Arequipa lezy u zboczy trzech wulkanów: El Misti, Chachani i Pichu Pichu. Najbardziej okazaly ksztalt ma wulkan El Mistu lezacy na wysokosci 5822m. Z tego tez wzgledu wspinaczka na niego jest najtrudniejsza i zajmuje 2 dni ale nie planujemy tam wchodzic 😀 Najwyzszy wulkan to z kolei Chachani, ktory ma powyzej 6tys. m i mozna na niego wejsc nawet w ciagu 1 dnia. Ale mysle ze to malo przyjemny trekking, raczej zeby zdobyc 6 tysiecznik niz zaznac jakiejs przyjemnosci w trakcie wchodzenia na niego.
Na pierwszym planie (po nas 🙂 El Misti, a w oddali po lewej Chanichani
Jezioro Salinas – do grudnia wyschniete, mozna chodzic po wyschnietym brzegu i zbierac sól, a od stycznia do marca zamieni sie w prawdziwe jezioro. Wowczas przyleca do niego flamingi. Znajdujemy sie na wysokosci 4350m wiec oprocz kepek traw nic tutaj nie rosnie. Pasą sie jedynie dzikie alpaki i lamy. A dla nas to w sumie duza atrakcja. Tomkowi udalo sie nawet poglaskac dwie lamy 😀 Te rude byly najbardziej podatne 😀
Po dnie jeziora mozna sie przejechac quadami. Czytamy ze przez te 7 min jazdy duzo sie wiecej nie zobaczy wiec postanawiamy sie przejsc na nogach. Po krotkiej przechadzce mam sandaly pelne soli ale podobna sól jest zdrowa na nogi.
A to wulkan Pichupichu .. tak wyglada z nad jeziora Salinas
Jedziemy jeszcze dzisiaj zobaczyc minivulcan. Faktycznie mini. Wlasciwie to wyglada jak gejzer bo na jego szczycie jest woda, ktora splywa po jego zboczach. Dodatkowo sa dwie male sadzawki z termalna woda. Do tej blizszej zapakowala sie wiekszosc turystow. Tam wyzej jest jeszcze druga. Wydaje sie ze ma bardziej przejrzysta wodę ale moze to dlatego ze jest duzo glebsza do 3m.
Mini wulcan … choc przyznajcie ze wyglada raczej jak gejzer 😀Pierwsza sadzawka – ma nawet przebieralnieDruga sadzawka – ta ma do 3 m i woda jakas bardziej niebieska 😀
ps. Kazdy przewodnik wycieczki jako najwazniejsze swoje zadanie traktuje wykonywanie zdjec swojej grupie. W zyciu na zadnym wyjezdzie nie mielismy tylu wspolnych zdjec z Tomkiem. Tym razem przewodnik byl bardziej pomyslowy. Przywiozl ze soba piec zabawek a co wyszlo z takiej sesji zobaczcie sami 😂
Tak powstawala sesja … mala zabawka bardzo blisko obiektywu
Postanowilismy wypoczac chwile w Arequipie. Zrezygnowalismy z wejscia do kanionu Colca bo Tomek rehabilituje kolano a ja sie przeziebilam. Na tyle mocno ze musialam siegnac po wsparcie antybiotykow. Nie wiem jak to sie dzieje ale od pewnego czasu na kazdych wakacjach choruje. Przez caly rok potrafie byc zdrowa a na wyjezdzie zawsze mnie cos dopadnie. Na szczescie antybiotyki juz po dwoch dniach stawiaja mnie na nogi i mozemy dalej planowac podroz.
Zmieniamy tylko hotel bo zakladalismy ze 2 dni nas tu nie bedzie i po powrocie mielismy juz miec inny. Teraz mieszkamy w centrum historycznej dzielnicy, niedaleko plaza de Armas. To sie nawet przydaje bo zaliczamy drugie nieudane podejscie do katedry. Tym razem sie dowiadujemy ze wstep jest tylko po godz.17. Nic to, mieszkamy niedaleko wiec zrobimy trzeci podejscie.
