Archiwum kategorii: Peru

Rafting na rzece Chili

Dzisiaj juz opuszczamy Arequipe. Faktycznie jest to miasto, w ktorym turysci chetnie przedluzaja swoj pobyt bo to bardzo klimatyczne miejsce. Tak tez i u nas wyszlo ze spedzilismy tu troche wiecej czasu niz planowalismy. I naprawde zal jest wyjezdzac.

Ale zanim opuscimy Arequipe jedziemy jeszcze na rafting na rzece Chili. To nasz pierwszy prawdziwy rafting. Jestesmy na pontonie z dwojką peruwianczykow i sternikiem a w calej ekipie plyna z nami jeszcze dwa pontony z grupa mlodych Dunczykow czy tez Holendrow. Trudno nam rozpoznac ich jezyk.

Bedziemy splywac rzeką Chili ktorej bystrza obecnie są na poziomie 3,5. Gdy jest pora monsunowa to na tej rzece bystrza moga miec kategorie 5. Jak dla nas ten obecny poziom byl naprawde super. Duzo smiechu, oblewania woda przy stromszych spadkach. Na szczescie wyposazyli nas w profesjonalne pianki wodne, buty,kamizelki i kaski. Splyw zaczyna sie w Grute de la Virgen de Chapi de Charcani i konczy sie niedaleko pensjonatu Valle de Chilina.

Najbardziej sie przydalo cale to osprzetowanie gdy pozwolono nam wskoczyc do rzeki ze skalki. Nawet spora ta skalka byla, tak gdzies z 5m. Wiekszosc uczestnikow skoczyla, wycofywaly sie glownie kobiety juz stojac na skalce ale to akurat takie z innych ekspedycji. Nasza cała grupa karnie wskoczyla do rzeki bez wiekszego ociagania sie. I byl to najbardziej ekstremalny moment calego raftingu 😁

Ten drugi skoczek to ja 😀 Tak szybko wskoczylam ze nie zdazyli mnie nagrac na skałce 😂 Generalnie 7km raftingu uplynelo jak w oka mgnieniu na wykonywaniu polecen sternika. Najczesniej bylo wiosluj, przestan, schowaj sie  do srodka pontonu i wiosluj ze srodka pontonu. Oraz wracaj na pozycje czyli na bok pontonu 😀  I tak przez okolo godzine wykonywalismy gimnastyke wchodzac do srodka pontonu i wychodzac na jego boki. Czulismy sie bardzo bezpiecznie z naszym sternikiem. Dodatkowo wokol nas plywal kajak, ktory w przypadku gdyby ktos wypadl z pontonu mogl go od razu wylowic.

Rysunki w Nazca i mnostwo samochodów Tico 😀

Do miejscowosci Nazca turysci przyjezdzaja tylko w jednym celu. Zobaczyc slynne geoklfify czyli wyryte na pustyni linie przedstawiajace zwierzeta, rosliny lub figury geometryczne stworzone przez kulture Nazca ok.500 p.n.e – 500 n.e. Te obrazki sa na tyle duze, ze aby je zobaczyc trzeba je ogladac z samolotu. I z tego tez powodu istnieje wiele teorii ich powstania. Ta najbardziej popularna byla promowana przez Danikena ktory uwazal ze stworzyli je kosmici.

Ale wracajac do samej miejscowosci Nazca. Po raz pierwszy mieszkamy w centrum normalnie zyjacego miasta. Turysci tutaj wpadają tylko po to by odbyc lot nad geoklifami i wracaja zaraz do innych turystycznych miejscowosci. Na rynku zwanym…. Plaza de Armas 😀… siedza sami mieszkancy. W okolicznych uliczkach normalne sklepy agd, obuwnicze, fryzjerzy i gastronomia street food. Lody krecone za 2 zł. Bardzo nam sie podobalo ze mozemy z bliska obserwowac lokalne zycie Peruwianczykow. Jednej rzeczy tylko nie przewidzielismy. Wiekszosc lokalnych restauracji z ceviche o godz.17.00 juz byla zamknieta. Ale nic to, jestemy juz blisko morza wiec pojawia sie nowe okazje.

