Wszystkie wpisy, których autorem jest kasia

Lecimy do Peru … ale troche pobylismy w Londynie :)

No to wyruszamy w drogę. Najpierw Londyn, potem Madryt a kolejnego dnia lądujemy w stolicy Peru – Limie . Pierwsze zaskoczenie spotyka nas juz na lotnisku we Wroclawiu. Od kwietnia wymagane sa wizy ETA zeby wjechac do Londynu. Na szczescie mozna je zalatwic i oplacic online wiec wypelniamy szybko kwity i wchodzimy do samolotu na „ostatnie wezwanie” juz z pozwoleniem wjazdu do Angli 😀

W Londynie pogoda pod psem. Chlodno, zimno i to wszystko przez zimny wiatr, ktory usilnie staral sie przewrocic nasz samolot w trakcie ladowania. Musimy sie przemiescic na inne lotnisko wiec wykupujemy jak sie okazuje wycieczke krajoznawcza po Londynie ( autobus objechal praktycznie cale centrum) i docieramy do slynnej stacji kolejowej Victoria. Stad juz tylko rzut beretem na lotnisko Gatwick bo pociagiem dostaniemy sie tam w 30minut.

Na lotnisku Gatwick chyba uruchomilam alarm bo porzucilam przez chwile maly plecaczek zeby sie z nim nie przeciskac by zasiegnac informacji. Jak juz go zabralam z powrotem to alarm przestal wyc ale tak na wszelki wypadek ulotnilismy sie z tego miejsca 😊

Ale i tak najfajniejsze bylo lotnisko w Madrycie. Zawsze lubilam lotniska bo duzo ludzi ktorych mozna sobie w zaciszu obserwowac i generalnie duzo sie dzieje. Ale puste lotniska sa rownie fajnje. Tylko my … i maszyny sprzatajace 😁

Pustki… bo to juz północy 😀


ps. Co to malych wpadek to jeszcze na dworcu London London Victoria nie wsiedlismy z kolei do naszego pociagu ale szybko sie kapnelismy i zdazylismy sie przesiasc do wlasciwego. Informacja i oznakowanie wejscia na perony zdecydowanie do poprawy. Poza tym wszystko pod kontrolą 😁

Lima – Miraflores

Dolecielismy. Szkoda ze bylo jeszcze ciemno jak wlecielismy nad kontynent ameryki poludniowej bo mozna by bylo zobaczyc jak puszcza amazonska nagle jak od lini kreslarskiej zmienia sie w wysokie pasmo gór z osniezonymi szczytami.

Warto rowniez pochwalic linie lotnicze Latam. Pomimo polskobrzmiacej nazwy to linia brazylijska mogaca sie pochwalic flota najnowszych Dreamlinerow i ten lot mozemy uznac za jeden z bardziej komfortowych pod wzgledem foteli, jedzenia i … czystosci toalet do samego konca lotu. A jak się chodzi w samych skarpetkach po samolocie to ma to duze znaczenie 😊

A po przylocie standardowa rutyna – odebranie bagazu i zakup karty z internetem. Tak wiec o ile zasieg pozwoli to wpisy powinny sie pojawiac w miare regularnie. Odprawa z urzednikami byla dosyc szybka i bardzo zautoomatyzowana – pobrali odciski palcow w kilku konfiguracjach (?!) i po odnotowaniu na jakis czas przyjezdzamy puscili dalej. Nie wbijaja juz slawnej pieczatki do paszportu, ktora byla potrzebna zeby nie placic dodatkowego podatku. Zreszta rola paszportu zaczyna ograniczac sie juz jedynie do plastikowej wkladki z wgranym chipem wiec przewiduje ze w przyszlosci bedzie tylko plastikowa karta jak dowod osobisty.

Cala podroz od momentu wyjscia z domu zajela nam 29 godzin i nawet mielismy jeszcze troche sily zeby pochodzic po dzielnicy Miraflores, ktora znajduje sie przy wybrzezu i jest uznawana za mekke turystow (ze wzgledu na ilosc barow i restauracji, ale tez rowniez jej bezpieczenstwo).

