Archiwum miesiąca: listopad 2025

Raibow Mountain – Vinicunca (5 000m n.p.m)

Vinicunca to jedna z trzech gór tzw. teczowych, ktore znajduja sie niedaleko Cusco. Pozostale to Palcoyo i Pallay Punchu ale nie sa tak popularne jak ta pierwsza. Przewodnik twierdzi ze to wina social mediow i ze Vinicunka po prostu zostala medialnie wypromowona. Ja mam inna teorie. Tylko ta gora pozwala zdobyc 5tys m npm bo pozostale dwie to 4700m i 4900m.

Wszystkie gory tak do 4200m sa zagospodarowane w tarasy, choc obecnie nie widac zeby bylo na nich cos uprawiane
Tutaj mam dowod ze stare narzedzia do uprawiania ziemniakow nadala za uzywane. Tak twierdziła karteczka w muzeum Inkow w Cusco i tutaj prosze, mam dowód 😀 Szkoda ze w muzeum zabronili robic zdjecia bo dzisiaj juz nie pamietam a duzo ciekawych informacji podawali

Na zdobycie swojego pierwszego i zapewne ostatniego 🙂 pieciotysiecznika wybieramy sie z agencja „Day trips Peru”. Jest duzo agencji organizujacych tego typu wyjazdy ale ta reklamuje sie ze ma male grupy. Tak wiec wyruszamy z grupa 13 innych turystow z ktorych wiekszosc jest anglojezyczna, a tylko dwie osoby hiszpanskojezyczne. Wycieczka wyrusza busem o 3 nad ranem wiec przed wejsciem na szlak mamy zaplanowane sniadanie w przydroznej hacjendzie na trasie.

Przed wyruszeniem na szlak przewodnik kaze chwile pooddychac by przywyczaic cialo do wysokosci 4600m bo tutaj powietrze bedzie o ok.50% rzadsze niz te, do ktorego jestesmy przyzwyczajeni na nizinach. W plecaku zreszta bedzie dzwigal butle z tlenem, gdyby ktos go potrzebowal. Na rece spryskuje nam z kolei jakis ziolowy specyfik na bazie alkoholu, ktory wentyluje nam drogi oddechowe by lepiej oddychac.

Wyruszamy gdy szlak jest jeszcze w chmurach i jest okolo 1 stopnia. Potem pogoda bedzie sie zmieniac jak w kalejdoskopie. Wyjdzie slonce wiec sciagniemy jedna warstwe ciuchow i wlozymy kapelusze. A na gorze przyjdzie chmura sniegowa, zacznie wiac i padac snieg wiec wlozymy dodatkowe dwie warstwy ubran. Tego mozna sie nauczyc rowniez w polskich gorach ze pogoda na wysokosciach moze sie zmienic diametralnie i trzeba miec ze soba warstwowe ubranie by dostosowywać je do roznych warunkow pogodowych.

Dwie trzecie szlaku (ta łatwiejsza czesc) mozna przebyc na koniach lub osiołkach. Nawet jest duzo ochotnikow na ta podwozke bo organizm roznie reaguje na wysilek na tej wysokosci. Maja swoja wydzielona sciezke. Niestety na koniach mozna dotrzec tylko do miejsca w ktorym zaczyna sie prawdziwe wyzwanie by pokonac 200m przewyzszenia na okolo 0,5km. Tym samym nasza ekipa uszczupla sie o parę Amerykanów, ktorzy po dotarciu konno w to miejsce rezygnuja z wejscia na Teczową Góre.

Powoli na szlaku juz mozna ogladac kolorowe zbocza gory teczowej

Samo wejscie na szczyt Vinicunki wymagalo sporo wysilku. I trudno ocenic czy to przez wysokosc czy przez naszą kondycje fizyczna ☺️ Ale najwazniejsze ze tam weszlismy i dodatkowo zyskalismy cenna aklimatyzacje przez szlakiem Inkow, ktory bedzie ukoronowaniem pobytu w inkaskich Andach.