Katedra zamknięta wiec spowiednicy spowiadają na zewnątz 😮Nasz obecny hotel- Le Foyer – calkiem przyjemny 😀
Idziemy zatem poszwendac sie na miejscowy targ. Zakladamy ze bedziemy mogli sie tam napic slynnych sokow i faktycznie sa. Kupujemy troche owocow m.in malutkie banany, ktore sa prawie pomaranczowe w srodku i zamawiamy soki z mango – Tomek tradycyjnie z mlekiem a ja z pomarancza. Na poczatku sie zmartwilismy ze szklanki sa troche mniejsze niz w Cusco, ale jak wypilismy to pani nam zrobila dolewke z tego co jej zostalo w shakerze po naszych sokach 😀
Z tej czarnej kukurydzy wykonuje sie chiche de moradoTa biala kukurydze o duzych ziarnach dodaje sie ugotowana m.in do ceviche
Mijamy po drodze kosciol San Domingo. Jak wszystkie tutaj zabytki jest zrobiony z kamienia wulkanicznego sillar i ma pieknie zdobiona brame. Wlasciwie dwie bramy. Za to pozostala czesc bryly kosciola wrecz ascetyczna bez jakichkolwiek ozdob. W srodku wnetrze kamienne wiec rzucaj sie w oczy dwa, wielkie oltarze boczne wykonane z drewna. Przy bocznym malym wejsciu wisi portret Jana Pawla II. Ale najwiecej ludzi stoi i sie modli przy rzezbie Sw. Judy Tadeusza, ktory jest patronem pracujacych oraz do spraw niemozliwych. W modlitwie ktora wisi obok jest wspomniane że ze wzgledu na podobienstwo jego imienia do imienia zdrajcy jest on zapomniany w kosciele a tutaj go czcza i proszą o jego wstawiennictwo.
Sw. Juda Tadeusz
No i pod koniec dnia wykonujemy trzecie podejscie do katedry. Ma byc otwarta dla turystow pomiedzy godzina 17 i 18. Przed katedra sporo ludzi juz przydreptuje z nogi na nogi. Finalnie straznik wpuszcza turystow miedzy godz.17.15 do 17.45 i w dodatku przednia czesc kosciola z oltarzem jest zablokowana. Trwa tam jakies spotkanie dla mlodziezy, chyba przed bierzmowaniem. Co zatem udalo nam sie w tych warunkach zobaczyc ? Na pewno dziwi uklad kosciola, ktory majac tak szeroka nawe frontowa jest malo gleboki w srodku . Podobno wszystkie pieniadze poszly wlasnie na ta elewacje frontowa i nie starczylo srodkow na wieksze wnetrze😏 Mnie najbardziej interesowala ambona ktora jest podtrzymywana przez szatana … ale niestety nie mozna bylo tam podejsc 😕
Czekajac na wpuszczenie do katedry…trzecie podejscie 😀 dzielnica San Lazaro – klimat jak w Nowym Orleanie 🙂
Dzisiaj juz opuszczamy Arequipe. Faktycznie jest to miasto, w ktorym turysci chetnie przedluzaja swoj pobyt bo to bardzo klimatyczne miejsce. Tak tez i u nas wyszlo ze spedzilismy tu troche wiecej czasu niz planowalismy. I naprawde zal jest wyjezdzac.
Ale zanim opuscimy Arequipe jedziemy jeszcze na rafting na rzece Chili. To nasz pierwszy prawdziwy rafting. Jestesmy na pontonie z dwojką peruwianczykow i sternikiem a w calej ekipie plyna z nami jeszcze dwa pontony z grupa mlodych Dunczykow czy tez Holendrow. Trudno nam rozpoznac ich jezyk.
Bedziemy splywac rzeką Chili ktorej bystrza obecnie są na poziomie 3,5. Gdy jest pora monsunowa to na tej rzece bystrza moga miec kategorie 5. Jak dla nas ten obecny poziom byl naprawde super. Duzo smiechu, oblewania woda przy stromszych spadkach. Na szczescie wyposazyli nas w profesjonalne pianki wodne, buty,kamizelki i kaski. Splyw zaczyna sie w Grute de la Virgen de Chapi de Charcani i konczy sie niedaleko pensjonatu Valle de Chilina.
