Dzisiaj kolejny dzien zachwytu nad miastem Brisbane. To tutaj znajduje sie rezerwat koali, gdzie mozna na nie spojrzec z bliska, pogłaskac a nawet potrzymać. Trudno sie oprzeć zeby tego nie robić bo te torbacze są naprawde przesłodkie. Troche zaspane bo dla nich to srodek nocy ale galazka swiezego eukaliptusa moze czynic cuda.


Oprocz koali sa tu rowniez inni znani reprezentanci Australii jaki wombaty, dziobaki, diably tasmanskie, kazuary, emu, nietoperze, dingo, papugi i krokodyle. Najwiekszy fan to wybieg kangurow, ktore mozna poglaskac i nakarmic specjalna karma (spróbowaliśmy jej z Tomkiem , nic specjalnego, smakowalo jak trociny – nic dziwnego ze tylko te najbardziej glodne kangury sie na to kusily 🙂







Po poludniu postanowilsmy pozwiedzac Brisbane na hulajnogach elektrycznych. To ta sama firma co swiadczy ten serwis we Wroclawiu ale tutaj zdecydowanie jest wiecej szlakow pieszych dostosowanych do takiej jazdy. Aaa… i tutaj obowiazkowe są kaski. Inaczej może być mandacik.

Ps. Zeby uczcic tak mily dzien postanowilismy porzucic kuchnie azjatycka na rzecz porzadnego steka (flank steak z sosem pieprzowym)
