Archiwum dnia: 9 listopada 2025

Jezioro Tikicaca – plywajace wyspy Uros i wyspa Amantani

Na obejrzenie plywajacych wysp Uros wykupujumy wycieczke w jakiejs agencji. O 7.50 mamy sie zjawic w umowionym miejscu i tam tez czekamy na busa. Podchodzi do mnie kierowca z busa ktory podjechal tam kilka minut wczesniej i pyta czy jestem Katia. Mowie ze tak i zabieramy sie z Tomkiem tym busem. Po kilku minutach dzwoni do mnie telefon z informacja ze czekaja na nas z busem a ja w lekkiej konsternacji mowie im ze ja juz jade w jakims busie 😀 W tym naszym busie siedziala wowczas tylko 1 osoba wiec sprawdzamy gdzie jedzie. Mowi ze na jezioro Ticicaca wiec domyslamy sie z ten bus musi jechac rowniez do portu. Ustalam z wlasciwym organizatorem ze spotkamy sie juz na przystani w porcie. Szkoda tylko ze ten nasz bus zaczal dopiero zbierac ludzi i utknal w korkach. Po jakiejs chwili nasz bus zabiera wieksza grupe turystow oraz przewodnika ktory odkrywa ze w busie ma nadmiarowych dwoch pasazerow. W dodatku na uzgodnionym miejscu spotkania nadal czeka na odbior wlasciwa Katia wiec bus z powrotem jedzie w to samo miejsce zeby ja zabrac 😀 Ale ani kierowca ani przewodnik nic do nas nie mowia a wiec i my udajemy ze wszystko jest ok. Nasz wlasciwy przewodnik wysyla mi wiadomosc ze juz sa zaokretowani i czekaja na nas na lodzi. Wiec biegniemy z przystani i w koncu udaje nam sie odnalesc wlasciwa wycieczke z ktora wyplywamy w kierunku wysp Uros. 

Wyspy Uros to plywajace wyspy zbudowane z porastajacej jezioro Ticicaca trzciny totora. W dawnych czasach plemie Uros uciekajac przed innymi plemionami osiedlili sie na jeziorze. Dzisiaj na okolo 50 takich sztucznych wyspach zyje ok.2000 potomkow tego ludu, ktorzy utrzymuja sie z rybołowstwa i sprzedazy swoich wyrobow odwiedzajacym turystom. 

I to jest wlasnie powód, ktory powoduje ze wizyta na tych wyspach jest bardzo komercyjnym wydarzeniem. Nie wiem ile dostaja od organizatora wycieczki za to ze dobijamy do jednej z takich wysepek zamieszkalych zazwyczaj przez 5 spokrewnionych ze soba rodzin ale obowiazkiem turysty jest cos kupic. Ale najpierw pokaz jak sie buduje taka wyspe . Potrzebujemy duze kawalki korzeni trzciny totora, ktore sa glebokie na 1m i ktore  naturalnie unosza sie na wodzie. Wiazemy je ze soba otrzymujac wymagana powierzchnie wyspy  i finalnie zakotwiczamy taką wyspe z kilku stron na dnie jeziora. Potem dorzucamy 1 metr scietej trzciny zeby mozna bylo chodzic po wyspie  i co miesiac trzeba dorzucic nowa sciolke trzciny, bo ta co lezy na dole gnije i trzeba ta warstwe na biezaco uzupelniac. Z trzciny zbudowane sa tez wszystkie budynki, meble i łodzie ktorymi plywaja. Taka lodz przetrwa 2 lata zanim sie rozpadnie albo do 3,5 roku jezeli pomaluja ta lodz jakas farba.

1m2 korzeni trzciny totora
Lodzie zbudowane z trzciny totora
Tą trzcine mozna tez jesc (jej srodkowa czesc) ale nie za duzocbo sie ciezko trawi
Kot skorzystal na pokazie bo zaopiekowal sie rybka, ktora przedstawiala podstawowe wyzywienie mieszkancow

Po pokazie turysci sa doslownie rozdzielani i przydzielani do czekajacych tubylcow i po obejrzeniu ich domu kierowani na wlasciwe stoisko gdzie nalezy cos kupic 😀 Oprocz rekodziela jakim sa makatki i tkaniny mozna tutaj znalesc te same rzeczy co na wszystkich targach w Peru tylko ze kosztujace 3-4 razy wiecej. Jako ze nie mamy miejsca w plecakach by dorzucic rekodzielo kupujemy jakies drobiazgi byle pieniadze zostawione zadowolily gospodarzy. Kupuje m.in. bransolotke, ktora kupilam w Limie i zaraz zgubilam i tą druga identyczną bransoletke tez zaraz zgubie na wyspie Amantani. Chyba specjalnie robia takie wiazania, ze te bransoletki sie same rozwiazuja 😀