Najbardziej sie przydalo cale to osprzetowanie gdy pozwolono nam wskoczyc do rzeki ze skalki. Nawet spora ta skalka byla, tak gdzies z 5m. Wiekszosc uczestnikow skoczyla, wycofywaly sie glownie kobiety juz stojac na skalce ale to akurat takie z innych ekspedycji. Nasza cała grupa karnie wskoczyla do rzeki bez wiekszego ociagania sie. I byl to najbardziej ekstremalny moment calego raftingu 😁
Ten drugi skoczek to ja 😀 Tak szybko wskoczylam ze nie zdazyli mnie nagrac na skałce 😂 Generalnie 7km raftingu uplynelo jak w oka mgnieniu na wykonywaniu polecen sternika. Najczesniej bylo wiosluj, przestan, schowaj sie do srodka pontonu i wiosluj ze srodka pontonu. Oraz wracaj na pozycje czyli na bok pontonu 😀 I tak przez okolo godzine wykonywalismy gimnastyke wchodzac do srodka pontonu i wychodzac na jego boki. Czulismy sie bardzo bezpiecznie z naszym sternikiem. Dodatkowo wokol nas plywal kajak, ktory w przypadku gdyby ktos wypadl z pontonu mogl go od razu wylowic.
Do miejscowosci Nazca turysci przyjezdzaja tylko w jednym celu. Zobaczyc slynne geoklfify czyli wyryte na pustyni linie przedstawiajace zwierzeta, rosliny lub figury geometryczne stworzone przez kulture Nazca ok.500 p.n.e – 500 n.e. Te obrazki sa na tyle duze, ze aby je zobaczyc trzeba je ogladac z samolotu. I z tego tez powodu istnieje wiele teorii ich powstania. Ta najbardziej popularna byla promowana przez Danikena ktory uwazal ze stworzyli je kosmici.
Ale wracajac do samej miejscowosci Nazca. Po raz pierwszy mieszkamy w centrum normalnie zyjacego miasta. Turysci tutaj wpadają tylko po to by odbyc lot nad geoklifami i wracaja zaraz do innych turystycznych miejscowosci. Na rynku zwanym…. Plaza de Armas 😀… siedza sami mieszkancy. W okolicznych uliczkach normalne sklepy agd, obuwnicze, fryzjerzy i gastronomia street food. Lody krecone za 2 zł. Bardzo nam sie podobalo ze mozemy z bliska obserwowac lokalne zycie Peruwianczykow. Jednej rzeczy tylko nie przewidzielismy. Wiekszosc lokalnych restauracji z ceviche o godz.17.00 juz byla zamknieta. Ale nic to, jestemy juz blisko morza wiec pojawia sie nowe okazje.
W miescie wiele elementow nawiazuje do geoklifow
Gdybym miala podac jedna charakterystyczna ceche miasta Nazca to bym nazwa je miastem samochodow Tico Daewoo. Jest ich tutaj mnostow, stare, jeszcze starsze i te wygladajace na calkiem nowe. Duza czesc z nich ma spojler z tylu. Najwiecej jest zoltych. I to jest dla nas wieksza zagadka niz geoklify skad tu taka popularnosc Ticusiow 😀
Przyjezdzajac tutaj nie bylismy pewni czy polecimy samolotem zobaczyc geoklify czy pojedziemy jedynie na platformy widokowe. Z nich co prawda widac jest tylko 3 figury ale nie podobala nam sie opcja kupowania dodatkowego biletu, gdy waga pasazera przekracza 95kg. I tutaj dwie niespodzianki. Tomek na tym wyjezdzie stracil juz 7,5kg zywej wagi (ja tylko 1,5kg 🤷♀️) i juz nie przekracza tak znaczaco tego limitu. A druga to nasza gospodyni zadzwonila do swoich lini i potwierdzila ze jak nasza sumaryczna waga nie przekracza tego limitu to nie musimy wykupywac dodatkowego biletu. Tym sposobem znalezlismy sie na lotnisku przy bordingu do linii Aero Fenix. A finalnie wsadzili nas do samolotu jeszcze innej lini – Air brag.
