Archiwum miesiąca: listopad 2025

Jezioro Tikicaca – plywajace wyspy Uros i wyspa Amantani

Na obejrzenie plywajacych wysp Uros wykupujumy wycieczke w jakiejs agencji. O 7.50 mamy sie zjawic w umowionym miejscu i tam tez czekamy na busa. Podchodzi do mnie kierowca z busa ktory podjechal tam kilka minut wczesniej i pyta czy jestem Katia. Mowie ze tak i zabieramy sie z Tomkiem tym busem. Po kilku minutach dzwoni do mnie telefon z informacja ze czekaja na nas z busem a ja w lekkiej konsternacji mowie im ze ja juz jade w jakims busie 😀 W tym naszym busie siedziala wowczas tylko 1 osoba wiec sprawdzamy gdzie jedzie. Mowi ze na jezioro Ticicaca wiec domyslamy sie z ten bus musi jechac rowniez do portu. Ustalam z wlasciwym organizatorem ze spotkamy sie juz na przystani w porcie. Szkoda tylko ze ten nasz bus zaczal dopiero zbierac ludzi i utknal w korkach. Po jakiejs chwili nasz bus zabiera wieksza grupe turystow oraz przewodnika ktory odkrywa ze w busie ma nadmiarowych dwoch pasazerow. W dodatku na uzgodnionym miejscu spotkania nadal czeka na odbior wlasciwa Katia wiec bus z powrotem jedzie w to samo miejsce zeby ja zabrac 😀 Ale ani kierowca ani przewodnik nic do nas nie mowia a wiec i my udajemy ze wszystko jest ok. Nasz wlasciwy przewodnik wysyla mi wiadomosc ze juz sa zaokretowani i czekaja na nas na lodzi. Wiec biegniemy z przystani i w koncu udaje nam sie odnalesc wlasciwa wycieczke z ktora wyplywamy w kierunku wysp Uros. 

Wyspy Uros to plywajace wyspy zbudowane z porastajacej jezioro Ticicaca trzciny totora. W dawnych czasach plemie Uros uciekajac przed innymi plemionami osiedlili sie na jeziorze. Dzisiaj na okolo 50 takich sztucznych wyspach zyje ok.2000 potomkow tego ludu, ktorzy utrzymuja sie z rybołowstwa i sprzedazy swoich wyrobow odwiedzajacym turystom. 

I to jest wlasnie powód, ktory powoduje ze wizyta na tych wyspach jest bardzo komercyjnym wydarzeniem. Nie wiem ile dostaja od organizatora wycieczki za to ze dobijamy do jednej z takich wysepek zamieszkalych zazwyczaj przez 5 spokrewnionych ze soba rodzin ale obowiazkiem turysty jest cos kupic. Ale najpierw pokaz jak sie buduje taka wyspe . Potrzebujemy duze kawalki korzeni trzciny totora, ktore sa glebokie na 1m i ktore  naturalnie unosza sie na wodzie. Wiazemy je ze soba otrzymujac wymagana powierzchnie wyspy  i finalnie zakotwiczamy taką wyspe z kilku stron na dnie jeziora. Potem dorzucamy 1 metr scietej trzciny zeby mozna bylo chodzic po wyspie  i co miesiac trzeba dorzucic nowa sciolke trzciny, bo ta co lezy na dole gnije i trzeba ta warstwe na biezaco uzupelniac. Z trzciny zbudowane sa tez wszystkie budynki, meble i łodzie ktorymi plywaja. Taka lodz przetrwa 2 lata zanim sie rozpadnie albo do 3,5 roku jezeli pomaluja ta lodz jakas farba.

1m2 korzeni trzciny totora
Lodzie zbudowane z trzciny totora
Tą trzcine mozna tez jesc (jej srodkowa czesc) ale nie za duzocbo sie ciezko trawi
Kot skorzystal na pokazie bo zaopiekowal sie rybka, ktora przedstawiala podstawowe wyzywienie mieszkancow

Po pokazie turysci sa doslownie rozdzielani i przydzielani do czekajacych tubylcow i po obejrzeniu ich domu kierowani na wlasciwe stoisko gdzie nalezy cos kupic 😀 Oprocz rekodziela jakim sa makatki i tkaniny mozna tutaj znalesc te same rzeczy co na wszystkich targach w Peru tylko ze kosztujace 3-4 razy wiecej. Jako ze nie mamy miejsca w plecakach by dorzucic rekodzielo kupujemy jakies drobiazgi byle pieniadze zostawione zadowolily gospodarzy. Kupuje m.in. bransolotke, ktora kupilam w Limie i zaraz zgubilam i tą druga identyczną bransoletke tez zaraz zgubie na wyspie Amantani. Chyba specjalnie robia takie wiazania, ze te bransoletki sie same rozwiazuja 😀