W miescie wiele elementow nawiazuje do geoklifow

Gdybym miala podac jedna charakterystyczna ceche miasta Nazca to bym nazwa je miastem samochodow Tico Daewoo. Jest ich tutaj mnostow, stare, jeszcze starsze i te wygladajace na calkiem nowe. Duza czesc z nich ma spojler z tylu. Najwiecej jest zoltych. I to jest dla nas wieksza zagadka niz geoklify skad tu taka popularnosc Ticusiow 😀 

Przyjezdzajac tutaj nie bylismy pewni czy polecimy samolotem zobaczyc geoklify czy pojedziemy jedynie na platformy widokowe. Z nich co prawda widac jest tylko 3 figury ale nie podobala nam sie opcja kupowania dodatkowego biletu, gdy waga pasazera przekracza 95kg. I tutaj dwie niespodzianki. Tomek na tym wyjezdzie stracil juz 7,5kg zywej wagi (ja tylko 1,5kg 🤷‍♀️) i juz nie przekracza tak znaczaco tego limitu. A druga to nasza gospodyni zadzwonila do swoich lini i potwierdzila ze jak nasza sumaryczna waga nie przekracza tego limitu to nie musimy wykupywac dodatkowego biletu. Tym sposobem znalezlismy sie na lotnisku przy bordingu do linii Aero Fenix. A finalnie wsadzili nas do samolotu jeszcze innej lini – Air brag.

I jak wam sie podoba nasz samolocik ? Na ogonie malunek Startroopera z Gwiezdnych Wojen. Od razu nam sie spodobal 😁

I co tu duzo ukrywac sam lot byl chyba wiekszą atrakcje niz te geoklify na dole. Po obszarze nie wiekszym 50m2 lata kilka malych samolocikow na roznych wysokosciach. Maja ustalona kolejnosc nadlatywania nad poszczegolne figury i wysokosc na ktorej leca. Poniewaz w samolocie siedzimy po 2 osoby w rzedzie to samolot bedzie je oblatywal zarowno z prawej, jak i lewej strony. I to wymuszalo energiczne skrety i nachylenie samolotu ktory raz z prawej i raz z lewej podlatywal do tych najbardziej znanych 11 figur. My na zdjeciach mamy ich wiecej niz 11. A podobno sa setki takich mniejszych, ktore dzieki uzyciu dronow udalo sie zidentyfikowac w XXIw. A jak wygladaja te najbardziej znane geoklify z samolotu sami zobaczcie.

Astronauta
Małpa
Koliber
Pająk
Papuga
Alcatraz
Pelikan

Ps. Po raz pierwszy przemieszczalismy sie autobusem nocnym z Arequipa do Nazca wykupujac lepsze siedzenia na dolnym pokladzie,  ktore praktycznie sie cale rozkladaja. I naprawde bylo komfortowo. Przespalismy wiekszosc trasy.

ps2. Dostalismy tez certyfikaty odbytego lotu 😀

ps3. Tutaj w kampaniach wyborczych nie uzywa sie plakatow ale maluje sie hasla na murach

ps4. Pojawily sie na ulicach kosze na jednej nodze. To samo rozwiazanie widzielismy w Argentynie, ktore ma zabezpieczac smieci przed bezdomnymi psami. Podobnie tez wygladaja krawezniki – wysokie, z zoltym pasem i mocno widzocznym ale waskim znizeniem dedykowanym na przejscie dla pieszych

Huacachina – buggy po pustyni i zjezdzanie z wydm na desce

Huacachina to oaza na pustyni, polozona wsrod wysokich wydm ktore maja do 100m wysokosci. W centrum oazy jest naturalne jezioro powstale z przemakajacych wod gruntowych. Co ciekawe ta oaza nie lezy na srodku pustyni ale na jej skraju, obok duzego miasta Ica.

Najwiekszą atrakcją w Huacachina jest jezdzenie po pustyni pojazdami buggy i zjezdzanie z  wydm na deskach. Mozna zjezdzac na snowboardzie (co nie jest prostą rzeczą nawet dla dobrych snowbordzistow, bylismy swiadkiem takiej próby- snowbordzistka na pewno nie zaliczy jej do udanych, do dzisiaj pewnie pluje piaskiem 😁). Mozna tez wybrac deske do zjezdzania na brzuchu i takową własnie wybralismy dla siebie.

