To mial byc krotki spacer do ruin Sacsayhuaman ktore wlasciwie graniczą z Cusco. Ubieramy sie wiec na jak 2 godzinna wycieczke a ze zapowiadaja deszcze to w plecaku mamy spodnie i kurtke przeciwdeszczowa. Jak sie pozniej okazuje bardziej by sie przydaly kapelusze i krem z filtrem ktory co prawda mialam w plecaku, ale nie przyszlo mi do glowy zeby go uzyc. Przy 16 stopniach czlowiek nie czuje ze wlasnie go zaczyna przysmazac slonce. Ale jak to sie stalo ze z planowanej krotkiej wycieczki wyszla nam 11 km trasa? Oto juz przy wejsciu na droge do Sacsayhuaman zaczepia nas peruwianczyk, ktory proponuje ze zawiezie nas swoim samochodem do duzo dalszych ruin i wracajac bedziemy mogli zobaczyc 4 inkaskie archeologiczne miejsca a nie tylko to jedno. Brzmialo jak dobry plan wiec z checia na niego przystalismy.

Zatem nasz pierwszy trekking w Andach rozpoczynamy na wys. 3 900m w miejscu o nazwie Tambomachay. To ruiny inkaskie wygladajace jak element systemu wodnego z kanalami i akweduktami. Samo przeznaczenie jak w wiekszosci takich miejsc nie jest potwierdzone. Jedni twierdza ze to bylo miejsce kultu wody, inni ze to byly inkaskie laznie.





Zaraz niedaleko tego miejsca znajduja sie kolejne ruiny zwane czerwona twierdza lub w jezyku keczua Puca Pucara. Ze wzgledu na jej polozenie pozwalajace widziec na kilka kilometrow w przod zalozono ze miala charakter obronny. A jak bylo w rzeczywistosci tego nikt oczywiscie nie wie. W sklad tego kompleksu wchodzily pomieszczenia, place, sciezki, akwedukty i punkty obserwacyjne.




Zeby dostac sie do kolejnych ruin przechodzimy najfajniejsza czesc szlaku w okolicznych gorach. Jestesmy na tym szlaku sami, mijamy tylko jednego chlopaka. Wiekszosc turystow przemieszcza sie miedzy ruinami samochodami i chyba traca najfajniejsza czesc tego miejsca. Bo tak wygladaja tutaj np. tubylcze wioseczki.



A tak prezentowal sie krajobraz na szlaku z gorami w tle.





I w tych pieknych okolicznosciach dochodzimy do ruin Quenko, co w jezyku keczua oznacza labirynt. W tym kompleksie znajduje sie oltarz rytualny, z ktorego w trakcie swiat splywala krew lam.


I na koniec zwiedzamy pozostalosci po zabudowaniach obronnych Inkow w kompleksie Sacsayhuaman. To trzy poziomy tarasow zachodzacych na siebie zygzakami i zbudowanych z wielkich kamiennych blokow. Taki blok moze miec do 5m wysokosci i wazyc do 350t. Podobno sa tak dopasowane do siebie ze nie mozna miedzy nimi wcisnac nawet noza. Znajduja sie niedaleko Cusco i w zamysle Inca Parachuteca to miejsce mialo miec ksztalt glowy pumy a zygzakowate mury mialy wygladac jak jej zęby.

Staly tu rowniez 3 wieze ale hiszpanie po zdobyciu tego miejsc zburzyli je a kamienie wykorzystali do budowy kosciolow i innych budynkow w Cusco.







No i z tego punktu jest naprawde imponujacy widok na miasto Cusco
