Archiwum kategorii: Ameryka Pd.

Inca Trail (4 dni, 42km, 2700m przewyzszenia)- dzien pierwszy i drugi

To mial byc najwazniejszy punkt naszego pobytu w Peru. Trekking krolewskim szlakiem Inkow ze stolicy w Cusco (zaczynal sie wlasciwie 82km od Cusco) do Matchu Picchu. Troche sie go obawialismy bo juz z opisu wynikalo ze trzeba miec dobra kondycje zeby go przejsc. A my kondycyjnie mamy jeszcze sporo do poprawy ze tak politycznie napisze ☺️

Wyjazd busikiem z Cusco na ten 82 km zaplanowany o 3 rano i przez najblizsze dni bedziemy wstawac o 5 a ostatniego dnia ponownie o 3 rano. Na miejscu startu mamy zapewnione sniadanie w pobliskim domu a potem udajemy sie na spotkanie z naszymi porterami, ktorzy przez caly trekking beda dzwigac i przenosic na swoich plecach cale obozowisko, jedzenie, kuchenne sprzety, przenosna toalete oraz dodatkowo kazdy turysta moze oddac im do noszenia swoje 4 kg wyposazenia. Wszystko po to, aby turysci mogli przejsc ten szlak „na lekko”, tylko z malymi plecaczkami. I tak bedzie nam sie ciezko wspinac na tak duzych wysokosciach.

Kazda ekspedycja ma swoj kolor. Naszym bedzie czerwoy. Te waskie mniejsze czerwone torby to nasze 4kg bagaze

Zeby wejsc na szlak czekamy w kolejce do kontroli pozwolen. Wygladalo to troche jak odprawa paszportowa tylko ze nie trzeba bylo nic mowic. Kontroler sprawdza paszaport i czy dana osoba jest na liscie pozwolen. Dzienne na ten szlak moze wejsc tylko 500 osob, z czego 300 osób to tragarze. Wiec dla turystow zostaje 200 miejsc. Taka kontrole bedziemy przechodzic codziennie w wyznaczonych miejscach na szlaku.

Pierwszy dzien jest opisany w mapce ktora dostalismy jako srednio ciezki. Do przejscia jest 14 km w 6-7 godzin ale bedziemy chodzic na nizszych wysokosciach niz Cusco.  Tego dnia widzimy też pierwsze ruiny inkaskie – Llactapata. To kamienne budynki i uprawne tarasy, ktore wskazuja ze bylo to miesce ktore mialo dostarczac zywnosc do Matchu Picchu. Glownie w kukurydze – ziemniaki podobno w tym miejscu nie chcialy rosnac. Duzo kamiennych budynkow  wskazuje ze mieszkala tam klasa wyzsza – arystokracja i kaplani ( tzw. Nobilites). To byla najwyzsza klasa po samym krolu (Inka) i jego rodzinie (Royalsi). Na wzgorzu znajduje sie rowniez wieza, ktora pelnila funkcje oltarza albo wiezienia.

W oddali Llactapata
Wieza kolo Llactapata

Tego dnia mamy rowniez krotki przedsmak tego co nas czeka w kolejnym dniu czyli strome podejscie ze schodami pod góre. Generalnie robimy tylko 14km ale dochodzimy do pierwszego kampingu dosyc zmeczeni. Ale zanim pojdziemy spac czeka nas uczta. Podobnie jak na lunch wjechalo okolo 6 dan glownych na raptem 7 uczestnikow. Pomimo ze wszystko bylo pyszne dosyc sporo zostalo. Na deser dobili nas goracymi brzoskwiniami w plynnej czekoladzie. I tak z mocno przepelnionymi zoladkami idziemy spac do swojego namiotu, z ktorego mamy niesamowity widok na przeciwlegla gore.