Na pierwsza wydme trzeba samemu wejsc. Dopiero tam stoja buggy

Sam przejazd buggy nie zaczal sie dla nas szczesliwie. Wraz z 8 innymi turystami zapakowali nas do buggy, ktory jak sie okazalo byl malo sprawny. Przy wjezdzaniu na wydme ledwie rzęzil i zaraz kierowca robil postój zeby ochłodzic silnik i wlewal wode do uszkodzonej chlodnicy (chyba uszkodzonej bo od razu wyciekala woda na koło). Zresztą było widać ze sam kierowca jest zestresowany bo non stop sie zatrzymywał i grzebał pod maska. Jak inne buggy zjezdzaly z wydm i wszyscy krzyczeli bo to uczucie troche takie jak przy zjedzcie na rollercosterze to ja w naszym buggy odsapywalam z ulga, ze udalo mu sie tam wtarabanic to teraz prostsza rzecz nas czeka bo tylko zjechac z tej wydmy😁 No i w tym calym nieszczesciu mielismy szczescie bo z jednego koła zeszlo powietrze 😏. Az detka zeszla z felgi i nawet zapalenie na detce ognia tego nie naprawiło. A poniewaz nie byli w stanie tego naprawic to najpierw nas podwiozl drugi buggy na wydme, z ktorej zjezdzalismy na deskach a na koncu przyjechalo i zabralo nas zupelnie nowe buggy i zupelnie nowy kierowca i wtedy dopiero zaczela sie prawdziwa jazda. Ale o tym za chwile 😀

Popatrzcie na drugi plan – kierowca pod maską i tak przez najblizsze kilometry 😀
Tu ekipa w kaskach czyli beda zjezdzac na snowboardzie

Przejdzmy do drugiej atrakcji ktorą jest zjezdzanie z wydm na desce. Spora ta wydma byla jak na nasz pierwszy zjazd. Tomek sie stawil na skraju wydmy jako pierwszy zjezdzajacy czym uzyskal uznanie i aplauz naszej grupy. Zreszta nawet przewodnik go pochwalil ze zjechal jak zawodowiec. Ta wydma z dołu nie wygladała imponujaco ale jak sie na niej stalo to nikt sie nie wyrywal do zjazdu. No moze oprocz Tomka 😁. Z kolei ja swoj pierwszy zjazd nie zalicze do najbardziej udanych bo mialam wrazenie ze ciezar ciala mam za bardzo z przodu deski i zaraz moja deska sie wbije w wydme a ja przekoziolkuje. Bezdwiednie przy starcie zahamowalam nogami i ledwo co dojechalam z mala predkoscia do konca wydmy ☺️. Drugi zjazd byl juz duzo lepszy. Poszukalam sobie lepszej, szybszej deski, polozylam sie bardziej z tylu deski  i dojechalam tak daleko jak ci najlepsi (tego zjazdu akurat nie mam nagranego 😤)

Zjechalismy jeszcze z malej wydmy i o ile dobrze pamietam mielismy miec 5 zjazdow ale przez klopoty z naszym pojazdem skonczylo sie na dwoch☹️ (tej malej wydmy nie zaliczam). Bo zblizal sie już zachod slonca, ktory mielismy w planie ogladac z jakies odpowiedniej wydmy wiec zawiezli nas na jedną z zachodnich wydm. A tam hustawki i ognisko. Dostalismy rowniez po piwie gratis (wiedzą jak wplywac na ocene wycieczki w tej młodej klasie wiekowej bo w naszym buggy zdecydowanie zawyżalismy srednią wieku 😀).

Po zachodzie slonca zrobilo sie momentalnie duzo chlodniej. W koncu to pustynia 🙂 Zaczelo sie rowniez zmierzchac wiec zastanawialismy sie jak buggy beda sobie radzic po zmroku. I okazalo sie ze radza sobie fenomenalnie. Lepszy samochod i kierowce odczulismy od razu. Nie dosc ze sie wspinal na wydmy bez problemu to jeszcze zjezdzal z nich bardzo finezyjnie. Jechalismy tez z duzo wieksza predkoscia co bylo odczuwalne po duzym wietrze na twarzy. W pewnym momencie nawet zaczelismy sie scigac z innym buggy po wydmach ale czulismy sie bardzo bezpiecznie w tym ostatnim pojezdzie i okrzyki ktore wydawalismy to byly okrzyki frajdy a nie przerazenia. Ostani odcinek wynagrodzil nam poprzednia jazde wiec z usmiechem, zadowoleni wysiadalismy po skonczonej jezdzie i zmierzalismy juz na nogach do naszej oazy.

