Lima – Miraflores – Larcomar i park miłości

Zwiedzamy wybrzeze i jest okazja zeby zrobic zdjecie klifow tym razem z gory. Teraz jest widac autostrade poprowadzona przy samym oceanie i ciemnobrazowe, wygladajace na piaskowe klify stojace na strazy wejscia do miasta. Lima to miasto zbudowane na pustyni to czemu te klify sa takie ciemne? 🤔

Jako ze juz blizej oceanu na tym wyjezdzie nie bedziemy postanawiamy zjesc tutaj specjalnosc peruwianskiej kuchni czyli ceviche. Ja uwielbiam ryby we wszelkiej postaci ale czy Tomek sobie poradzi z surową rybą 🤔. Na wszelki wypadek bierzemy jeden wspolny talerz degustacyjny ktory oprocz ceviche zawiera tez kraba, osmiornice, krewetki, przegrzebki i jakies wodorosty. Obowiazkowym dodatkiem do ceviche jest batat. I byl to najlepszy batat jaki kiedykolwiek jadlam wiec albo do Europy sprowadzaja jakies slabsze gatunki batatow albo maja jakis swój sposob przyrzadzania aby nie byl taki maczny. Generalnie wszystko super smaczne choc w konkursie z ceviche, ktora byla glowna atrakcją tego dania i znajdowala sie na srodku talerza wygraly podłużne malze okladniczki w sosie z mango.

No ale nie ma sie co dziwic bo mango jest tutaj pyszne. Oprocz odmiany ktora znamy ze sklepow u nas czyli wieksze owoce i zielono- czerwone my tutaj delektujemy sie takimi mniejszymi, pomaranczowymi. Sa zdecydowanie duzo slodsze i jakies takie delikatniejsze w smaku. Testujemy rowniez rozne odmiany marakuji.

Degustacje owocow morza dokonalismy w bardzo znanym i turystycznym miejscu zwanym Larcomar. To tutaj wbudowali w klif 3 poziomowe centrum handlowe i mozna tutaj znalesc wszystkie popularne marki odziezowe i z odzieza sportowa. Weszlam tylko do jednego z nich – Banana Republic – i jak finanse na koncu wyjazdu pozwola to moze jeszcze tam wroce cos sfinalizowac😀

Z Larcomar rozpoczyna sie z kolei promenada wzdluz wybrzeza ktora ciagnie sie az do parku milosci i ikonicznej latarnii morskiej. Latarnia juz co prawda nie dziala ale jest bardzo charakterystycznym punktem tego miejsca. I tak dochodzimy do parku milosci, ktory swoja nazwe wzial z z tego, ze w jego centrum znajduje sie duza, różowa rzezba splecionej pary milosnej ale poniewaz byla w sumie brzydka to nawet jej nie zrobilam zdjecia. Poza tym zaczal sie zachod slonca ktory przyciagnal cala nasza uwage.

Jutro wylatujemy z Limy do Cusco. Musze przyznac ze Lima coraz bardziej zyskuje w oczach jak tu sie troche pobędzie. Najslabsze jest pierwsze wrazenie, gdy jadac z lotniska mijamy dzielnice w ktorej praktycznie zaden budynek nie ma dachu. Najbardziej wiarygodny ale tez nie potwierdzony powód dlaczego tak sie dzieje to fakt, ze dopoki dom nie jest skonczony nie placi sie podatku od nieruchomosci. Pozniej jest juz tylko ladniej i sama dzielnica Miraflores jest naprawde bardzo ciekawa. Jedyne co by mi tu przeszkadzalo to ogromny ruch i korki na drogach. Ze nie wspomne ze obowiazuje tu „wolna amerykanka” jezeli chodzi o stosowanie przepisow ruchu drogowego 😁

ps. Na klifie znajduje sie startowisko dla glajciarzy. Niestety nikt juz o tej porze nie startowal bo zaczynalo zmierzchac.

ps2. Po raz pierwszy wyszlo pełne slonce w Limie. Tutaj wiekszosc czasu slonce swieci jak przez mgle 😀