Drugi dzien zaczyna sie od obfitego sniadania. Jest omlet, salatka owocowa, ciasto, goraca owsianka w wersji do picia, jogurt. Na droge dostajemy jeszcze po marakuji, migdalach w czekoladzie i ciasteczkach. Uzupelniamy tez bidony w wode bo zapowiada sie sloneczny dzien. Potem jest juz tylko gorzej. Trasa idzie non stop w górę po kamieniach albo schodach, ktore sa dosyc wysokie jak na Inkow (Inkowie byli niscy ale podobno czesc szlaku byla odbudowywana). Tego dnia mamy zrobic 1200m przewyzszenia a ostatnie metry beda do pokonania na wysokosci 4200m. Po Rainbow mountain nie boimy sie wysokosci bo mamy aklimatyzacje ale kazdy krok stawiamy z wysilkiem a po kilku zatrzymujemy sie zeby uspokoic zadyszke. I tak mija 5 godzin z dwoma postojami. Az w koncu stajemy na przeleczy zmarlej kobiety – to najwyzsze miejsce na calym szlaku. Nie wspomnilam ze nasza ekipa jest dosc mloda i wysportowana wiec nie podoba nam sie bardzo narzucone tempo podchodzenia i postanawiamy kontynuowac dalsza trase we wlasnym towarzystwie 😀 Okazja do wykazania sie pojawia sie przy zejsciu z przelaczy gdzie dosc stromo trzeba zejsc … no po czym … wiadomo ze po kamiennych schodach i kamieniach. Tutaj wysuwamy sie na czolo peletonu i jako drudzy dochodzimy do naszego drugiego campingu. A ze trasa byla dosyc krotka tego dnia (jedyne 10km) to na campingu dostajemy i lunch i po paru godzinach kolacje. Jak zwykle kucharz przechodzi sam siebie. Sa ryby, miesa, specjalne dania dla wegetarian ( nasi koledzy z Qebecu sa pesterianami). Ale przed kolacja dodatkowa niespodzianka- dostajemy pianki marsallow i ogien zeby sobie je na nim opalic. A deser ? – flambirowane banany 😀

Droga na przelecz zmarlej kobiety. Juz widac w oddali jej piers.
Szczesliwi ze dotarlismy w najwyzsze miejsce calego szlaku

Ps. Tomek zakolegowal sie z jednym z naszych porterow (tragarzy) o imieniu Jezus, ktory poczestowal go swiezymi liscmi koki na trasie. A w obozie, gdy nie bylo jeszcze rozstawionego dla nas namiotu przygotowal nam z własnej inicjatywy materace do spoczynku. To bylo strasznie mile z jego strony. Szkoda ze nie mam zdjecia Jezusa 😐

Ps2. Drugiego dnia spimy na jednym z ladniej polozonych campingow – Paquaymayi – ktory wieczorem i rano lezy ponad chmurami

Ps3. Tutaj juz wiosna i wszystko kwitnie. Choc pewnie w zimie tez przyroda w rozkwicie bo w koncu jestesmy gdzies na poziomie równika 🙂

Te duze kwiaty zwisajace z drzewa wystepuja w roznych kolorach, najczesciej w zoltym i czerwonym. Niestety ich zapach jest trujacy dla czlowieka wiec troche mnie dzieilo czemu ich tak duzo na campingach gdzie jest duzo nieswiadomych turystow 🤔

Inca Trail – dzien trzeci

Dzien trzeci zaczal sie piekną upalną pogodą. Tego dnia najwieksze podejscie mielismy na przełęcz Runquraqay i wykonalismy ją z samego rana. Po osiagnieciu wysokosci 4000m a potem zejsciu kilkuset metrow w dół trasa miala już profil zwany jako peruvian flat czyli niby idzie sie po płaskim ale co chwile sie wchodzi albo schodzi 😉

Wyjscie z drugiego campingu tego, co lezy nad chmurami 🙂
Na przeleczy Runkurakay

Po przekroczeniu przeleczy Runkurakay zaczyna sie zmieniac krajobraz. Wchodzimy do dzungli i juz do samego Machu Picchu bedziemy wedrowac lasem deszczowym. Do odwiedzenia na trasie jest rowniez kilka ruin. W wiekszosci to budowle, ktorych przeznaczenie okreslono jako miejsca, w ktorych biegnacy poslancy mogli cos zjesc i sie przespac w drodze do Machi Picchu albo obiekty majace sluzyc do celow kultu i obrzedow. Zwiedzamy po drodze Sayaqmarke, Phuyupatamarke, Inticpatia i juz przy samym kampingu sa ostanie ruiny tego dnia Winaywayna co oznacza zawsze młody. W tym miejscu podobno znaleziono szkielety 14 dzieci i nazwy, ktore pierwotnie nadawali odkrywcy tych miejsc a ktore pozniej byly zmieniane na brzmiace bardziej po inasku zostala taka, jaka nadal mu Bingham ( to ten Anglik co spopularyzowal Matchu Picchu).