Nasz hotel- w duzej mierze zrobiony z bambusa stad pewnie jego nazwa 😀

ps. Dodamy pozniej jeszcze film z goPro jak wygladal nocny powrot buggy do oazy 😀

Wyspy Ballestas i rezerwat Paracas

Po ostatnich dniach pelnych adrenaliny dzisiaj mamy wycieczke emerycką. Najpierw plyniemy motorowka zobaczyc wyspy Ballestas znane jako habitat ptakow, pingwinów Humboldta i lwow morskich. Potem pojedziemy na najbardziej znane plaze i klify rezerwatu Paracas.

Od Nazca przebywamy juz w klimacie pustynnym. Temperatura powietrza w ciagu dnia dochodzi do 24 stopni (wyjatkiem byla oaza Huachina bo tam bylo powyzej 30) ale w nocy spada do 15. Niby juz dosyć ciepło ale na lodke ktora plyniemy rano zabieram goretex i sweter i jest to bardzo dobra decyzja. To samo doradzilam Tomkowi przewidujac ze na motorowce będzie mocno wiało zimnym powietrzem. Wzial.. szkoda tylko ze nie zalozyl 😁

Troszke wiało az mi okularki przekrzywiło 😂

Wyspy Ballestas to kilka skalistych wysepek niedaleko miejscowosci Paracas. Wyspy te sa niezamieszkale i w całosci opanowane przez ptaki. Kormorany, gluptaki, rybitwy wąsate i inne. Pelikany tam przelatywały ale nie wygladalo aby tam nocowaly. Oprocz ptakow mamy tam jeszcze lwy morskie, ktory wygrzewaly sie na co mniejszych skałkach. No i najwieksza atrakcja tego miejsca – pingwiny Humboldta zwane tez pingwinami peruwianskimi, ktore z rowna ciekawoscia przypatrywaly sie nam co my im.

Rybitwa wąsata
Ten łuk jest podobno w ksztalcie twarzy Jezusa

Wyspy Ballestas w XIX w byly wazna czescia gospodarki peruwianskiej gdy pozyskiwano z nich guano. Odchody ptakow stanowily naturalny nawoz bogaty w azot i byl to wazny produkt eksportowy. Wiek pozniej zasoby guano sie wyczerpaly ale podobno do dzisiaj co 7 lat zbiera sie guano z tych wysp w tradycyjny sposob ( wiadrami) ale juz z przeznaczeniem na lokalny rynek.

Tylu krabów na metr kwadratowy dawno nie widziałam 😀

Po oplynieciu wysp wracamy do portu w Paracas i wjezdzamy do rezerwatu. Krajobraz pustynny przeplata sie tutaj z widokiem na ocean, ktorego barwa wody mieni sie od lazurowej do intensywnej niebieskiej. Po rezerwacie mozna jezdzic rowniez malymi, dwuosobowymi buggy ale wowczas wizyta tutaj koncentruje sie na jezdzie, a my cieszymy sie ze mozemy pobyc na punktach widokowych dluzsza chwile i nacieszyc sie widokami.

Ta skala sie nazywa Catedra… kiedys byl luk laczacy ta skale z ladem ale w trakcie trzesienia ziemi sie zawalił

Dojezdzamy rowniez do plazy na ktorej mozna sie kapac. Jest weekend i sporo Peruwianczykow tutaj przyjezdza poplazowac. Grupy turystow w kurtkach wygladaja dziwnie posrod tubylcow opalajacych i kapiacych w morzu. Tomek sie wykapal, ja tylko do kolan bo woda byla w temperaturze Baltyku 😀 Powoduje to zimny prąd Humboldta ktory doplywa do zachodniego wybrzeza Ameryki Poludniowej dostarczajac zimną wodę z Antarktydy. No i mielismy tylko 10 min na kapanie wiec wizja powrotu na parking w mokrym stroju na tym wietrze wydała mi sie mało opłacalną inwestycją.