I jak wam sie podoba nasz samolocik ? Na ogonie malunek Startroopera z Gwiezdnych Wojen. Od razu nam sie spodobal 😁
I co tu duzo ukrywac sam lot byl chyba wiekszą atrakcje niz te geoklify na dole. Po obszarze nie wiekszym 50m2 lata kilka malych samolocikow na roznych wysokosciach. Maja ustalona kolejnosc nadlatywania nad poszczegolne figury i wysokosc na ktorej leca. Poniewaz w samolocie siedzimy po 2 osoby w rzedzie to samolot bedzie je oblatywal zarowno z prawej, jak i lewej strony. I to wymuszalo energiczne skrety i nachylenie samolotu ktory raz z prawej i raz z lewej podlatywal do tych najbardziej znanych 11 figur. My na zdjeciach mamy ich wiecej niz 11. A podobno sa setki takich mniejszych, ktore dzieki uzyciu dronow udalo sie zidentyfikowac w XXIw. A jak wygladaja te najbardziej znane geoklify z samolotu sami zobaczcie.
AstronautaMałpaKoliberPająkPapugaAlcatrazPelikan
Ps. Po raz pierwszy przemieszczalismy sie autobusem nocnym z Arequipa do Nazca wykupujac lepsze siedzenia na dolnym pokladzie, ktore praktycznie sie cale rozkladaja. I naprawde bylo komfortowo. Przespalismy wiekszosc trasy.
ps2. Dostalismy tez certyfikaty odbytego lotu 😀
ps3. Tutaj w kampaniach wyborczych nie uzywa sie plakatow ale maluje sie hasla na murach
ps4. Pojawily sie na ulicach kosze na jednej nodze. To samo rozwiazanie widzielismy w Argentynie, ktore ma zabezpieczac smieci przed bezdomnymi psami. Podobnie tez wygladaja krawezniki – wysokie, z zoltym pasem i mocno widzocznym ale waskim znizeniem dedykowanym na przejscie dla pieszych
Huacachina to oaza na pustyni, polozona wsrod wysokich wydm ktore maja do 100m wysokosci. W centrum oazy jest naturalne jezioro powstale z przemakajacych wod gruntowych. Co ciekawe ta oaza nie lezy na srodku pustyni ale na jej skraju, obok duzego miasta Ica.
Najwiekszą atrakcją w Huacachina jest jezdzenie po pustyni pojazdami buggy i zjezdzanie z wydm na deskach. Mozna zjezdzac na snowboardzie (co nie jest prostą rzeczą nawet dla dobrych snowbordzistow, bylismy swiadkiem takiej próby- snowbordzistka na pewno nie zaliczy jej do udanych, do dzisiaj pewnie pluje piaskiem 😁). Mozna tez wybrac deske do zjezdzania na brzuchu i takową własnie wybralismy dla siebie.