Vinicunka
Tutaj cala nasza grupa – niestety przyszla wspomniana juz sniegowa chmura i zasloniła Vinicunce. Jak widac i na to mial patent nasz przewodnik Christian

ps. Nawet na 5tys. szczycie mozna kupic i zjesc cos cieplego. Baze maja tutaj rowniez alpaki, ktore zabezpieczaja swoje oczy od slonca, bo w warunkach rozrzedzonego powietrza jest ono bardzo zdradliwe.

Jak odroznic lame od aplaki ? Lama ma dluzsza szyje, uszy na sztorc i do gory ogon. Alpaka ma z kolei okragla glowe, uszy na przod lub do tylu i ogon spuszczony 😀

ps.2 Druga czesc wycieczki do Czerwonej Doliny pojawi sie w kolejnym wpisie. A poniższe zdjecie dedykujemy specjalnie dla mojej kochanej kuzynki Asi 🤪i całej „usteckiej” rodzinki! Pozdrawiamy z wysokosci😀

ps3. I na koniec ciekawostka. Te teczowe gory sa szerzej znane dopiero od 10 lat. Wczesniej byly pokryte sniegiem i nie bylo widac ich kolorow. Mamy tutaj zatem efekt globalnego ocieplenia. Snieg i lodowiec znajdziemy dopiero na wysokosci 6 tys.m

Czerwona dolina (Red Valley 5010m n.p.m)

Niedaleko Teczowej Gory znajduje sie jedno z wejsc do Czerwonej Doliny. Nasza wycieczka obejmuje jedynie przejscie do najblizszego punktu widokowego na Czerwoną Dolinę (juz zmeczylismy sie dostanio wejsciem na Teczowa) ale w dodatku przychodza sniezne chmury i mgly, ktore stawiaja pod znakiem zapytania sens udawania sie do tego miejsca i dodatkowa oplate 30 soli.

Wejscie do Czerwonej Doliny rzucalo sie w oczy jak szlismy na Teczowa Gore. Postawili tam kamienna brame, od ktorej odchodzi kamienny mur zeby bez dodatkowej oplaty turysci nie mogli przejsc ani zobaczyc co jest po drugiej stronie.

Dochodzimy do bramy i konsternacja bo nadal mgła. Przewodnik negocjuje ze straznikami ze wchodzimy na punkt widokowy bez opłaty ale jak w miedzyczasie mgla sie rozejdzie i bedzie co ogladac to zaplacimy przy wychodzeniu. I tak faktycznie bylo. Doszlismy do punktu widokowego i niebo zaczelo sie przejasniac, nawet wyszlo slonce. A dolina ? … faktycznie cała w czerwieni 😀

No i tak to z ta pogoda bywa. Jak schodzilismy to juz zupelnie wyszlo slonce i znowu zrobilo sie cieplo 😀

Do Czerwonej Doliny tez mozna dojechać na koniu

ps1. Zamiast chipsow lub solonych orzeszkow popularna w Peru jest prazona kukurydza. Dostepne sa rozne wielkosci a ta najwieksza nazywa sie Mote. Generalnie bardzo smaczna przekąska choc trzeba miec mocne zęby zeby ja pogryzc 😀

ps2. Uwaga, znikniemy na kilka dni bo ruszamy szlakiem Inka Trail na ktorym nie bedzie internetu. To szlak Inkow ze stolicy Cusco do Matchu Picchu, ktorym mogli sie wówczas poruszac tylko krolowie inkascy i posłancy. Wrocimy na bloga 05.11.

Inca Trail (4 dni, 42km, 2700m przewyzszenia)- dzien pierwszy i drugi

To mial byc najwazniejszy punkt naszego pobytu w Peru. Trekking krolewskim szlakiem Inkow ze stolicy w Cusco (zaczynal sie wlasciwie 82km od Cusco) do Matchu Picchu. Troche sie go obawialismy bo juz z opisu wynikalo ze trzeba miec dobra kondycje zeby go przejsc. A my kondycyjnie mamy jeszcze sporo do poprawy ze tak politycznie napisze ☺️

Wyjazd busikiem z Cusco na ten 82 km zaplanowany o 3 rano i przez najblizsze dni bedziemy wstawac o 5 a ostatniego dnia ponownie o 3 rano. Na miejscu startu mamy zapewnione sniadanie w pobliskim domu a potem udajemy sie na spotkanie z naszymi porterami, ktorzy przez caly trekking beda dzwigac i przenosic na swoich plecach cale obozowisko, jedzenie, kuchenne sprzety, przenosna toalete oraz dodatkowo kazdy turysta moze oddac im do noszenia swoje 4 kg wyposazenia. Wszystko po to, aby turysci mogli przejsc ten szlak „na lekko”, tylko z malymi plecaczkami. I tak bedzie nam sie ciezko wspinac na tak duzych wysokosciach.