Wnetrze trzcinowego domu

Po zwiedzeniu wysp Uros plyniemy na kolejna wyspe na jeziorze Tikicaca – Amananti. Na tej wyspie znowu zostajemy ponownie przydzieleni do tubylcow, ktorzy juz na nas czekaja w porcie. My zostajemy przydzieli na samym koncu do gospodyni o imieniu Libia wraz z trojka innych turystow: mlodej pary z Izraela ktorzy sa w 3 miesiecznej podrozy poslubnej oraz … Katii 😁 Tak, tak… to ta sama Katia ktorej busa sprzatnelismy sprzed nosa jadac do portu 😂

Katia okazala sie byc Belgijką, w naszym wieku, ktora samotnie podrozuje po Peru. I jest szalenie sympatyczną i otwartą osobą. W domu zostawila dwoje juz praktycznie doroslych dzieci i meza, ktory byl kiedys przewodnikiem w szwajcarskich Alpach. A tym wyjazdem udowadnia sobie, ze po dwoch latach po operacji na kregoslup można wrócić do dawnej formy.

Katia to ta pierwsza od lewej 😀

Jako ze zakwaterowanie na wyspie jest u lokalnych mieszkancow przewodnik uprzedzil, ze warunki beda bardzo podstawowe. Spac mozemy w jednej izbie z gospodarzami, bez biezacej wody, toaleta kilka metrow od domu a w naglych przypadkach nocnik pod lozkiem. Jakiez bylo zatem nasze zdziwienie, gdy nasza gospodyni zaprowadzila nas do swiezo co wybudowanego domu, gdzie kazdy z nas mial osobny pokoj z wlasna lazienka i goraca woda. Pewnie nie wszyscy z naszej lodzi trafili podobnie ale nasz standard nie odbiegał od dobrego hotelu na lądzie. 

Ta czesc domu to byla tylko kuchnia i jadalnia

Cała wyspa podzielona jest na 10 spolecznosci (Pueblo, Santa Rosa, Lampayuni, Villa Orinojon, Sancayuni, Occosuyo, Colquecachi, Incatiana. Alto, Sancayuni i Ocopampa) i rotacyjnie dany obszar przyjmuje turystow w danym miesiacu. Jako ze w naszym obszarze znajduje sie glowny plac na wyspie byc moze mieszkaja tu lepiej sytuaowani mieszkancy.

My mieszkalismy w Pueblo

Po lunchu z rodzinami kolejna niespodzianka. Jest zaplanowana wspinaczka na pobliska gore Pachayata (4085m.) z ktorej bedziemy podziwiac zachód słońca. Tomek zaczyna przeklinac pod nosem bo nadwyrezyl kolano na Inka Trail i przy kazdym kroku wydaje dziwne dzwieki. A ja powiem szczerze nie widzialam w opisie tej wycieczki zadnych trekkingow 🤷‍♀️

Na szczycie Pachataty

Po zachodzie slonca schodzmy z gory i spotykamy sie na jednego drinka w lokalnym barze z cala grupa. Zamawiamy pisco sour – to najbardziej tradycyjny drink w Peru na bazie lokalnego bimbru z winogron oraz ubitego bialka z jajek. Na ten wieczor jest jeszcze przygotowana potancowka z lokalnymi mieszkancami ale Tomek ledwo zgina napuchnieta noge a i ja z checia w koncu bym sie wyspala wiec odpuszczamy.

Kolejnego dnia pozegnalne sniadanie z gospodarzami (byly nalesniki 😀) i wracamy na statek by plynac na kolejna wyspe. Wreczamy gospodyni spory napiwek i robimy to z duza przyjemnoscia bo pokoje i posilki byly naprawde przednie. A w dodatku nikt go od nas nie wymuszal tak jak ma to miejsce od kilku dni na kazdym kroku 😐 Tu ktos zagral, tutaj ktos cos pokazal, tutaj ktos byl przewodnikiem albo kierowca i jak jestes turystą to powinienes za to zaplacic. Smiejemy sie ze jedna trzecia kosztow ktore poniesiemy w Peru to beda koszty napiwków.

To jeszcze ostatnie spojrzenie na piekny zachod słońca na wyspie Amantani.

