Dzisiaj spedzamy ostatni dzien w Peru. Jutro wsiadamy w samolot i wracamy do domu. Lima ma cztery warte zobaczenia dzielnice : Miraflores, Barranco, Dzielnice historyczna i San Isadores. I to w tej ostatniej nas jeszcze nie bylo ale bedzie okazja ja zobaczyc gdzie bedziemy przygotowywac najpopularniejsze danie czyli ceviche oraz najpopularniejszy peruwianski drink pisco sour pod okiem szefa kuchni Jose Antonio.
Ale wczesniej idziemy zwiedzic muzeum Larco. Jedziemy tam autobusem publicznym i po raz kolejny sie przekonuje, ze prowadzenie samochodu tutaj a co dopiero autobusu wymaga oczu dookola glowy i stalowych nerwow. W dodatku wiekszosc czasu stoimy w korkach. Z powrotem zabieramy sie uberem to skrocimy czas o polowe. Muzem miesci sie w pieknym, zabytkowej rezydencjj z XVIII w. Zawiera ponad 45 tys obiektow muzealnych, z ktorych wiekszosc to ceramika, bizuteria, tkaniny z okresu przedkolumbijskiego majace az do 5000 lat.



Te najcenniejsze okazy ceramiczne wystawione sa w szklanych gablotach, na czarnym tle podswietlone klimatycznym swiatlem. Pozostale dziesiatki tysiecy ceramik zostaly skatalogowane i upchniete w duzych szafach. Najwieksze wrazenie robia ozdoby na glowe, w ktorych posmiertnie chowana bogatych indian oraz obiekty ze srebra i złota.












W muzeum jest dedykowana sekcja poswiecona erotycznym ceramikom. Wiekszosc z nich to naczynia z ktorych pilo sie wode. Jest to prywatne muzeum w rodzinnej rezydencji Rafaela Larco Hoyla, ktory byl archeologiem i latach 30tych XXw zalozyl to muzeum na bazie wykopanych znalezisk badz skupowanych od innych ludzi artefaktow. W tych czasach nie bylo jeszcze prawa dot. znalezisk archeologicznych i wykopane lub znalezione obiekty nalezaly do jego znalazcy.






W czasach prekolumbijskich robiono juz trepenacje czaszki. I podobno jakas czesc nawet przezywala operacje i zyla dalej.

Na popoludnie mielismy zaplanowane warsztaty kulinarne. Ale poniewaz byla nas tylko dwójka to nasz kucharz zamiast do swojej restauracji zabral nas do swojego domu i swojej kuchni. A mieszkal w pieknym, dwupoziomowym apartamencie, w ktorym z kazdej strony mial duze okna. Bardzo nowoczesnie i przytulnie urzadzony. No trzeba przyznac ze ci lepiej zarabiajacy Peruwianczycy zyja tutaj w bardzo przyzwoitym standardzie. Ale nasz gospodarz Jose Antonio jest nie tylko wlascicielem restauracji ale rowniez wlascicielem winnicy produkujacy slynne Pisco czyli peruwianski alkohol z winogron. Winnice ma oczywiscie w rejonie miasta Pisco bo tylko alkohole z tamtejszych winnic moga uzywac tej nazwy.

Na start degustujemy owoc tumbo. Smakuje jak mniej slodka marakuja. Podobna tez ma konsystencje w srodku. Pozniej probujemy michunki peruwianskiej. Ta juz znamy bo w hotelu w Cusco dostawalismy ja do sniadania. No i zaczynamy gotowac pierwsze danie – tatara z tunczyka. Do swiezego tunczyka dodajemy sosu sojowego, oleju sezamowego, soli, soku z polowki limonki i kawalkow avocado. Na koncu posypujemy bialym sezamem. I po chwili mozna sie tym juz zajadac. Swiezy tunczyk zawsze jest pyszny. To danie pochodzi od rybakow, ktorzy takiego tatara przyrzadzali sobie od razu na lodzi i przygryzali krakerskami. Te krakersy w potrawie zostaly do dzisiaj.


Pozniej testujemy maceraty robione z pisco. To juz wyroby ktore produkuje nasz gospodarz. Sposrod 3 smakow wybieramy dla siebie ten, z ktorego bedziemy przyrzadzac swoje pisco sour. Ja wybieram macerat z michunki peruwianskiej (golden berry) a Tomek z maracuji.
Zeby przygotowac drink pisco sour oprocz oczywiscie pisco potrzebujemy limonek oraz bialka z jajek. To wszystko miesza sie razem na kostkach lodu.,Potem przelewa przez sitko i na koniec dodaje 3 krople ziolowej gorzkiej nalewki (cos ala angostura). I o to mamy najpopularniejsz drink w Peru. Zreszta nie ma sie co dziwic ze jest taki popularny – jest lekko kwaskowy, nie za slodki z lekko wyczuwalnym alkoholem. A gdy uzywamy mecarat zamiast czystego pisco nie trzeba go nawet slodzic bo cukier jest skumulowany w owocach, z ktorych dany macerat pochodzi.

Potem przyszedl czas na danie glowne czyli ceviche. Bedziemy je wykonywac z languado czyli z soli. Jest to jedna z drozszych ryb tutaj i ze wzgledu na delikatne mieso wykorzystana czesto do ceviche. Zasada generalnie jest taka, ze musi to byc biala ryba i oczywiscie swieza.


Do pokrojonej soli najpierw dodajemy dwa kawalki papryczki chili (ahi) i mieszamy. Potem pol lyzeczki soli i mieszamy. Nastepnie dodajemy pokrojona czerwona cebule, ktora wczesniej pognietlimy troche z sola zeby puscila sok. Nastepnie sok z dwoch limonek. I na koncu pokrojona kolendre. I ten zestaw przetrawia sie ze soba jakies 5 minut i danie gotowe!



Do ceviche zawsze dodaja w restauracji smazone ziarna kukurydzy i batata. Tutaj zamiast batata dodajemy chipsy z banana. Te dodatki maja zbalansowac ostrosc i kwaskowosc potrawy. Bardzo nam smakuje to danie, nawet Tomkowi ktory za surowa ryba nie przepada😀


Na odchodne zakupujemy jeszcze maceratowe pisco z michunki peruwianskiej i wracamy do naszego hotelu w Miraflores. I to juz jest naprawde koniec naszych wakacji i ostatni wpis na blogu 😢 No moze jeszcze jezeli czas na lotnisku pozwoli skrobne jakis post z podsumowaniem calego tripu po Peru.