Zeby tam dotrzec z lotniska przejezdza sie droga przy morzu i pod klifem, ktory miejscami wyglada jak haldy wegla kamiennego. Widac ze sie osuwa, jest zabezpieczony siatka a ziemia ma bardzo ciemny kolor. Blizej miasta klify zaczynaja byc pokryte zielenia ale te blizej lotniska wygladaja bardzo osobliwe. Zdjecia niestety tylko z taksowki.

Ale wrocmy do Miraflores. Duzo murali, restauracji i barow oraz parki, z ktorych wiekszosc,umiejscowiona juz przy samym nabrzezu do ktorych mamy zamiar isc jutro. Mieszkamy niedaleko parku Kennedy’ego ktory jest znany z tego, ze mieszka tutaj duzo kotow. Maja tutaj nawet swoje domki i sa jedna z glownych atrakcji tego miejsca. Poza tym przy parku znajduje sie rowniez ratusz dzielnicowy oraz piekny kosciol Parroquia La Virgen Milagrosa.

A tak wyglada park Kennedy’ego:

Mnie nabardziej jednak zauroczyly tutaj male kioski ruchu. Moze dlatego ze u nas juz takich nie ma 🤔

I na koniec jeszcze kilka zdjec murali

Tutaj juz czuc klimat haloweenowy – przy drzwiach wisza zwloki z napisem „za nie dawanie napiwkow” 😀

ps. A tak tutaj podlewaja kwiatki czy tudziez drzewa. Z cysterny szlauchem strazackim 😁

ps2. W Limie rano przywitala nas duza mgla. To podobno typowa pogoda w okresie od kwietnia do pazdziernika. Jest zatem w miare cieplo, jakies 17 stopni, ale dosyc parno i wilgotno.

Lima – dzielnica historyczna

Dzisiaj wybralismy sie na wycieczke do historycznej dzielnicy bo to wlasnie tutaj najwiecej zabytkow. Podobno jest wpisana na liste dziedzictwa Unesco ze wzgledu na balkony. Zeby do niej dotrzec skorzystalismy z lokalnego autobusu linic C. Ale to nie byle jaka linia autobusowa bo ma wydzielony pas na autostradzie. Po raz pierwszy w zyciu szlismy na przystanek na autostradzie😀 Dzieki temu dojechalismy prawie w 30 minut do centrum. W pierwsza strone byl niesamowity scisk. Ledwo co sie wcisnelismy do srodka a pozniej walka na kolejnych 3 przystankach zeby po wypuszczeniu wysiadajacych pasazerow znowu zalapac sie do wewnatrz. Teraz rozumiem dlaczego to ulubione miejsce dla kieszonkowcow.

Zwiedzanie zaczelismy od placu San Martin. Tutaj pan wygladajacy na straznika miejskiego zdradzil nam sekret ze w Hotelu Bolivar mozemy zobaczyc oryginalny stuletni samochod, ktory jest w bardzo dobrym stanie. Znal rowniez jedno slowo po polsku – dziekuje 😀 A ten samochod okazal sie Fordem T z 1920 roku. A sam hotel Bolivar rowniez jest bardzo ladny w srodku wiec warto tam bylo wejsc.

Po raz pierwszy ktos sie zapytal czy moze sobie z nami zorbic selfie. Zgodzilismy sie i rowniez zrobilismy zdjecie z panem. Przy okazji mamy zdjecie z pomnikiem Jose se

Idac w strone drugiego znanego placu – Mayor de Lima- mijamy pierwsze budynki z drewnianym balkonami. Nie sa one jednak az tak okazale w porównaniu do tych, ktore zobaczymy na placu. A to nie byle jaki plac – znajduje sie tutaj palac prezydencki i katedra. No i to wlasnie tutaj trafilismy na parade stowarzyszenia koni peruwianskich, ktore w towarzystwie orkiestry detej przemaszerowaly po ulicach wokol placu. A w kaplicy katedry odbywal sie z kolei slub dzieki czemu po raz pierwszy w zyciu moglismy sie przyjrzec z bliska tradycyjnym ubiorom peruwianskich kobiet. Wszystkie byly uczesana tak samo – w dwa doplatane warkocze. Tez tak lubie sie czesac na wyjazdach😁