Zreszta sama historia Binghama byla bardzo ciekawa. Przez 5 lat szukal zaginionego miasta i w koncu jeden pasterz powiedzial ze tam go zaprowadzi. Prawdopodobnie ten pasterz mieszkal wowczas w MP bo kilka rodzin tam mieszkalo nie zdawajac sobie sprawy co to za miejsce. Binghama bylo stac na te poszukiwania bo mial bardzo bogata zone ktora sponsorowala jego ekspedycje. Dodatkowo nawiazal wspolprace z Kodakiem i National Geografic dzieki czemu powstalo kilka tysiecy zdjec Matchu Picchu w momencie jego odkrycia. Niestety nie byl on pierwszym odkrywca tego miejsca o czym dowodzily liczne inicjaly wyryte na kamieniach. Staral sie zeszlifowac te slady ale niestety nie udalo mu sie wszystkich znalesc 😀Natomiast niewatpliwa zasluga Birmighama bylo doprowadzenie tego miejsca do obecnej postaci czyli wykarczowanie i pozbycie sie roslin ktore porosly to miejsce. No i to wlasnie dzieki niemu i National Geografic jest to jedno z najslynniejszych miejsc na swiecie. Ponizej zdjecia odwiedzonych ruin w trzecim dniu szlaku Inca Trail.

Phuyupatamarka
Intipata
Winaywayna

Na koniec dnia po kolacji zegnamy sie z tragarzami i wreczamy napiwek. W sumie fajny gest bo to naprawde ciezka praca niesc ten caly sprzet na  szlaku za nas.

Od lewej nasza ekipa: Catherine, ja, Natasza, Tomek, Jessica, Aleks i Olivier. W pierwszym rzedzie tragarzy pod Tomkiem jest Jezus 🙂

Ps. Tomka popularnosc wykracza juz poza naszych tragarzy i nawet ci z obcych ekspedycji wiedza ze to idzie Tomas i sie witają😀 Pewnie nie jestem obiektywna ale tragarze traktuja turystow z duzym szacunkiem ale troche z przymusu i tylko Tomka szczerze witali na trasie i w obozie. Mysle ze to duza zasluga znajomosci z Jezusem 😀 

A to do kompletu nasz przewodnik Amilcar

Inca Trail – dzien czwarty- Machu Picchu

Czwartego dnia pobudka jest o 3 rano bo o 3.20 musimy opuscic oboz, zeby tragarze mogli go szybko zwinac i zdazyc zejsc na pociag do Aquas Calientes, ktory maja o 17.00. To jedyny pociag ktory dostosowany jest do zabrania duzych bagazy. Pociag konczy kurs w Ollantaytambo, z ktorego wiekszosc tragarzy pochodzi.

Ten dzien bedzie jednak wygladal inaczej niz poprzednie bo od nocy trwa ulewa. Ubieramy zatem na siebie kurtke i spodnie przeciwdeszczowe plus poncho, bo podobno kazde ubranie po paru godzin duzej ulewy przemaka. Dostajemy standardowo goraca herbate z koki,prowiant na droge i ruszamy zająć sobie miejsce siedzace w schronie, gdyz wejscie na Inca Trail bedzie otwarte dopiero od 5.30.

Przez cała drogę do słonecznej bramy leje. Karawany ludzi ida za soba noga w noge w kolorowych ponczach z kapturami na glowie i wyglada to troche jak marsz ku-klux-klanu. Nikt sie nie odzywa, nikt sie nie zatrzymuje bo po co. Mgla zaslania wszelkie widoki. Zaslania niestety rowniez pierwszy widok na Machu Picchu, ktory o wschodzie slonca powinnismy miec z punktu Sun Gate.

Na szczescie w miare zblizania sie zaginionego miasta chmury zaczynaja sie przerzedzac i dochodzac do najwyzszych tarasow mamy w koncu widok na wyczekane Machu Picchu.

