Vinicunca to jedna z trzech gór tzw. teczowych, ktore znajduja sie niedaleko Cusco. Pozostale to Palcoyo i Pallay Punchu ale nie sa tak popularne jak ta pierwsza. Przewodnik twierdzi ze to wina social mediow i ze Vinicunka po prostu zostala medialnie wypromowona. Ja mam inna teorie. Tylko ta gora pozwala zdobyc 5tys m npm bo pozostale dwie to 4700m i 4900m.


Na zdobycie swojego pierwszego i zapewne ostatniego 🙂 pieciotysiecznika wybieramy sie z agencja „Day trips Peru”. Jest duzo agencji organizujacych tego typu wyjazdy ale ta reklamuje sie ze ma male grupy. Tak wiec wyruszamy z grupa 13 innych turystow z ktorych wiekszosc jest anglojezyczna, a tylko dwie osoby hiszpanskojezyczne. Wycieczka wyrusza busem o 3 nad ranem wiec przed wejsciem na szlak mamy zaplanowane sniadanie w przydroznej hacjendzie na trasie.


Przed wyruszeniem na szlak przewodnik kaze chwile pooddychac by przywyczaic cialo do wysokosci 4600m bo tutaj powietrze bedzie o ok.50% rzadsze niz te, do ktorego jestesmy przyzwyczajeni na nizinach. W plecaku zreszta bedzie dzwigal butle z tlenem, gdyby ktos go potrzebowal. Na rece spryskuje nam z kolei jakis ziolowy specyfik na bazie alkoholu, ktory wentyluje nam drogi oddechowe by lepiej oddychac.

Wyruszamy gdy szlak jest jeszcze w chmurach i jest okolo 1 stopnia. Potem pogoda bedzie sie zmieniac jak w kalejdoskopie. Wyjdzie slonce wiec sciagniemy jedna warstwe ciuchow i wlozymy kapelusze. A na gorze przyjdzie chmura sniegowa, zacznie wiac i padac snieg wiec wlozymy dodatkowe dwie warstwy ubran. Tego mozna sie nauczyc rowniez w polskich gorach ze pogoda na wysokosciach moze sie zmienic diametralnie i trzeba miec ze soba warstwowe ubranie by dostosowywać je do roznych warunkow pogodowych.




Dwie trzecie szlaku (ta łatwiejsza czesc) mozna przebyc na koniach lub osiołkach. Nawet jest duzo ochotnikow na ta podwozke bo organizm roznie reaguje na wysilek na tej wysokosci. Maja swoja wydzielona sciezke. Niestety na koniach mozna dotrzec tylko do miejsca w ktorym zaczyna sie prawdziwe wyzwanie by pokonac 200m przewyzszenia na okolo 0,5km. Tym samym nasza ekipa uszczupla sie o parę Amerykanów, ktorzy po dotarciu konno w to miejsce rezygnuja z wejscia na Teczową Góre.




Samo wejscie na szczyt Vinicunki wymagalo sporo wysilku. I trudno ocenic czy to przez wysokosc czy przez naszą kondycje fizyczna ☺️ Ale najwazniejsze ze tam weszlismy i dodatkowo zyskalismy cenna aklimatyzacje przez szlakiem Inkow, ktory bedzie ukoronowaniem pobytu w inkaskich Andach.


ps. Nawet na 5tys. szczycie mozna kupic i zjesc cos cieplego. Baze maja tutaj rowniez alpaki, ktore zabezpieczaja swoje oczy od slonca, bo w warunkach rozrzedzonego powietrza jest ono bardzo zdradliwe.


ps.2 Druga czesc wycieczki do Czerwonej Doliny pojawi sie w kolejnym wpisie. A poniższe zdjecie dedykujemy specjalnie dla mojej kochanej kuzynki Asi 🤪i całej „usteckiej” rodzinki! Pozdrawiamy z wysokosci😀

ps3. I na koniec ciekawostka. Te teczowe gory sa szerzej znane dopiero od 10 lat. Wczesniej byly pokryte sniegiem i nie bylo widac ich kolorow. Mamy tutaj zatem efekt globalnego ocieplenia. Snieg i lodowiec znajdziemy dopiero na wysokosci 6 tys.m
