylko w Nowej Zelandii i są nielotami.

Abel Tasman National Park

To nasz drugi trekking z grona tzw. Great Walks (pierwszym był Tongariro). Tutejszy Departament Ochrony Przyrody (DOC) wybrał 9 najładniejszych szlaków w Nowej Zelandii, oznakował je ładnie, porobił ułatwienia (typu pamiętne schody na Tongariro, mostki, kratki antyposlizgowe) oraz limituje do nich dostęp poprzez rezerwacje chat lub pol kempingowych na szlakach. Kamping tutaj jest dwukrotnie droższy niz noc na innym szlaku lub parku narodowym. Ale cóż … i tak warto.

Abel Tasman to szlak idacy wybrzezem morza Tasmana, idzie sie na przemian albo ladem albo plaza. Planowanie przejscia szlaku uzaleznione jest harmonogramôw odplywów – jak jest przypływ czesc szlaku trzeba obejsc ladem (i tak zarobilismy dodatkowe 2 km pierwszego dnia) a czesc trasy moze byc w ogole nie „przejezdna”. Takim miejscem jest Zatoka Awaroa – po obu stronach czatują ludzie aby w trakcie 2 godzin przed i po najwiekszym odplywie moc przejsc zatoke i dalej kontynuowac trase.

 

Sam szlak podzielilabym na czesc komercyjna czyli taka do ktorej doplywaja taksowki wodne, ktore moga przywiesc lub odwiesc na konkrenty odcinek trasy. Ta czesc szlaku ma nazwe South Track i sporo na niej turystow przygotowanych na jednodniowe trekkingi. Od miejscowosci Tuturanga zaczyna sie bardziej dzika czesc szlaku zwana North. Sa stromsze podejścia, sciezki wezsze i podobnie piekne zatoczki z turkusowa woda i zółtym piaskiem.

Wszystkie kampingi na tym szlaku sa pieknie polozone i zawsze przy plazy (widok piekny ale kapac sie nie da bo za zimna woda;( My spalismy pierwsza noc w zatoce Torrent Bay, pozniej w Onetahuti a w ostatni dzien w Mutton Cove. I to ostatnie miejsce bylo chyba najpiekniejsze bo piekna, kameralna i dzika plaza otoczona skalistym wybrzeżem.

 

Na szlakach było bardzo duzo informacji o tym, ze staraja sie odbudowac stara faune .. i dlatego musza sie pozbyc wszystkich zwierzat ktory wyemigrowały nielegalnie do NZ z innych kontynentow. Stad co kilkaset metrow pojawiaja sie pulapki na gryzonie, pulapki na ptaki oraz trutki na szczury. Z tego tez względu ostrzegaja aby niczego z rezerwatu nie jesc .

Najfajniejszy sposób na przejscie szlaku wymyslili    nocujacy obok nasz Szwajcarzy (taka starsza para wygladajaca na 55-60 ale w bardzo dobrym stanie znaczy sie kondycji). Dwa dni płyneli kayakiem do polowy trasy i tak zwiedzali zatoczki, a trzeciego dnia szli pieszo aby doswiadczyc przejscia sucha noga przez zatoke Awaro. Warto wspomniec ze przed tym ostatnim trekkingiem zapakowali caly sprzet biwakowy do duzego wora, ktory firma wypozyczajaca kayaki zabrala za nich. To sie nazywa organizacja ! My za to mamy zamowiona taksówke wodna i tym sposobem wrocimy sobie morzem jutro do poczatku szlaku czyli tam gdzie zostawilismy samochód.

 

Powrót z Abel Tasman motorówko-traktorem

To miał być 15 minutowy transfer wodny z końca szlaku Abel Tasman do parkingu gdzie zostawiliśmy samochód. Taksówkę wodną zarezerwowaliśmy jeszce w Polsce wiec na miejscu tylko dostaliśmy odpowiedni bilet i instrukcje by szukac niebieskiej lub białej lodzi. I takiej tez wypatrywalismy w umowionym miejscu. Mniej wiecej o czasie naszej umowionej łodki  podpłyneła do brzegu biała motorówka z napisem Aqua Taxi wiec nadal wypatrywalismy łodzi z napisem Water Taxi. Po kilku minutach wyszedl z niej skiper i zapytał czy ktos chce płynąc do Marahau. No my chcieliśmy …. ale przeciez bilety mielismy kupione w konkurencyjnej firmie… wiec nie zareagowaliśmy na ta propozycję. Ta motorówka wyraźnie na kogoś czekała bo po odpłynięciu od brzegu ponownie przypłynęła, odczekała kolejne kilka minut i w końcu sobie odpłynęła.

I wówczas patrząc na zegarek po raz pierwszy odczulismy pewien niepokój. Przez następne kilkanaście minut nikt nie podpływał a jak dotad wszystko w NZ bylo raczej dobrze zorganizowane.  Po kolejnych kilku minutach postanowilismy zadzwonic do firmy Water Taxi… i tam uprzejma Pani potwierdziła ze to była Nasza Taksówka! Przecież była biała! (a skąd miałam wiedzieć ze inne firmy nie maja białych łodzi?). Co prawda z firmy konkurencyjnej ale jak widac tutaj konkurencyjne firmy współpracuja ze soba.