Zeby je obejsc sa 3 wersje tras. My schodzac ze szlaku Inca Trail mamy juz automatycznie zaliczone najwyzsze tarasy wiec mamy wykupiona trase nr 2 obejmujaca wyzsza i nizsza czesc miasta. Dostajemy rowniez profesjonalnego przewodnika, ktory zaczyna opowiadac od tego w jakich latach rozkwitalo imperium inkaskie. I ze niestety na swiecie wszystko co bylo przed data 1532 jest kojarzone z Inkami a to blad. Calosc spuscizny ktora dzisiaj widzimy to kultura Quechua, ktora miala swoj poczatek 3 tys. lat przed nasza erą. Inkowie to zaledwie sto lat i czerpali z wszystkich wczesniejszych kultur Quechua. Za to wlasnie oni zbudowali i zyli w Machu Picchu okolo 50 lat i nikt do dzisiaj nie wie dlaczego miasto zostalo opuszczone. Najpopularniejsze teorie to brak wody, choroby. Mnie przekonuje ta mowiaca o tym, ze jak Pachutec umarl (ten najslynniejszy wodz Inkow, ktory to wlasnie zbudowal MP) to jego nastepca nie byl fanem tego ukrytego w dzungli miasta i przestal je finansowac. To w naturalny sposob spowodowalo ze wszyscy stamtad odeszli, bo nie bylo co jesc ani co robic bez Inki, dla ktorego te uslugi swiadczyli.

Brama do miasta Machu Picchu

Inna niewyjasniona ciekawostką jest ta, ze budowle poczatkowo sa wykonane bardzo precyzyjnie, gdzie kazdy glaz i kamyczek jest idealnie dociety. A od pewnego momentu sciany sa stawiane bardziej chaotycznie z mniej proporcjonalnego budulca. Ja rowniez sie sklaniam tutaj do teorii, ze jak ojciec umarl to synom juz nie zalezalo na dalszym rozwoju miasta, ktore w koncu porzucili (MP zostalo opuszczone w 1500 roku czyli 32 lata wczesniej przed hiszpanskimi konkwistadorami, ktorzy podbili panstwo Inkow). I wlasnie dlatego przetrwalo ze Hiszpanie sie nigdy nie dowiedzieli o jego istnieniu.

Co jeszcze warto wiedziec o Macchu Picchu? Miasto ma wbudowany system drenowania wody, ktory zapewnial ze pomimo regularnych ulew bylo zawsze w miare suche. Z kolei akweduktami przekierowywali splywajaca wode z gor do podlewania tarasow. Interesowali sie rowniez mocno astronomia. W swiatyni tzw. trzech okien swiatlo ze srodkowego okna pada idealnie na glaz a w dniu rownonocy nie daje zadnego cienia, co bylo uznawane za poczatek roku Inkaskiego czy nawet bardziej precyzyjnie Andzkiego. Ta data jest rowniez zwiazana z cyklem upraw rolniczych. I jeszcze jedna rzecz charakterystyczna dla architektury Inkow. Gdy w miejscu budowy znajdowal sie jakis naturalny glaz zawsze go zostawiali, wbudowywali go w jakas sciane lub zostawiali wolnostojacy. Wierzyli ze takie elementy pozwalaja im lepieje zespolic się z natura i daja one pozytywna energie danemu miejscu.

I ostatnia rzecz. Machu Picchu ma swoja nazwe od gory Machu Picchu, przy ktorej zostalo wybudowane. Na tą bardzo charakterystyczna gore mozna wejsc i nawet jedna osoba z naszej ekipy sie na to odwazyla. I jest to juz nie lada wyczyn bo po 4 dniach trekkingu cala ekipa powloczyla nogami zwiedzajac MP a wejscie na ta gore wymagalo pokonania bardzo stromych schodow do wysokosci 3051m.

Po zwiedzaniu spotykamy sie jeszcze cala grupa na obiedzie w Aguas Calientes, z ktorej pociagiem dojedziemy do Ollantaytambo a stamtad juz busem do Cusco. Sama miejscowosc Aguas Calientes kreci sie wokol pociagu, ktory przywozi turystow do Machu Picchu i jej glowny deptak jest przy torach kolejowych i stacji 🙂

Grilowana alpaka w sosie borówkowym i ziemniaczanymi gnochoc- mniam 😋

Ps. Podobno odsloniete jest jedynie 60% miasta. Pozostale 40% jest nadal zarosniete dzungla ale patrzac po ukladzie miasta (ktore podobno jest typowe dla kultury Inkow) to raczej zasloniete roslinnoscia sa tarasy uprawne i moze jakies budynki osob je uprawiajacych.