Peruwianki sa dosyc niskie wiec byly troche oniesmielone Tomka wzrostem 😀

No i proszę jak mozna sprytnie umiescic sciage na plecach kolegi

I na sam koniec tego wpisu osławione balkony:

ps1. Widzialam kolibra ! Tak sie ucieszylam ze chyba go przestraszylam bo szybko uciekł. Tak wiec na zdjecie nie bylo szans 🫤

ps2. W centrum historycznym co jakis czas spotykamy rzezby kobiety, ktore sa roznorodnie pomalowane. Wyglada jakby byla przygotowywana jakas wystawa. Te kobiety przedstawiaja tapada limena czyli dawne peruwianki, ktore zakrywaly twarz pokazujac tylko jedno oko.

Lima – Miraflores – Larcomar i park miłości

Zwiedzamy wybrzeze i jest okazja zeby zrobic zdjecie klifow tym razem z gory. Teraz jest widac autostrade poprowadzona przy samym oceanie i ciemnobrazowe, wygladajace na piaskowe klify stojace na strazy wejscia do miasta. Lima to miasto zbudowane na pustyni to czemu te klify sa takie ciemne? 🤔

Jako ze juz blizej oceanu na tym wyjezdzie nie bedziemy postanawiamy zjesc tutaj specjalnosc peruwianskiej kuchni czyli ceviche. Ja uwielbiam ryby we wszelkiej postaci ale czy Tomek sobie poradzi z surową rybą 🤔. Na wszelki wypadek bierzemy jeden wspolny talerz degustacyjny ktory oprocz ceviche zawiera tez kraba, osmiornice, krewetki, przegrzebki i jakies wodorosty. Obowiazkowym dodatkiem do ceviche jest batat. I byl to najlepszy batat jaki kiedykolwiek jadlam wiec albo do Europy sprowadzaja jakies slabsze gatunki batatow albo maja jakis swój sposob przyrzadzania aby nie byl taki maczny. Generalnie wszystko super smaczne choc w konkursie z ceviche, ktora byla glowna atrakcją tego dania i znajdowala sie na srodku talerza wygraly podłużne malze okladniczki w sosie z mango.

No ale nie ma sie co dziwic bo mango jest tutaj pyszne. Oprocz odmiany ktora znamy ze sklepow u nas czyli wieksze owoce i zielono- czerwone my tutaj delektujemy sie takimi mniejszymi, pomaranczowymi. Sa zdecydowanie duzo slodsze i jakies takie delikatniejsze w smaku. Testujemy rowniez rozne odmiany marakuji.

Degustacje owocow morza dokonalismy w bardzo znanym i turystycznym miejscu zwanym Larcomar. To tutaj wbudowali w klif 3 poziomowe centrum handlowe i mozna tutaj znalesc wszystkie popularne marki odziezowe i z odzieza sportowa. Weszlam tylko do jednego z nich – Banana Republic – i jak finanse na koncu wyjazdu pozwola to moze jeszcze tam wroce cos sfinalizowac😀

Z Larcomar rozpoczyna sie z kolei promenada wzdluz wybrzeza ktora ciagnie sie az do parku milosci i ikonicznej latarnii morskiej. Latarnia juz co prawda nie dziala ale jest bardzo charakterystycznym punktem tego miejsca. I tak dochodzimy do parku milosci, ktory swoja nazwe wzial z z tego, ze w jego centrum znajduje sie duza, różowa rzezba splecionej pary milosnej ale poniewaz byla w sumie brzydka to nawet jej nie zrobilam zdjecia. Poza tym zaczal sie zachod slonca ktory przyciagnal cala nasza uwage.