Pani z Water Taxi po wysluchaniu mojej historii najpierw sprawdziła czy moze cofnąć naszą taksówkę po nas … nie mogla ;( Ale powiedziała ze podzwoni po innych firmach i coś spróbuje załatwić. Załatwiła nam najpierw podwozke katamaranem do mniej wiecej polowy trasy a z stamtąd mielismy łapać inna Aqua taxi i podjechac juz calkiem blisko do naszego docelowego punktu (tak 2 km wcześniej ale po 50 km szlaku to juz żadna roznica;)

Mielismy jednak wiecej szczescia bo przesadzili nas w Ancorage Bay do wodnej taksówki, ktora jechała bezpośrednio do naszej docelowej miejscowosci. Zapakowalismy sie wiec razem z grupa kajakarzy i 60km na godzine zmierzaliśmy motorowka do celu.

Jakiez bylo jednak nasze zdziwienie, gdy sternik motorowki usiadl w tyle motorowki na pogawedke z turystami?! Okazalo się ze motorowka plynnie wplynela na przyczepe traktora, ktory pokonal ostatnio odcinek po morzu, z ktorego woda odpłyneła bo był własnie odpływ (a zastanawialiśmy się wczesniej jak sobie radza w trakcie odplywow – jak widac bardzo pomyslowo). Po wjezdzie ciagnikiem na suchy lad sternik motorówki wsiadł na traktor, a kierowca traktora usiadł  z nami w motorówce.

Patrzac na to wszystko z boku odnosi sie wrazenie, ze taki pogawedki z klientami to wazna czesc ich pracy. Ale robia to tak naturalnie i z poczuciem humoru ze pewnie nikt  tego nie traktuje jak smutnego obowiazku. I jak sie tu nie czuc szczesliwym w tym kraju?

Ps. Za awaryjne przywiezenie nasz ze szlaku nie poprosili ani centa a byly w to zaangażowane dwie lodzie z firm konkurencyjnych. To sie nazywa obsluga klienta! Opinie na necie wszystkie te firmy maja w okolicach gornej oceny… teraz juz wiemy dlaczego.

Ps2. I tu juz naprawde jest koniec szlaku Abel Tasman – najmniejszego ale i tez najpopularniejszego parku narodowego w Nowej Zelandii. Kiedyś tu może wrócimy na kajaki !;)

Ps3. I tak tytulem podsumowania – na 4 dni szlaku jeden dzien  byl bardzo deszczowy. Wowczas zachwycanie sie krajobrazem schodzi na drugi plan i czlowiek marzy jedynie o suchym kacie. Na szczescie tego dnia nasza planowana trasa nie była zbyt długa i spedzilismy kilka godzin w napotkanej na trasie chatce Bark Bay.

 

Tutaj zauwazylismy nowa mode zywieniowa u mlodziezy o ktorej niniejszym donoszę. O tuz hitem sa wrapsy (czyli takie pszenne nalesniki) w ktore zawija sie „co mam w plecaku do jedzenia” i tak zawiniety pakunek spozywa sie jako lunch. Najbardziej zaskakujacym polaczeniem byly wrapsy wraz z zawartoscia spaghetii w puszki ( tej samej firmy ci kilka dni nam nie snakowaly). Chlopcy jedzacy ten wynalazek wygladali jednak na zadowolonych 😉

Separation Point

Separation Point to skalisty cypel konczacy szlak Abel Tasman. Tutaj dochodzi juz bardzo mało ludzi a to duzy błąd bo własnie tutaj mozna poobcowac z dzika przyroda, ktorej na wczesniejszych odcinkach nie bylo;)

To tutaj spotkalismy wylegujace sie na skałach foki. Juz z daleka było mozna slyszec jak sie nawoluja ale ns skłkach wylegiwalo sie tylko 5 sztuk.

Albo przechadzajace sie po plazy rankiem kormorany

Dla fanów owoców morza jest tutaj szwedzki bufet.  Po odpływie mozna nazbierac muszelki, mule a nawet cos co wygladało jak małe langusty, ktore razem z muszelkowymi domkami wyrzuciło na brzeg. Nam sie nie chciało zbierac i gotowac ale byli tacy, co zjadali je na surowo. A nawet żywcem..:)

Ciekawym sposobem na zwabienie ptakow z gatunku Gannet, ktore coraz rzadziej przylatuja na cypel Separation Point, jest ustawienie ich sztucznych podobizn na brzegu. Jak my bylismy to zacheciły jedynie mewy i kormorany by usiasc na cyplu 😉

I na koniec kilka słów o wekach (to te skubańce co udają kiwi 😉 Sa obecne na całym szlaku a na kempingach czują się wręcz gospodarzami. Wymuszają by im coś dać a jak nie to siłą starają się coś zwędzić. Tym sposobem o mało co sie straciłam skarpetek (co prawda były brudne ale przy moim ograniczonym zasobie rzeczy sa jednak dosyc cenne),  ale na szczescie czuwali sasiedzi i je odzyskali. No wiec musza z nich byc straszne głodomory … a karmic ich niestety nie wolno.