Kazda ekspedycja ma swoj kolor. Naszym bedzie czerwoy. Te waskie mniejsze czerwone torby to nasze 4kg bagaze

Zeby wejsc na szlak czekamy w kolejce do kontroli pozwolen. Wygladalo to troche jak odprawa paszportowa tylko ze nie trzeba bylo nic mowic. Kontroler sprawdza paszaport i czy dana osoba jest na liscie pozwolen. Dzienne na ten szlak moze wejsc tylko 500 osob, z czego 300 osób to tragarze. Wiec dla turystow zostaje 200 miejsc. Taka kontrole bedziemy przechodzic codziennie w wyznaczonych miejscach na szlaku.

Pierwszy dzien jest opisany w mapce ktora dostalismy jako srednio ciezki. Do przejscia jest 14 km w 6-7 godzin ale bedziemy chodzic na nizszych wysokosciach niz Cusco.  Tego dnia widzimy też pierwsze ruiny inkaskie – Llactapata. To kamienne budynki i uprawne tarasy, ktore wskazuja ze bylo to miesce ktore mialo dostarczac zywnosc do Matchu Picchu. Glownie w kukurydze – ziemniaki podobno w tym miejscu nie chcialy rosnac. Duzo kamiennych budynkow  wskazuje ze mieszkala tam klasa wyzsza – arystokracja i kaplani ( tzw. Nobilites). To byla najwyzsza klasa po samym krolu (Inka) i jego rodzinie (Royalsi). Na wzgorzu znajduje sie rowniez wieza, ktora pelnila funkcje oltarza albo wiezienia.

W oddali Llactapata
Wieza kolo Llactapata

Tego dnia mamy rowniez krotki przedsmak tego co nas czeka w kolejnym dniu czyli strome podejscie ze schodami pod góre. Generalnie robimy tylko 14km ale dochodzimy do pierwszego kampingu dosyc zmeczeni. Ale zanim pojdziemy spac czeka nas uczta. Podobnie jak na lunch wjechalo okolo 6 dan glownych na raptem 7 uczestnikow. Pomimo ze wszystko bylo pyszne dosyc sporo zostalo. Na deser dobili nas goracymi brzoskwiniami w plynnej czekoladzie. I tak z mocno przepelnionymi zoladkami idziemy spac do swojego namiotu, z ktorego mamy niesamowity widok na przeciwlegla gore.

Drugi dzien zaczyna sie od obfitego sniadania. Jest omlet, salatka owocowa, ciasto, goraca owsianka w wersji do picia, jogurt. Na droge dostajemy jeszcze po marakuji, migdalach w czekoladzie i ciasteczkach. Uzupelniamy tez bidony w wode bo zapowiada sie sloneczny dzien. Potem jest juz tylko gorzej. Trasa idzie non stop w górę po kamieniach albo schodach, ktore sa dosyc wysokie jak na Inkow (Inkowie byli niscy ale podobno czesc szlaku byla odbudowywana). Tego dnia mamy zrobic 1200m przewyzszenia a ostatnie metry beda do pokonania na wysokosci 4200m. Po Rainbow mountain nie boimy sie wysokosci bo mamy aklimatyzacje ale kazdy krok stawiamy z wysilkiem a po kilku zatrzymujemy sie zeby uspokoic zadyszke. I tak mija 5 godzin z dwoma postojami. Az w koncu stajemy na przeleczy zmarlej kobiety – to najwyzsze miejsce na calym szlaku. Nie wspomnilam ze nasza ekipa jest dosc mloda i wysportowana wiec nie podoba nam sie bardzo narzucone tempo podchodzenia i postanawiamy kontynuowac dalsza trase we wlasnym towarzystwie 😀 Okazja do wykazania sie pojawia sie przy zejsciu z przelaczy gdzie dosc stromo trzeba zejsc … no po czym … wiadomo ze po kamiennych schodach i kamieniach. Tutaj wysuwamy sie na czolo peletonu i jako drudzy dochodzimy do naszego drugiego campingu. A ze trasa byla dosyc krotka tego dnia (jedyne 10km) to na campingu dostajemy i lunch i po paru godzinach kolacje. Jak zwykle kucharz przechodzi sam siebie. Sa ryby, miesa, specjalne dania dla wegetarian ( nasi koledzy z Qebecu sa pesterianami). Ale przed kolacja dodatkowa niespodzianka- dostajemy pianki marsallow i ogien zeby sobie je na nim opalic. A deser ? – flambirowane banany 😀