Jezioro Tikicaca- wyspa Taquile

My nadal na jeziorze Tikikaka. To najwieksze wysokogorskie jezioro na ziemi. Lezy na wysokosci 3812m npm i przez nie przebiega granica Peru z Boliwią. Poniewaz jego wody sa dosyc zimne oprocz ryb nie ma tutaj zbyt duzo innych zwierzat. Ale mieszka tutaj unikatowy i gigantyczny gatunek zaby(rana gigante) ktory mozna zobaczyc rowniez we wroclawskim zoo. Niestety nie dane bylo go nam zobaczyc w naturze wiec zalaczam pogladowe zdjecie z netu.

Źródło: www.peru.info

 Doplywamy do wyspy Taquile. Podobno bylo to jedno z ostatnich miejsc, ktore zostalo podbite przez Hiszpanow. Jako ze hiszpani zakazali ludnosci chodzic w swoich tradycyjnych strojach przyjeli oni stroj chlopow hiszpanskich, w ktorych do dzisiaj chadzaja. Tak jak na innych wyspach uprawiaja tkactwo ale tutaj to mezczyzni a nie kobiety wykonuja je na drutach i krosnach ( tak mi się wlasnie wydawalo ze wyroby tutaj maja troche mnie atrakcyjne wzory niz na poprzedniej wyspie 😁).

No wiec doplywamy do wyspy i jak myslicie co dalej ? No oczywiscie ze kolejne podchodzenie pod górę bo glowny rynek miesci sie na wysokosci 3950m 😀 No ale mamy w grupie 3 starsze panie. Jak one daja rade to my tez powinnismy (wczoraj chodzily w podobnych welnianych kapeluszach, dzisiaj juz tylko jedna go nosi 🙂).

Charakterystyczne łuki na Taquile

Ryneczek bardzo pozytywnie nas zaskoczyl. Wygladal jak stare miasteczko meksykanskie. I tutaj kolejna zaplanowana atrakcja dla turystow. Lokalny zespol zatanczyl dla nas taniec Sicura a potem przewodnik zaprosil do wspolnego tanca wszystkie kobiety. Poszlam dobrowolnie 😁

Pozostal nam juz tylko ostatni punkt wycieczki na wyspie czyli lunch na ktory mozna bylo wybrac grilowanego pstraga (ktory pochodzil z jez. Titicaca) lub omlet.

Przy okazji mozna zobaczyc najpopularniejszy wzor tutaj obecny na obrusie

Czekajac na obiad przewodnik opowiadal ze spolecznosc tutaj jest bardzo konserwatywna. Niedopuszczalne sa rozwody wiec warto dobrze przemyslec zamazpojscie. Ich codzienne ubranie od razu sygnalizuje ze czy ktos jest stanu wolnego czy zajetego. Jak widzimy mlodzienca w bialej czapce to znaczy ze jest wolny (chyba ze nosi torebke z pomponami co znaczy ze jeszcze sie nie ozenil ale zyje juz z jakąs kobieta). Zonaci mezczyzni chodza z kolei w czerwonych czapkach oraz moga nosic pas,w ktory wplecione sa wlosy zony. I tym sposobem mozemy powiedziec ze zone mają zawsze przy sobie 😀 Kapelusz moze swiadczyc rowniez o statusie –  tylko szef wioski moze nosic czarny kapelusz. Z kolei jak odroznic wolna kobiete od zameznej ? Po pomponach. Panny nosza duze pompony a mezatki takie duzo mniejsze.

Ps. Te piora w kapeluszach podobno pochodza od prawdziwego ptaka.

Ps2. Sam krajobraz wyspy przypominal nam bardzo grecką wyspę. No moze na greckiej wyspie kamienie sa duzo bielsze ale poza tym klimat baaaardzo podobny.

ps3. Na wyspie rosnie rowniez roslina, ktora po odpowiednim potarciu wydziela saponiny i jest naturalnym mydlem i szamponem do wlosow. Podobno mycie tym srodkiem zapobiega wypadaniu wlosow 😀

Tutaj prezentacja ze to mydlo rowniez wybiela z szarej welny do bialej

ps4. Na Amantani spolecznosc mowi jezykiem Aymara a na Taquile jezykiem quechua. Nie udalo nam sie opanowac podstawowych zwrotow ale wszyscy turysci mieli z tym problem 😀

Puno

Nadszedl czas skorzystac po raz pierwszy z autobusu w Peru. Wybralismy znana marke dlugodystansowa Cuz del Sur bo miala opinie bardzo bezpiecznej. Jako ze kupujemy bilety ze znacznym wyprzedzeniem mozemy sobie wybrac miejsca. Wybieramy zatem gorny poklad i miejsca w pierwszym rzedzie, ktore beda nam pozwalaly obserwowac krajobraz jak z fotela kierowcy.

