Od czasu do czasu pojawia się post, który nie pochodzi z wakacji ale z krótszego wyjazdu. Celem takiego wpisów nie jest jest udowodnienie że jeszcze żyję ale zapisanie wspomnień, gdyż blog zaczyna pełnić funkcję mojej pamięci długoterminowej. No i takim wyjeździe musiało było na tyle fajnie, że będę chciała do tych wspomnień wracać jak najczęściej. A ten wyjazd się do takich na pewno zalicza 😁

No ale wracając do Brenna. To była długoletnia ( 7?,9? 👀.. nie wiem dokładnie) tradycja wyjazdu moich koleżanek pod namiot z dziećmi do miejscowości Brenno. Jechała stała ekipa powiedzmy 3 rodzin na ponad tydzień czasu, a reszta osób/rodzin czyli w przeważającej części matek z dziećmi dojeżdżała na kilka dni lub w weekendy. Tym sposobem na polu namiotowym mogło się pojawić w szczycie do 7 namiotów a ze w większości były to duże namioty rodzinne to całość obozowiska wyglądała już ma obóz cygański 🙂 I jako ze co wyjazd mogły się pojawić nowe osoby takzem się pojawiła i ja w ostatnich latach brennenskiej tradycji. Warto jednak napomnieć że w ostatnie dwa lata Brenno zostało wymienione na Stary Port Kapitanów bo jest w lesie, ale tradycja spania pod namiotami była podtrzymywana. Aż do tego roku…

Organizacja tego wyjazdu zaczęła być problematyczna już od samego początku. Wstępnie ustalony termin przestał być traktowany jako ustalony bo nikt o wyjeździe nie wspomniał. Dla mnie było to oczywiste – jest ustalony to po co o tym gadać 😁 W dodatku pogoda się zepsuła i prognozowane były wszystkie dni w deszczu. Nie zapowiadało się zatem najciekawiej. Większość dzieci zdążyła dorosnąć więc również nie zamierzali towarzyszyć matkom na biwaku co w pewnym sensie ułatwiło dalszą decyzje. Najbardziej zdeterminowana ekipa postanawia ze jedziemy na spontanie gdzieś dalej, choćby na kilka dni ale tam gdzie będzie świecić słońce. No i tym sposobem w ciągu 2 dni od decyzji pojawiamy się w Budapeszcie 🌞 (no nie było na stanie szybszych lotów w atrakcyjnej cenie😆)

Jako że nikt z nas się porządnie nie przygotował do zwiedzania zaczynamy poznawać Budapeszt od naszej dzielni. A to nie byle jaka dzielnica. W centralnej jej części biegnie stara aleja Andrassyego przy której mieszczą się piękne, zabytkowe wille, które w przeważającej część zagospodarowane są przez ambasady. Ale do największych atrakcji tutaj należy zdecydowanie stara linia metra, której zabytkowe stacje będziemy odwiedzać przez najbliższe 3 dni. Wagonik wzorowany na oryginalnym, wykafelkowane prawie identyczne stacje które są bardzo płytko położone pod ziemia. Generalnie same zalety – ta linia nr 1 jest wygodna w dostaniu się do niej prawie jak naziemny tramwaj, ale kursująca częściej i szybciej jak prawdziwe metro. Dla pewności przejechaliśmy się jeszcze pozostałymi 3 liniami metra żeby z pewnością stwierdzić – nasza żółta linia metra jest zdecydowanie najfajniejsza 😁





Obowiązkowy must have to oczywiście wzgórze zamkowe po drugiej stronie Dunaju czyli Budzie. To na nim stoi najbardziej monumentalna budowla tutaj czyli zamek królewski. Po kilkunastu przebudowach kojarzy się bardziej z budynkiem urzędu wojewódzkiego niż z pałacem więc mało zachęca do wizyty w środku, gdzie mieszczą się muzea. Warto natomiast zobaczyć tarasy i przejść się dziedzińcem wokół zamku. Atrakcja bezpłatna i w dodatku można z bliska zobaczyć że część budynkow tutaj jest zrobione z marmuru (!?). Bardzo ładna jest również żelazna brama, która prowadzi do zamku ze smokiem czy też orłem na przedzie. No i oczywiscie to co warto zobaczyć w Budzie to Kościół św. Macieja, w którym koronowani byli królowie węgierscy i okalająca ją Baszta. Powiem szczerze że już trzeci raz w życiu ją oglądam i za każdym razem inaczej ją pamiętam. To taka w miarę nowa budowla udająca starą architekturę i ponieważ kiedyś o tym fakcie nie wiedziałam dużo bardziej mi się kiedyś podobała 😆








No i druga atrakcja konkurująca o najfajniejszą w Budapeszcie czyli baseny termalne już po stronie Pesztu. Jest ich kilka w Budapeszcie. My wybraliśmy Szechenyi Furdo bo mieszkaliśmy obok, a przy okazji chcieliśmy zwiedzić zamek Vajdahunyad. I to właśnie ten zamek zrobił na nas największe wrażenie. Polaczenie kilku stylów architektonicznych, wieże zarówno pałacowe jak i basztowe. To wszystko kreuje bardzo magiczne wrażenie. Ten zamek pasowałby nam do Draculi, który co prawda tutaj nie mieszkał ale można było go znaleść siedzącego samotnie na murku przy fosie. Termy natomiast mieszczą się w zabytkowych budynkach z XIXw. I to była główna atrakcja tego miejsc aby podziwiać zabytkowe sklepienia i fantazyjne mozaiki na podłogach. No i samo kąpanie się w gorącej wodzie o temp. 38 stopni też miało swój urok choć temperatura na zewnątrz była tak samo gorąca jak woda.






Kolejna konieczna atrakcja tutaj to rejs stateczkiem po Dunaju. I pomimo rozbieżności wiekowej naszej grupy każdemu się podobała. Dostaliśmy po lampce Tokaju, rozsiedliśmy się wygodnie na górnym pokładzie i rzucaliśmy to jednym okiem na podświetlone mosty i budynki to drugim uchem starając się złapać chociaż jeden fakt historyczny w słuchanym audio przewodniku. Mi się nie udało niestety nic zapamiętać ale coś tam nam później opowiedział Lucek o tym co podobno słyszeliśmy. Nie będzie to natomiast żadna niespodzianka jeżeli powiem że najładniej oświetlonym i robiącym największe wrażenie budynkiem był oczywiście parlament. No ale on za dnia też jest piękny więc to w sumie żadna sztuka




I ostatnia rzecz o której nie mogę nie wspomnieć to Ruin Bar Budapeszt. Jak sama nazwa podpowiada to bar w ruinach kamienicy, z klimatycznym patio pośrodku, pomazanymi napisami na ścianach,siedziskami w wannie i innymi wynalazkami. Generalnie klimat lekko grungowy i squadowy , ale ma na tyle atrakcyjny klimat że klienci w każdym wieku chętnie się tutaj zatrzymują nawet w środku dnia na orzeźwiające piwo…tudzież lager 😜


No i tyle w telegraficznym skrócie z Budapesztu. Oj czuję że tu kiedyś jeszcze powrócimy. Katedra św. Stefana nie odwiedzona, podziemia zamkowe nie splądrowane (to jedyna atrakcja na której wejście wymagana była gotówka), no i wzgórze Gellerta nie zaliczone. Nie wiem co na nim takiego ciekawego oprócz widoku na Peszt być może ale wszyscy mnie o niego pytają 🤷♀️



















