Na pierwsza wydme trzeba samemu wejsc. Dopiero tam stoja buggy
Sam przejazd buggy nie zaczal sie dla nas szczesliwie. Wraz z 8 innymi turystami zapakowali nas do buggy, ktory jak sie okazalo byl malo sprawny. Przy wjezdzaniu na wydme ledwie rzęzil i zaraz kierowca robil postój zeby ochłodzic silnik i wlewal wode do uszkodzonej chlodnicy (chyba uszkodzonej bo od razu wyciekala woda na koło). Zresztą było widać ze sam kierowca jest zestresowany bo non stop sie zatrzymywał i grzebał pod maska. Jak inne buggy zjezdzaly z wydm i wszyscy krzyczeli bo to uczucie troche takie jak przy zjedzcie na rollercosterze to ja w naszym buggy odsapywalam z ulga, ze udalo mu sie tam wtarabanic to teraz prostsza rzecz nas czeka bo tylko zjechac z tej wydmy😁 No i w tym calym nieszczesciu mielismy szczescie bo z jednego koła zeszlo powietrze 😏. Az detka zeszla z felgi i nawet zapalenie na detce ognia tego nie naprawiło. A poniewaz nie byli w stanie tego naprawic to najpierw nas podwiozl drugi buggy na wydme, z ktorej zjezdzalismy na deskach a na koncu przyjechalo i zabralo nas zupelnie nowe buggy i zupelnie nowy kierowca i wtedy dopiero zaczela sie prawdziwa jazda. Ale o tym za chwile 😀
Popatrzcie na drugi plan – kierowca pod maską i tak przez najblizsze kilometry 😀Tu ekipa w kaskach czyli beda zjezdzac na snowboardzie
Przejdzmy do drugiej atrakcji ktorą jest zjezdzanie z wydm na desce. Spora ta wydma byla jak na nasz pierwszy zjazd. Tomek sie stawil na skraju wydmy jako pierwszy zjezdzajacy czym uzyskal uznanie i aplauz naszej grupy. Zreszta nawet przewodnik go pochwalil ze zjechal jak zawodowiec. Ta wydma z dołu nie wygladała imponujaco ale jak sie na niej stalo to nikt sie nie wyrywal do zjazdu. No moze oprocz Tomka 😁. Z kolei ja swoj pierwszy zjazd nie zalicze do najbardziej udanych bo mialam wrazenie ze ciezar ciala mam za bardzo z przodu deski i zaraz moja deska sie wbije w wydme a ja przekoziolkuje. Bezdwiednie przy starcie zahamowalam nogami i ledwo co dojechalam z mala predkoscia do konca wydmy ☺️. Drugi zjazd byl juz duzo lepszy. Poszukalam sobie lepszej, szybszej deski, polozylam sie bardziej z tylu deski i dojechalam tak daleko jak ci najlepsi (tego zjazdu akurat nie mam nagranego 😤)
Zjechalismy jeszcze z malej wydmy i o ile dobrze pamietam mielismy miec 5 zjazdow ale przez klopoty z naszym pojazdem skonczylo sie na dwoch☹️ (tej malej wydmy nie zaliczam). Bo zblizal sie już zachod slonca, ktory mielismy w planie ogladac z jakies odpowiedniej wydmy wiec zawiezli nas na jedną z zachodnich wydm. A tam hustawki i ognisko. Dostalismy rowniez po piwie gratis (wiedzą jak wplywac na ocene wycieczki w tej młodej klasie wiekowej bo w naszym buggy zdecydowanie zawyżalismy srednią wieku 😀).
Po zachodzie slonca zrobilo sie momentalnie duzo chlodniej. W koncu to pustynia 🙂 Zaczelo sie rowniez zmierzchac wiec zastanawialismy sie jak buggy beda sobie radzic po zmroku. I okazalo sie ze radza sobie fenomenalnie. Lepszy samochod i kierowce odczulismy od razu. Nie dosc ze sie wspinal na wydmy bez problemu to jeszcze zjezdzal z nich bardzo finezyjnie. Jechalismy tez z duzo wieksza predkoscia co bylo odczuwalne po duzym wietrze na twarzy. W pewnym momencie nawet zaczelismy sie scigac z innym buggy po wydmach ale czulismy sie bardzo bezpiecznie w tym ostatnim pojezdzie i okrzyki ktore wydawalismy to byly okrzyki frajdy a nie przerazenia. Ostani odcinek wynagrodzil nam poprzednia jazde wiec z usmiechem, zadowoleni wysiadalismy po skonczonej jezdzie i zmierzalismy juz na nogach do naszej oazy.
Nasz hotel- w duzej mierze zrobiony z bambusa stad pewnie jego nazwa 😀
ps. Dodamy pozniej jeszcze film z goPro jak wygladal nocny powrot buggy do oazy 😀