Stacja autobusow Cruz de la Sur – naprzeciwko zdaje sie bagaz aa po prawej stanowisko do bordowania. Normalnie jak na lotnikski jeszcze sprawdzaja bagaz podreczny czy nie ma metalic i nagrywaja na kamerze moment bordowania plus gdzie sie siedzi w autobusoe
a to fajny pomysl – mozna sie zaslonic zaslonka od sasiada 😀
Te tuktuki to taksowki w Puno

I tak po 7 godzinach pojawiamy sie w Puno. A tam swieto, parada i glosna muzyka grana przez kilka orkiestr na raz. To z okazji lokalnego swieta czczcego zalozycieli Inkow, ktorzy podobno wyszli z jeziora Titicaca. Nie wiem ile bylo zaspolow tanecznych w sumie, na pewno powyzej 20. Ale pewnie duzo wiecej bo tanczyli od poludnia do godziny 22. Dla mnie to byla okazja zeby zrobic zdjecia lokalnym kobietom bo tak na ulicy to jakos glupio a w trakcie parady wszyscy robili zdjecia 😀

Puno -> Arequipa

My juz ponownie w trasie. Tym razem przemieszczamy się do Arequipy. Jednego z ladniejszych miast Peru.

Ale zanim wyjedziemy z Puno slyszymy ze w miescie znowu glosno gra muzyka. Puno jest stolica tancow w Peru i maja ich tutaj ponad 60. Tak wiec co pare dni odbywa sie tutaj jakas parada i jest okazja do tanczenia. Wczoraj z kolei w procesji widzielismy male dzieci. Moze to ich komunia bo wszystkie w podobnym wieku i ida tanecznym krokiem mahajac chusteczkami do katedry ? 🤔 Wiekszosc dziewczynek jest umalowana wiec okazja musi byc zapewne bardzo wazna. 

Po raz pierwszy uczestniczymy w zyciu nocnym Peruwianczykow. Puno to podobno bezpieczne miasto i faktycznie takie jest. Mozna wracac samemu wieczorem do domu. W knajpach leci europejska i amerykanska muzyka. Nam spodobal sie rockowy bar Positive, ktory mial na suficie flagi roznych krajow. My zupelnie przypadkowo usiedlismy pod flaga polską 🙂

Dzisiaj wpis krotki bo to dzien transferowy i nic sie specjalnego nie dzialo po drodze. Obejrzalam sobie w autobusie dwa filmy z Harym Poterem i jakis dramat romantyczny „ktos jak Ty” Nie wiem czy polecam 🙂

No moze jedna rzecz nas zdziwiła tutaj. Zeby przejsc z dworca autobusowego na peron, z ktorego jest wykonywana odprawa, trzeba sobie kupic bilet na wejscie na peron 2zl od osoby 😂 . Mozna sie zdziwic ze majac wykupiony bilet na autobus nie wsiadziemy do niego bez dodatkowego biletu „dworcowego”.

Ps. Bardzo nam smakuja tutejsze napoje. Nie sa za slodkie, czesto z domieszka naturalnych sokow. A o to przedstawiam dwa popularne lokalne napoje.
– Inka cola – smakuje jak takie oranzadki, ktore kiedys sie kupowalo w woreczkach i piło przez rurkę. To podobno najpopularniejszy napoj w Peru – tak popularny ze wykupila go Coca-Cola.
– A ten drugi napoj to lokalna coca-cola z Arequipy – Kola Escocesa. Smakuje jak Coca Cola o smaku wisniowym. Niestety mozna ja kupic tylko w Arequipie. Szkoda bo nam bardzo smakowala a nie zrobilismy zapasów.

ps.2 Zawsze jak nas restauracje zawioda (czesto te co sobie wczesniej wybralismy sa akurat zamnkiete) to w odwodzie zostaja empanadas. Takie pieczone pierogi z farszem. W kazdej restauracji smakuja zazwyczaj inaczej. Tutaj w naszej ulubionej restauracja Don Empanados.

Ten filletowy napoj to cicha de morado. Piwo z czarnej kukurydzy. To napoj bezalkoholowy dla turystow. Smaluje jak kompot. Lokalski pija natomiat chiche 1% ktora wyglada jak bury plyn, ma 1% alkoholi i podobno turysci nie zawsze ja dobrze trawią. Ale podobno jest bardzo zdrowa, pelna witamin o mineralow i nasi porterzy na Inca Trail taka dostawali na postojach.