Droga na przelecz zmarlej kobiety. Juz widac w oddali jej piers.
Szczesliwi ze dotarlismy w najwyzsze miejsce calego szlaku

Ps. Tomek zakolegowal sie z jednym z naszych porterow (tragarzy) o imieniu Jezus, ktory poczestowal go swiezymi liscmi koki na trasie. A w obozie, gdy nie bylo jeszcze rozstawionego dla nas namiotu przygotowal nam z własnej inicjatywy materace do spoczynku. To bylo strasznie mile z jego strony. Szkoda ze nie mam zdjecia Jezusa 😐

Ps2. Drugiego dnia spimy na jednym z ladniej polozonych campingow – Paquaymayi – ktory wieczorem i rano lezy ponad chmurami

Ps3. Tutaj juz wiosna i wszystko kwitnie. Choc pewnie w zimie tez przyroda w rozkwicie bo w koncu jestesmy gdzies na poziomie równika 🙂

Te duze kwiaty zwisajace z drzewa wystepuja w roznych kolorach, najczesciej w zoltym i czerwonym. Niestety ich zapach jest trujacy dla czlowieka wiec troche mnie dzieilo czemu ich tak duzo na campingach gdzie jest duzo nieswiadomych turystow 🤔

Inca Trail – dzien trzeci

Dzien trzeci zaczal sie piekną upalną pogodą. Tego dnia najwieksze podejscie mielismy na przełęcz Runquraqay i wykonalismy ją z samego rana. Po osiagnieciu wysokosci 4000m a potem zejsciu kilkuset metrow w dół trasa miala już profil zwany jako peruvian flat czyli niby idzie sie po płaskim ale co chwile sie wchodzi albo schodzi 😉

Wyjscie z drugiego campingu tego, co lezy nad chmurami 🙂
Na przeleczy Runkurakay

Po przekroczeniu przeleczy Runkurakay zaczyna sie zmieniac krajobraz. Wchodzimy do dzungli i juz do samego Machu Picchu bedziemy wedrowac lasem deszczowym. Do odwiedzenia na trasie jest rowniez kilka ruin. W wiekszosci to budowle, ktorych przeznaczenie okreslono jako miejsca, w ktorych biegnacy poslancy mogli cos zjesc i sie przespac w drodze do Machi Picchu albo obiekty majace sluzyc do celow kultu i obrzedow. Zwiedzamy po drodze Sayaqmarke, Phuyupatamarke, Inticpatia i juz przy samym kampingu sa ostanie ruiny tego dnia Winaywayna co oznacza zawsze młody. W tym miejscu podobno znaleziono szkielety 14 dzieci i nazwy, ktore pierwotnie nadawali odkrywcy tych miejsc a ktore pozniej byly zmieniane na brzmiace bardziej po inasku zostala taka, jaka nadal mu Bingham ( to ten Anglik co spopularyzowal Matchu Picchu).

