Huacachina – buggy po pustyni i zjezdzanie z wydm na desce

Huacachina to oaza na pustyni, polozona wsrod wysokich wydm ktore maja do 100m wysokosci. W centrum oazy jest naturalne jezioro powstale z przemakajacych wod gruntowych. Co ciekawe ta oaza nie lezy na srodku pustyni ale na jej skraju, obok duzego miasta Ica.

Najwiekszą atrakcją w Huacachina jest jezdzenie po pustyni pojazdami buggy i zjezdzanie z  wydm na deskach. Mozna zjezdzac na snowboardzie (co nie jest prostą rzeczą nawet dla dobrych snowbordzistow, bylismy swiadkiem takiej próby- snowbordzistka na pewno nie zaliczy jej do udanych, do dzisiaj pewnie pluje piaskiem 😁). Mozna tez wybrac deske do zjezdzania na brzuchu i takową własnie wybralismy dla siebie.

Na pierwsza wydme trzeba samemu wejsc. Dopiero tam stoja buggy

Sam przejazd buggy nie zaczal sie dla nas szczesliwie. Wraz z 8 innymi turystami zapakowali nas do buggy, ktory jak sie okazalo byl malo sprawny. Przy wjezdzaniu na wydme ledwie rzęzil i zaraz kierowca robil postój zeby ochłodzic silnik i wlewal wode do uszkodzonej chlodnicy (chyba uszkodzonej bo od razu wyciekala woda na koło). Zresztą było widać ze sam kierowca jest zestresowany bo non stop sie zatrzymywał i grzebał pod maska. Jak inne buggy zjezdzaly z wydm i wszyscy krzyczeli bo to uczucie troche takie jak przy zjedzcie na rollercosterze to ja w naszym buggy odsapywalam z ulga, ze udalo mu sie tam wtarabanic to teraz prostsza rzecz nas czeka bo tylko zjechac z tej wydmy😁 No i w tym calym nieszczesciu mielismy szczescie bo z jednego koła zeszlo powietrze 😏. Az detka zeszla z felgi i nawet zapalenie na detce ognia tego nie naprawiło. A poniewaz nie byli w stanie tego naprawic to najpierw nas podwiozl drugi buggy na wydme, z ktorej zjezdzalismy na deskach a na koncu przyjechalo i zabralo nas zupelnie nowe buggy i zupelnie nowy kierowca i wtedy dopiero zaczela sie prawdziwa jazda. Ale o tym za chwile 😀

Popatrzcie na drugi plan – kierowca pod maską i tak przez najblizsze kilometry 😀
Tu ekipa w kaskach czyli beda zjezdzac na snowboardzie

Przejdzmy do drugiej atrakcji ktorą jest zjezdzanie z wydm na desce. Spora ta wydma byla jak na nasz pierwszy zjazd. Tomek sie stawil na skraju wydmy jako pierwszy zjezdzajacy czym uzyskal uznanie i aplauz naszej grupy. Zreszta nawet przewodnik go pochwalil ze zjechal jak zawodowiec. Ta wydma z dołu nie wygladała imponujaco ale jak sie na niej stalo to nikt sie nie wyrywal do zjazdu. No moze oprocz Tomka 😁. Z kolei ja swoj pierwszy zjazd nie zalicze do najbardziej udanych bo mialam wrazenie ze ciezar ciala mam za bardzo z przodu deski i zaraz moja deska sie wbije w wydme a ja przekoziolkuje. Bezdwiednie przy starcie zahamowalam nogami i ledwo co dojechalam z mala predkoscia do konca wydmy ☺️. Drugi zjazd byl juz duzo lepszy. Poszukalam sobie lepszej, szybszej deski, polozylam sie bardziej z tylu deski  i dojechalam tak daleko jak ci najlepsi (tego zjazdu akurat nie mam nagranego 😤)

Zjechalismy jeszcze z malej wydmy i o ile dobrze pamietam mielismy miec 5 zjazdow ale przez klopoty z naszym pojazdem skonczylo sie na dwoch☹️ (tej malej wydmy nie zaliczam). Bo zblizal sie już zachod slonca, ktory mielismy w planie ogladac z jakies odpowiedniej wydmy wiec zawiezli nas na jedną z zachodnich wydm. A tam hustawki i ognisko. Dostalismy rowniez po piwie gratis (wiedzą jak wplywac na ocene wycieczki w tej młodej klasie wiekowej bo w naszym buggy zdecydowanie zawyżalismy srednią wieku 😀).

Po zachodzie slonca zrobilo sie momentalnie duzo chlodniej. W koncu to pustynia 🙂 Zaczelo sie rowniez zmierzchac wiec zastanawialismy sie jak buggy beda sobie radzic po zmroku. I okazalo sie ze radza sobie fenomenalnie. Lepszy samochod i kierowce odczulismy od razu. Nie dosc ze sie wspinal na wydmy bez problemu to jeszcze zjezdzal z nich bardzo finezyjnie. Jechalismy tez z duzo wieksza predkoscia co bylo odczuwalne po duzym wietrze na twarzy. W pewnym momencie nawet zaczelismy sie scigac z innym buggy po wydmach ale czulismy sie bardzo bezpiecznie w tym ostatnim pojezdzie i okrzyki ktore wydawalismy to byly okrzyki frajdy a nie przerazenia. Ostani odcinek wynagrodzil nam poprzednia jazde wiec z usmiechem, zadowoleni wysiadalismy po skonczonej jezdzie i zmierzalismy juz na nogach do naszej oazy.

Nasz hotel- w duzej mierze zrobiony z bambusa stad pewnie jego nazwa 😀

ps. Dodamy pozniej jeszcze film z goPro jak wygladal nocny powrot buggy do oazy 😀