Ps2. Spotkalismy wija na murach Machu Picchu

Jezioro Tikicaca – plywajace wyspy Uros i wyspa Amantani

Na obejrzenie plywajacych wysp Uros wykupujumy wycieczke w jakiejs agencji. O 7.50 mamy sie zjawic w umowionym miejscu i tam tez czekamy na busa. Podchodzi do mnie kierowca z busa ktory podjechal tam kilka minut wczesniej i pyta czy jestem Katia. Mowie ze tak i zabieramy sie z Tomkiem tym busem. Po kilku minutach dzwoni do mnie telefon z informacja ze czekaja na nas z busem a ja w lekkiej konsternacji mowie im ze ja juz jade w jakims busie 😀 W tym naszym busie siedziala wowczas tylko 1 osoba wiec sprawdzamy gdzie jedzie. Mowi ze na jezioro Ticicaca wiec domyslamy sie z ten bus musi jechac rowniez do portu. Ustalam z wlasciwym organizatorem ze spotkamy sie juz na przystani w porcie. Szkoda tylko ze ten nasz bus zaczal dopiero zbierac ludzi i utknal w korkach. Po jakiejs chwili nasz bus zabiera wieksza grupe turystow oraz przewodnika ktory odkrywa ze w busie ma nadmiarowych dwoch pasazerow. W dodatku na uzgodnionym miejscu spotkania nadal czeka na odbior wlasciwa Katia wiec bus z powrotem jedzie w to samo miejsce zeby ja zabrac 😀 Ale ani kierowca ani przewodnik nic do nas nie mowia a wiec i my udajemy ze wszystko jest ok. Nasz wlasciwy przewodnik wysyla mi wiadomosc ze juz sa zaokretowani i czekaja na nas na lodzi. Wiec biegniemy z przystani i w koncu udaje nam sie odnalesc wlasciwa wycieczke z ktora wyplywamy w kierunku wysp Uros. 

Wyspy Uros to plywajace wyspy zbudowane z porastajacej jezioro Ticicaca trzciny totora. W dawnych czasach plemie Uros uciekajac przed innymi plemionami osiedlili sie na jeziorze. Dzisiaj na okolo 50 takich sztucznych wyspach zyje ok.2000 potomkow tego ludu, ktorzy utrzymuja sie z rybołowstwa i sprzedazy swoich wyrobow odwiedzajacym turystom. 

I to jest wlasnie powód, ktory powoduje ze wizyta na tych wyspach jest bardzo komercyjnym wydarzeniem. Nie wiem ile dostaja od organizatora wycieczki za to ze dobijamy do jednej z takich wysepek zamieszkalych zazwyczaj przez 5 spokrewnionych ze soba rodzin ale obowiazkiem turysty jest cos kupic. Ale najpierw pokaz jak sie buduje taka wyspe . Potrzebujemy duze kawalki korzeni trzciny totora, ktore sa glebokie na 1m i ktore  naturalnie unosza sie na wodzie. Wiazemy je ze soba otrzymujac wymagana powierzchnie wyspy  i finalnie zakotwiczamy taką wyspe z kilku stron na dnie jeziora. Potem dorzucamy 1 metr scietej trzciny zeby mozna bylo chodzic po wyspie  i co miesiac trzeba dorzucic nowa sciolke trzciny, bo ta co lezy na dole gnije i trzeba ta warstwe na biezaco uzupelniac. Z trzciny zbudowane sa tez wszystkie budynki, meble i łodzie ktorymi plywaja. Taka lodz przetrwa 2 lata zanim sie rozpadnie albo do 3,5 roku jezeli pomaluja ta lodz jakas farba.

1m2 korzeni trzciny totora
Lodzie zbudowane z trzciny totora
Tą trzcine mozna tez jesc (jej srodkowa czesc) ale nie za duzocbo sie ciezko trawi
Kot skorzystal na pokazie bo zaopiekowal sie rybka, ktora przedstawiala podstawowe wyzywienie mieszkancow

Po pokazie turysci sa doslownie rozdzielani i przydzielani do czekajacych tubylcow i po obejrzeniu ich domu kierowani na wlasciwe stoisko gdzie nalezy cos kupic 😀 Oprocz rekodziela jakim sa makatki i tkaniny mozna tutaj znalesc te same rzeczy co na wszystkich targach w Peru tylko ze kosztujace 3-4 razy wiecej. Jako ze nie mamy miejsca w plecakach by dorzucic rekodzielo kupujemy jakies drobiazgi byle pieniadze zostawione zadowolily gospodarzy. Kupuje m.in. bransolotke, ktora kupilam w Limie i zaraz zgubilam i tą druga identyczną bransoletke tez zaraz zgubie na wyspie Amantani. Chyba specjalnie robia takie wiazania, ze te bransoletki sie same rozwiazuja 😀