Ten napoj w butelkach po napojach to wlasnie chica. Tej jeszcze nie probowalismy bo przemieszczamy sie autobusami w ktorych mozna robic tylko siku 😁

Arequipa – Klasztor sw. Katarzyny

Arequipa to drugie najwieksze miasto w Peru po stolicy Limie. Jego historyczna czesc jest zbudowana z bialego wulkanicznego kamienia nazywanego sillar, ktory byl pozyskiwany z pobliskich wulkanow. Stad czesto jest nazywane „Białym miastem”.

Zwiedzanie powinnismy zaczac od katedry na centralnym placu Plaza de Armas (jak dotad we wszystkich miejscowosciach w ktorych bylismy plac glowny nazywa sie Plaza de Armas – czyli tam gdzie kiedys gromadzili sie zolnierze hiszpanscy). Niestety katedra jest zamknieta. Bedziemy probowac w innych dnia. Za to sam plac naprawde jest piekny z bialymi arkadami wokol i palmami na środku.

Katedra

Kolejny obowiazkowy punkt do zabaczenia to Monastery sw. Kataliny. Ten klasztor to wlasciwie male miasteczko. Zalozyla go bogata wdowa i mieszkaly w nim tylko dziewczyny z bogatych domow hiszpanskich, ktore mialy tutaj nawet wlasna sluzbe.

Kazda zakonnica tutaj mieszkala w malym domku ktory zazwyczaj skladal sie z sypialni, kuchni, czasami tez jadalni, kaplicy, toalety, patia i pokoju sluzacej. Mnie najbardziej zafascynowaly w tych domkach kuchnie, ktore czesto byly najwiekszą izba w takim domku.

Łozko zawsze stalo we wnece pod łukiem ze wzgledu na wystepujace tutaj trzesienia ziemi

Tak wiec klasztor sklada sie z kilku uliczek, z placami, kosciolem i fontanną. Budynki pomalowane sa na bardzo jaskrawe kolory ktore maja swoje znaczenie. Np. czesc w ktorych mieszkaly nowocjuszki pomalowany jest na intensywny niebieski. Pozostalne trzy kolory na ktore sa pomalowane domki to dwa odcienie czerwonego i biel.

No ale wracajac do naszych zakonnic papiezowi nie podobal sie wysoki standard zycia w tym klasztorze i przeslal swojego czlowieka (siostrę Josefa Candena) aby zrobil z tym zakonem porzadek. Pozbyto sie wielu kosztownych i zbytecznych wyposazen a sluzace mialy wybor otrzymania swiecen lub opuszczenia klasztoru. Od tej pory kazdy sam musial sie o siebie zatroszczyc oraz pracowac na rzecz wspolnoty. I tym sposobem z mieszkajacych tam 450 kobiet do dzisiaj zyje tam okolo 30 mniszek. Mieszkaja w tej czesci klasztoru, ktora nie jest udostepniana zwiedzajacym.

W tym klasztorze mieszkala rowniez sw. Anna od Aniolow Montegudo. Byla przeoryszą tego klasztoru i została beatyfikowana przez naszego papieza w roku 1985.

Zabezpieczenia nad swietlikami
Pralnia

I ostatnie miejsce ktore trzeba odwiedzic tutaj to muzeum sanktuarium andyjskiego, ktore w calosci jest poswiecone odkrytej mumii dziewczynki nazwanej Juanita, ktora jest jedną z lepiej zachowanych mumi na swieci. Odkryto ja w 1995 pochowaną na pobliskim wulkanie Ampato, gdy jego czapa lodowa stopniala. Wiadomo ze byla to inkaska dziewczyna (13-14 lat)  z jakiegos waznego inkaskiego rodu, ktora od dziecinstwa byla przygotowywana do oddania w ofierze Bogom Inkaskim. Jest zachowana w bardzo dobrym stanie bo przez te wszystkie lata byla zamrozona. Niestety przechodzila konserwacje i w muzeum byla wystawiona jej kopia. Zdjec rowniez nie mozna bylo robic w muzem a kilka ciekawych artefaktow ktore przy niej znaleziono warto byloby uwiecznic na zdjeciach😕 

Zrodlo: National Geographic

Ps. Dzisiaj testujemy kuchnie Chifa. To kuchnia chinska polaczona z kuchnia peruwianska. Ja zjadam zupe wantan czyli rosol z pierozkami nadziewanym miesem a Tomek makaron z grilowanym miesem i warzywami. Mega duze porcje tu daja do zjedzenia jak juz my zostawiamy jedzenie na talerzach 😀

Zupa wantan