Zreszta sama historia Binghama byla bardzo ciekawa. Przez 5 lat szukal zaginionego miasta i w koncu jeden pasterz powiedzial ze tam go zaprowadzi. Prawdopodobnie ten pasterz mieszkal wowczas w MP bo kilka rodzin tam mieszkalo nie zdawajac sobie sprawy co to za miejsce. Binghama bylo stac na te poszukiwania bo mial bardzo bogata zone ktora sponsorowala jego ekspedycje. Dodatkowo nawiazal wspolprace z Kodakiem i National Geografic dzieki czemu powstalo kilka tysiecy zdjec Matchu Picchu w momencie jego odkrycia. Niestety nie byl on pierwszym odkrywca tego miejsca o czym dowodzily liczne inicjaly wyryte na kamieniach. Staral sie zeszlifowac te slady ale niestety nie udalo mu sie wszystkich znalesc 😀Natomiast niewatpliwa zasluga Birmighama bylo doprowadzenie tego miejsca do obecnej postaci czyli wykarczowanie i pozbycie sie roslin ktore porosly to miejsce. No i to wlasnie dzieki niemu i National Geografic jest to jedno z najslynniejszych miejsc na swiecie. Ponizej zdjecia odwiedzonych ruin w trzecim dniu szlaku Inca Trail.

Phuyupatamarka
Intipata
Winaywayna

Na koniec dnia po kolacji zegnamy sie z tragarzami i wreczamy napiwek. W sumie fajny gest bo to naprawde ciezka praca niesc ten caly sprzet na  szlaku za nas.

Od lewej nasza ekipa: Catherine, ja, Natasza, Tomek, Jessica, Aleks i Olivier. W pierwszym rzedzie tragarzy pod Tomkiem jest Jezus 🙂

Ps. Tomka popularnosc wykracza juz poza naszych tragarzy i nawet ci z obcych ekspedycji wiedza ze to idzie Tomas i sie witają😀 Pewnie nie jestem obiektywna ale tragarze traktuja turystow z duzym szacunkiem ale troche z przymusu i tylko Tomka szczerze witali na trasie i w obozie. Mysle ze to duza zasluga znajomosci z Jezusem 😀 

A to do kompletu nasz przewodnik Amilcar

Inca Trail – dzien czwarty- Machu Picchu

Czwartego dnia pobudka jest o 3 rano bo o 3.20 musimy opuscic oboz, zeby tragarze mogli go szybko zwinac i zdazyc zejsc na pociag do Aquas Calientes, ktory maja o 17.00. To jedyny pociag ktory dostosowany jest do zabrania duzych bagazy. Pociag konczy kurs w Ollantaytambo, z ktorego wiekszosc tragarzy pochodzi.

Ten dzien bedzie jednak wygladal inaczej niz poprzednie bo od nocy trwa ulewa. Ubieramy zatem na siebie kurtke i spodnie przeciwdeszczowe plus poncho, bo podobno kazde ubranie po paru godzin duzej ulewy przemaka. Dostajemy standardowo goraca herbate z koki,prowiant na droge i ruszamy zająć sobie miejsce siedzace w schronie, gdyz wejscie na Inca Trail bedzie otwarte dopiero od 5.30.

Przez cała drogę do słonecznej bramy leje. Karawany ludzi ida za soba noga w noge w kolorowych ponczach z kapturami na glowie i wyglada to troche jak marsz ku-klux-klanu. Nikt sie nie odzywa, nikt sie nie zatrzymuje bo po co. Mgla zaslania wszelkie widoki. Zaslania niestety rowniez pierwszy widok na Machu Picchu, ktory o wschodzie slonca powinnismy miec z punktu Sun Gate.

Na szczescie w miare zblizania sie zaginionego miasta chmury zaczynaja sie przerzedzac i dochodzac do najwyzszych tarasow mamy w koncu widok na wyczekane Machu Picchu.