Wnetrze trzcinowego domu

Po zwiedzeniu wysp Uros plyniemy na kolejna wyspe na jeziorze Tikicaca – Amananti. Na tej wyspie znowu zostajemy ponownie przydzieleni do tubylcow, ktorzy juz na nas czekaja w porcie. My zostajemy przydzieli na samym koncu do gospodyni o imieniu Libia wraz z trojka innych turystow: mlodej pary z Izraela ktorzy sa w 3 miesiecznej podrozy poslubnej oraz … Katii 😁 Tak, tak… to ta sama Katia ktorej busa sprzatnelismy sprzed nosa jadac do portu 😂

Katia okazala sie byc Belgijką, w naszym wieku, ktora samotnie podrozuje po Peru. I jest szalenie sympatyczną i otwartą osobą. W domu zostawila dwoje juz praktycznie doroslych dzieci i meza, ktory byl kiedys przewodnikiem w szwajcarskich Alpach. A tym wyjazdem udowadnia sobie, ze po dwoch latach po operacji na kregoslup można wrócić do dawnej formy.

Katia to ta pierwsza od lewej 😀

Jako ze zakwaterowanie na wyspie jest u lokalnych mieszkancow przewodnik uprzedzil, ze warunki beda bardzo podstawowe. Spac mozemy w jednej izbie z gospodarzami, bez biezacej wody, toaleta kilka metrow od domu a w naglych przypadkach nocnik pod lozkiem. Jakiez bylo zatem nasze zdziwienie, gdy nasza gospodyni zaprowadzila nas do swiezo co wybudowanego domu, gdzie kazdy z nas mial osobny pokoj z wlasna lazienka i goraca woda. Pewnie nie wszyscy z naszej lodzi trafili podobnie ale nasz standard nie odbiegał od dobrego hotelu na lądzie. 

Ta czesc domu to byla tylko kuchnia i jadalnia

Cała wyspa podzielona jest na 10 spolecznosci (Pueblo, Santa Rosa, Lampayuni, Villa Orinojon, Sancayuni, Occosuyo, Colquecachi, Incatiana. Alto, Sancayuni i Ocopampa) i rotacyjnie dany obszar przyjmuje turystow w danym miesiacu. Jako ze w naszym obszarze znajduje sie glowny plac na wyspie byc moze mieszkaja tu lepiej sytuaowani mieszkancy.

My mieszkalismy w Pueblo

Po lunchu z rodzinami kolejna niespodzianka. Jest zaplanowana wspinaczka na pobliska gore Pachayata (4085m.) z ktorej bedziemy podziwiac zachód słońca. Tomek zaczyna przeklinac pod nosem bo nadwyrezyl kolano na Inka Trail i przy kazdym kroku wydaje dziwne dzwieki. A ja powiem szczerze nie widzialam w opisie tej wycieczki zadnych trekkingow 🤷‍♀️

Na szczycie Pachataty

Po zachodzie slonca schodzmy z gory i spotykamy sie na jednego drinka w lokalnym barze z cala grupa. Zamawiamy pisco sour – to najbardziej tradycyjny drink w Peru na bazie lokalnego bimbru z winogron oraz ubitego bialka z jajek. Na ten wieczor jest jeszcze przygotowana potancowka z lokalnymi mieszkancami ale Tomek ledwo zgina napuchnieta noge a i ja z checia w koncu bym sie wyspala wiec odpuszczamy.

Kolejnego dnia pozegnalne sniadanie z gospodarzami (byly nalesniki 😀) i wracamy na statek by plynac na kolejna wyspe. Wreczamy gospodyni spory napiwek i robimy to z duza przyjemnoscia bo pokoje i posilki byly naprawde przednie. A w dodatku nikt go od nas nie wymuszal tak jak ma to miejsce od kilku dni na kazdym kroku 😐 Tu ktos zagral, tutaj ktos cos pokazal, tutaj ktos byl przewodnikiem albo kierowca i jak jestes turystą to powinienes za to zaplacic. Smiejemy sie ze jedna trzecia kosztow ktore poniesiemy w Peru to beda koszty napiwków.

To jeszcze ostatnie spojrzenie na piekny zachod słońca na wyspie Amantani.