Jutro wylatujemy z Limy do Cusco. Musze przyznac ze Lima coraz bardziej zyskuje w oczach jak tu sie troche pobędzie. Najslabsze jest pierwsze wrazenie, gdy jadac z lotniska mijamy dzielnice w ktorej praktycznie zaden budynek nie ma dachu. Najbardziej wiarygodny ale tez nie potwierdzony powód dlaczego tak sie dzieje to fakt, ze dopoki dom nie jest skonczony nie placi sie podatku od nieruchomosci. Pozniej jest juz tylko ladniej i sama dzielnica Miraflores jest naprawde bardzo ciekawa. Jedyne co by mi tu przeszkadzalo to ogromny ruch i korki na drogach. Ze nie wspomne ze obowiazuje tu „wolna amerykanka” jezeli chodzi o stosowanie przepisow ruchu drogowego 😁

ps. Na klifie znajduje sie startowisko dla glajciarzy. Niestety nikt juz o tej porze nie startowal bo zaczynalo zmierzchac.

ps2. Po raz pierwszy wyszlo pełne slonce w Limie. Tutaj wiekszosc czasu slonce swieci jak przez mgle 😀

Z Limy do Cusco

Dzisiaj mamy tzw. dzien transferowy. Co oznacza ze wiekszosc dnia spedzimy w drodze do/ z lotniska badz na samym lotnisku. To nasz ostatni lot samolotem w najblizszym czasie bo pozniej bedziemy sie przemieszczac po Peru autobusami. No nie liczac planowanego lotu nad Nasca ale to lot krajoznawczy bedacy atrakcja sama w sobie wiec sie nie liczy 😀



Jako ze nie przewidujemy dzisiaj za duzych przezyc to opowiem Wam co juz wiem o Cusco. To dawna stolica Panstwa Inków. Byla nia przez ponad 300 lat i to wlasnie za panowania Inków Cusco rozkwitlo jako osrodek administracyjny panstwa Inkow, ale rowniez glowne centrum religijne i wojskowe. To rowniez dzisiaj turystyczna stolica Peru bo kazdy turysta musi przeciez zobaczyc Matchu Picchu a to wlasnie stad najlatwiej zorganizowac jego zwiedzanie.

Mural na lotnisku w Cusco

A wracajac do samych Inkow to 13 ich wladcow rzadzilo tym obszarem od konca XII do XVIw. tworzac wielkie imperium inkaskie. Ten najbardziej znany wladca to dziewiaty Inka – Parachutec- dzieki ktoremu dzisiejsze Cusco ma kształt swietej pumy. Panowanie Inkow zakonczyło przybycie Hiszpanow pod wodzą Francisko Pizarro ale to juz historia na dluższą opowieść.

Wyjscie z lotniska w Cusco

I w miedzyczasie jaki pisalam ten post to dolatujemy do Cusco. To miasto jest polozone na poziomie 3500m wiec bez wczesniejszej aklimatyzacji (jak my) zmeczyc sie mozna po przejsciu trzydziestu kilku schodow ( tyle wlasnie mielismy do naszego apartamentu). Ale za to ladowanie w Cusco pomiedzy szczytami gorskimi naprawde robie wrazenie. Tak wiec my juz dzisiaj idziemy jedynie cos zjesc, napic sie herbatki z lisci koki i do jutra nie powinnismy kiwnac reka ani noga zeby ulatwic organizmowi produkcje czerwonych krwinek, ktore musza zrekompensowac ubytek okolo 35% tlenu w powietrzu na tej wysokosci.

ps. Udalo nam sie kupic tutaj z pod lady kilka prawdziwych tabletek na chorobe wysokosciowa znanych jako Sorochi Pills. Tak wiec w razie sytuacji awaryjnej mamy gotowe wsparcie medyczne ze sobą 😀

ps2. Mieszkamy na wzgorzu z pieknym widokiem na miasto i przy bardzo urokliwej uliczce. W ciagu dnia mamy pod oknem tlumy turystow. Ale pod wieczor robi sie luzniej i juz nawet mozna krecic teledysk. Krecili go wlasnie przy naszym hotelu (Mayu) i wychodzac z hotelu weszlismy w kamere. Ale pewnie nas wytna 🫤

ps3. W hotelu Mayu mamy wszedzie regionalne wzory, ktore bardzo nam przypominaja nasze rodzime regionalne hafty😀

Zaczyna mi sie podobac lozko o szerokosci 2,20m 😀

ps4. Tata wszystkiego najlepszego z okazji imienin 😘💐 Duzo zdrowia, dobrej kondycji, interesujacych ksiazek i jeszcze raz duzo zdrowia zyczą Kasia i Tomek ♥️ To dzięki Tobie kocham podróżować inspirując się Twoimi podrózami i ksiązkami 🫂