Z ciekawostek w rezerwacie mieszka mala spolecznosc zyjaca glownie z rybolostwa i turystyki, ktora tutaj sie osiedlila killadziesiat lat temu. Tutaj podobnie jak w Argentynie jest prawo, ze jak sie ktos osiedli (wybuduje dom) to juz nie mozna go eksmitowac. Takie zawlaszczenie ziemi poprzez zasiedzenie. Dlatego by chronic ten obszar przed „zasiedleniem” stworzono tutaj rezerwat, ktory chroni to miejsce przed nowymi dzikimi lokatorami.

Miasteczko Paracas

Nazwa miejscowosci Paracas oznacza w jezyku ketczua „deszcz piasku” ze wzgledu na stale wiejace tutaj wiatry, ktore unosza piasek w powietrze i jak ten piasek opada to wyglada to jak deszcz 😀

Bulki przyjezdzaja pod dom 😀

Paracas to bardzo przyjemna miejscowosc nadmorska. Nie za duza, niska zabudowa, sporo nowych domow i restauracji. Wlasciwe te nowe domy stykają sie z tymi starymi, ktore czasami nawet nie maja dachu tylko są poprzykrywane jakimis plandekami.

Ale ciut dalej od glownej ulicy i deptaku znalezlismy domowa restauracje, na 3 stoliki, w ktorej dania gotowala gospodyni a wszystkie dania gotowane sa dopiero wtedy kiedy ktos przyjdzie. Tomek zamowil stek dla biedaka (to jakas tradycyjna potrawa peruwianska) i bylo to najlepiej przyrzadzone mieso jakie Tomek jadl (no moze poza argentynskim asado ale tego juz chyba nic nie przebije 😀). Ja zamowilam lokalna zupe Parihuela i choc gospodyni ostrzegla ze nie ma owocow morza w lodowce i bedzie gotowac na samej rybie to i tak byla pyszna. Do kazdego dania byl dodany kawaleczek ostrej papryki (naprawde ostra 🌶️) oraz ryż. Tutaj ryz dodaje sie do praktycznie kazdego dania. Jeden przewodnik mowil ze Peruwianczycy jedza wiecej ryzu niz Chinczycy 😁 Do mojej zupy oprocz ryzu dodawalo sie smazona kukurydze ale tutaj dodaje sie ją zawsze do potraw ze swiezych ryb albo jako przekaske na czas oczekiwania na danie.

Restauracja Pukasoncco

Jest tutaj tez tradycyjny deptak przy morzu, gdzie sa restauracje i stragany z pamiatkamk. Zakupilismy zatem pamiatkowe koszulki z rysunkami z Nazca. Tomek ma kolibra a ja małpę 🤪

W Peru maja bardzo dobra peruwianska kawe oraz dobrej jakosci ziarna kakao. Ale czekolada jest tutaj bardzo droga i traktowana jak produkt luksusowy. Sprzedawana jest w sklepach z alkoholem lub specjalnych stoiskach. Nawet w duzych marketach trudno ja kupic.

Testujemy peruwianska kawe Puerto. Pyszna, tak samo jak brownie 😋

Ania wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ! 🥳 🎈🎂 Duzo szczęścia, zdrowia, czasu dla siebie oraz satysfakcji z pracy. Wyjazdów dalekich i tych blizszych, krotszych i dluzszych. Sciskamy mocno z południowoamerykanskiej ziemi ♥️

Ps. Jestesmy tutaj poza sezonem wiec mieszkamy w wypasionym hotelu Betani. Tak wyglada nasz taras 🙂 Kazdy hotel w Europie by sie nie powstydzil takiego standardu🙂

A to jest najczestsze sniadanie ktore dostajemy w hotelach – jajecznica, kawa, swiezo wyciskany sok, avocado, kilka plasterkow szynki i sera, owoce

ps2. A tak wyglada chicha dla lokalsow, ktora znajduje sie w tych butelkach po napojach 1,5l. Kusi zeby sprobowac ale poniewaz wiemy ze moze sie nie przyjac w naszych organizmach a samolot powrotny juz niebawem to chyba nie zaryzykujemy😀