Jezioro Tikicaca- wyspa Taquile

My nadal na jeziorze Tikikaka. To najwieksze wysokogorskie jezioro na ziemi. Lezy na wysokosci 3812m npm i przez nie przebiega granica Peru z Boliwią. Poniewaz jego wody sa dosyc zimne oprocz ryb nie ma tutaj zbyt duzo innych zwierzat. Ale mieszka tutaj unikatowy i gigantyczny gatunek zaby(rana gigante) ktory mozna zobaczyc rowniez we wroclawskim zoo. Niestety nie dane bylo go nam zobaczyc w naturze wiec zalaczam pogladowe zdjecie z netu.

Źródło: www.peru.info

 Doplywamy do wyspy Taquile. Podobno bylo to jedno z ostatnich miejsc, ktore zostalo podbite przez Hiszpanow. Jako ze hiszpani zakazali ludnosci chodzic w swoich tradycyjnych strojach przyjeli oni stroj chlopow hiszpanskich, w ktorych do dzisiaj chadzaja. Tak jak na innych wyspach uprawiaja tkactwo ale tutaj to mezczyzni a nie kobiety wykonuja je na drutach i krosnach ( tak mi się wlasnie wydawalo ze wyroby tutaj maja troche mnie atrakcyjne wzory niz na poprzedniej wyspie 😁).

No wiec doplywamy do wyspy i jak myslicie co dalej ? No oczywiscie ze kolejne podchodzenie pod górę bo glowny rynek miesci sie na wysokosci 3950m 😀 No ale mamy w grupie 3 starsze panie. Jak one daja rade to my tez powinnismy (wczoraj chodzily w podobnych welnianych kapeluszach, dzisiaj juz tylko jedna go nosi 🙂).

Charakterystyczne łuki na Taquile

Ryneczek bardzo pozytywnie nas zaskoczyl. Wygladal jak stare miasteczko meksykanskie. I tutaj kolejna zaplanowana atrakcja dla turystow. Lokalny zespol zatanczyl dla nas taniec Sicura a potem przewodnik zaprosil do wspolnego tanca wszystkie kobiety. Poszlam dobrowolnie 😁

Pozostal nam juz tylko ostatni punkt wycieczki na wyspie czyli lunch na ktory mozna bylo wybrac grilowanego pstraga (ktory pochodzil z jez. Titicaca) lub omlet.

Przy okazji mozna zobaczyc najpopularniejszy wzor tutaj obecny na obrusie

Czekajac na obiad przewodnik opowiadal ze spolecznosc tutaj jest bardzo konserwatywna. Niedopuszczalne sa rozwody wiec warto dobrze przemyslec zamazpojscie. Ich codzienne ubranie od razu sygnalizuje ze czy ktos jest stanu wolnego czy zajetego. Jak widzimy mlodzienca w bialej czapce to znaczy ze jest wolny (chyba ze nosi torebke z pomponami co znaczy ze jeszcze sie nie ozenil ale zyje juz z jakąs kobieta). Zonaci mezczyzni chodza z kolei w czerwonych czapkach oraz moga nosic pas,w ktory wplecione sa wlosy zony. I tym sposobem mozemy powiedziec ze zone mają zawsze przy sobie 😀 Kapelusz moze swiadczyc rowniez o statusie –  tylko szef wioski moze nosic czarny kapelusz. Z kolei jak odroznic wolna kobiete od zameznej ? Po pomponach. Panny nosza duze pompony a mezatki takie duzo mniejsze.

Ps. Te piora w kapeluszach podobno pochodza od prawdziwego ptaka.

Ps2. Sam krajobraz wyspy przypominal nam bardzo grecką wyspę. No moze na greckiej wyspie kamienie sa duzo bielsze ale poza tym klimat baaaardzo podobny.

ps3. Na wyspie rosnie rowniez roslina, ktora po odpowiednim potarciu wydziela saponiny i jest naturalnym mydlem i szamponem do wlosow. Podobno mycie tym srodkiem zapobiega wypadaniu wlosow 😀

Tutaj prezentacja ze to mydlo rowniez wybiela z szarej welny do bialej

ps4. Na Amantani spolecznosc mowi jezykiem Aymara a na Taquile jezykiem quechua. Nie udalo nam sie opanowac podstawowych zwrotow ale wszyscy turysci mieli z tym problem 😀