Zeby je obejsc sa 3 wersje tras. My schodzac ze szlaku Inca Trail mamy juz automatycznie zaliczone najwyzsze tarasy wiec mamy wykupiona trase nr 2 obejmujaca wyzsza i nizsza czesc miasta. Dostajemy rowniez profesjonalnego przewodnika, ktory zaczyna opowiadac od tego w jakich latach rozkwitalo imperium inkaskie. I ze niestety na swiecie wszystko co bylo przed data 1532 jest kojarzone z Inkami a to blad. Calosc spuscizny ktora dzisiaj widzimy to kultura Quechua, ktora miala swoj poczatek 3 tys. lat przed nasza erą. Inkowie to zaledwie sto lat i czerpali z wszystkich wczesniejszych kultur Quechua. Za to wlasnie oni zbudowali i zyli w Machu Picchu okolo 50 lat i nikt do dzisiaj nie wie dlaczego miasto zostalo opuszczone. Najpopularniejsze teorie to brak wody, choroby. Mnie przekonuje ta mowiaca o tym, ze jak Pachutec umarl (ten najslynniejszy wodz Inkow, ktory to wlasnie zbudowal MP) to jego nastepca nie byl fanem tego ukrytego w dzungli miasta i przestal je finansowac. To w naturalny sposob spowodowalo ze wszyscy stamtad odeszli, bo nie bylo co jesc ani co robic bez Inki, dla ktorego te uslugi swiadczyli.

Brama do miasta Machu Picchu

Inna niewyjasniona ciekawostką jest ta, ze budowle poczatkowo sa wykonane bardzo precyzyjnie, gdzie kazdy glaz i kamyczek jest idealnie dociety. A od pewnego momentu sciany sa stawiane bardziej chaotycznie z mniej proporcjonalnego budulca. Ja rowniez sie sklaniam tutaj do teorii, ze jak ojciec umarl to synom juz nie zalezalo na dalszym rozwoju miasta, ktore w koncu porzucili (MP zostalo opuszczone w 1500 roku czyli 32 lata wczesniej przed hiszpanskimi konkwistadorami, ktorzy podbili panstwo Inkow). I wlasnie dlatego przetrwalo ze Hiszpanie sie nigdy nie dowiedzieli o jego istnieniu.

Co jeszcze warto wiedziec o Macchu Picchu? Miasto ma wbudowany system drenowania wody, ktory zapewnial ze pomimo regularnych ulew bylo zawsze w miare suche. Z kolei akweduktami przekierowywali splywajaca wode z gor do podlewania tarasow. Interesowali sie rowniez mocno astronomia. W swiatyni tzw. trzech okien swiatlo ze srodkowego okna pada idealnie na glaz a w dniu rownonocy nie daje zadnego cienia, co bylo uznawane za poczatek roku Inkaskiego czy nawet bardziej precyzyjnie Andzkiego. Ta data jest rowniez zwiazana z cyklem upraw rolniczych. I jeszcze jedna rzecz charakterystyczna dla architektury Inkow. Gdy w miejscu budowy znajdowal sie jakis naturalny glaz zawsze go zostawiali, wbudowywali go w jakas sciane lub zostawiali wolnostojacy. Wierzyli ze takie elementy pozwalaja im lepieje zespolic się z natura i daja one pozytywna energie danemu miejscu.

I ostatnia rzecz. Machu Picchu ma swoja nazwe od gory Machu Picchu, przy ktorej zostalo wybudowane. Na tą bardzo charakterystyczna gore mozna wejsc i nawet jedna osoba z naszej ekipy sie na to odwazyla. I jest to juz nie lada wyczyn bo po 4 dniach trekkingu cala ekipa powloczyla nogami zwiedzajac MP a wejscie na ta gore wymagalo pokonania bardzo stromych schodow do wysokosci 3051m.

Po zwiedzaniu spotykamy sie jeszcze cala grupa na obiedzie w Aguas Calientes, z ktorej pociagiem dojedziemy do Ollantaytambo a stamtad juz busem do Cusco. Sama miejscowosc Aguas Calientes kreci sie wokol pociagu, ktory przywozi turystow do Machu Picchu i jej glowny deptak jest przy torach kolejowych i stacji 🙂

Grilowana alpaka w sosie borówkowym i ziemniaczanymi gnochoc- mniam 😋

Ps. Podobno odsloniete jest jedynie 60% miasta. Pozostale 40% jest nadal zarosniete dzungla ale patrzac po ukladzie miasta (ktore podobno jest typowe dla kultury Inkow) to raczej zasloniete roslinnoscia sa tarasy uprawne i moze jakies budynki osob je uprawiajacych.

Ps2. Spotkalismy wija na murach Machu Picchu