Wnetrze trzcinowego domu

Po zwiedzeniu wysp Uros plyniemy na kolejna wyspe na jeziorze Tikicaca – Amananti. Na tej wyspie znowu zostajemy ponownie przydzieleni do tubylcow, ktorzy juz na nas czekaja w porcie. My zostajemy przydzieli na samym koncu do gospodyni o imieniu Libia wraz z trojka innych turystow: mlodej pary z Izraela ktorzy sa w 3 miesiecznej podrozy poslubnej oraz … Katii 😁 Tak, tak… to ta sama Katia ktorej busa sprzatnelismy sprzed nosa jadac do portu 😂

Katia okazala sie byc Belgijką, w naszym wieku, ktora samotnie podrozuje po Peru. I jest szalenie sympatyczną i otwartą osobą. W domu zostawila dwoje juz praktycznie doroslych dzieci i meza, ktory byl kiedys przewodnikiem w szwajcarskich Alpach. A tym wyjazdem udowadnia sobie, ze po dwoch latach po operacji na kregoslup można wrócić do dawnej formy.

Katia to ta pierwsza od lewej 😀

Jako ze zakwaterowanie na wyspie jest u lokalnych mieszkancow przewodnik uprzedzil, ze warunki beda bardzo podstawowe. Spac mozemy w jednej izbie z gospodarzami, bez biezacej wody, toaleta kilka metrow od domu a w naglych przypadkach nocnik pod lozkiem. Jakiez bylo zatem nasze zdziwienie, gdy nasza gospodyni zaprowadzila nas do swiezo co wybudowanego domu, gdzie kazdy z nas mial osobny pokoj z wlasna lazienka i goraca woda. Pewnie nie wszyscy z naszej lodzi trafili podobnie ale nasz standard nie odbiegał od dobrego hotelu na lądzie. 

Ta czesc domu to byla tylko kuchnia i jadalnia

Cała wyspa podzielona jest na 10 spolecznosci (Pueblo, Santa Rosa, Lampayuni, Villa Orinojon, Sancayuni, Occosuyo, Colquecachi, Incatiana. Alto, Sancayuni i Ocopampa) i rotacyjnie dany obszar przyjmuje turystow w danym miesiacu. Jako ze w naszym obszarze znajduje sie glowny plac na wyspie byc moze mieszkaja tu lepiej sytuaowani mieszkancy.

My mieszkalismy w Pueblo

Po lunchu z rodzinami kolejna niespodzianka. Jest zaplanowana wspinaczka na pobliska gore Pachayata (4085m.) z ktorej bedziemy podziwiac zachód słońca. Tomek zaczyna przeklinac pod nosem bo nadwyrezyl kolano na Inka Trail i przy kazdym kroku wydaje dziwne dzwieki. A ja powiem szczerze nie widzialam w opisie tej wycieczki zadnych trekkingow 🤷‍♀️

Na szczycie Pachataty

Po zachodzie slonca schodzmy z gory i spotykamy sie na jednego drinka w lokalnym barze z cala grupa. Zamawiamy pisco sour – to najbardziej tradycyjny drink w Peru na bazie lokalnego bimbru z winogron oraz ubitego bialka z jajek. Na ten wieczor jest jeszcze przygotowana potancowka z lokalnymi mieszkancami ale Tomek ledwo zgina napuchnieta noge a i ja z checia w koncu bym sie wyspala wiec odpuszczamy.

Kolejnego dnia pozegnalne sniadanie z gospodarzami (byly nalesniki 😀) i wracamy na statek by plynac na kolejna wyspe. Wreczamy gospodyni spory napiwek i robimy to z duza przyjemnoscia bo pokoje i posilki byly naprawde przednie. A w dodatku nikt go od nas nie wymuszal tak jak ma to miejsce od kilku dni na kazdym kroku 😐 Tu ktos zagral, tutaj ktos cos pokazal, tutaj ktos byl przewodnikiem albo kierowca i jak jestes turystą to powinienes za to zaplacic. Smiejemy sie ze jedna trzecia kosztow ktore poniesiemy w Peru to beda koszty napiwków.

To jeszcze ostatnie spojrzenie na piekny zachod słońca na wyspie Amantani.