Auckland to największe i najliczniej zamieszkane miasto w Nowej Zelandii. To właśnie w tym mieście chciałaby mieszkać większość Nowozelandczyków. Centrum wygląda bardzo nowoczesnie z wysokimi i szklanymi biurowcami,obok promenada portowa z knajpkami a pozostała częśc miasta utrzymana jest w niskiej zabudowie w postaci domków jedorodzinnych z drewna. Właśnie w takim typowym domku mieszkamy obecnie.

Jedną z obowiązkowych atrakcji miasta jest wieża Skytower, z ktorej na wysokosci 220 m można podziwiać panoramę miasta. Na platformie widokowej w podłodze wbudowane jest miejscami szkło, to samo w windzie wiec mozna przy okazji sprawdzic swoją odporność na lęk wysokości.


Największego zdziwienia doświadczyliśmy jednak na skrzyżowaniu, gdzie po właczeniu zielonego światła wszyscy przechodnie na każdym rogu ruszają w tym samym czasie i mogą przechodzić przez jezdnię jak chcą: na wprost, w bok a nawet po przekątnej. Z punktu widzenia czasu przechodniów bardzo dobre rozwiązanie!

I na koniec najbardziej charakterystyczne miejsce dla każdego turysty – Britomart Transport Centre. To własnie stad odchodza zarówno pociągi jak i autobusy. My postanowiliśmy podjechać sobie pociągiem do naszej bazy na wzgórzu One Tree Hill.


Ps. Wzgórze One Tree Hill to jedno z wzniesien powstałych na kraterze wulkanu. Znajduje się tam park z bardzo starymi drzewami wyglądającymi na baobaby. Samo wzniesienie nosi nazwę od drzewa, ktore rosło na jego szczycie. Poniewaz jakis biały osadnik sciął to drzewo to dzisiaj mowi sie na to miejsce sarkastycznie „no one tree hill” 😉
O tym niemiłym zaskoczeniu wysokimi cenami żaliła sie nam nasza rodaczka z Opola, która o dziwo mieszkała z mężem(Niemcem) w pokoju obok. Do bliższego zapoznania niestety nie doszło bo w ten wieczór kiedy byliśmy wspólnie w domu to my odsypialiśmy podróż. Dnia nastepnego oni wracali do domu po 3 tygodniowych wakacjach wiec w 15 minutowym skrócie opowiedziała nam całe ich wakacje. W dużej części pokrywały się z naszymi zaplanowanymi trasami 😉









Tego dnia zobaczyliśmy równiez ptaka kiwi na żywo. Był w takim specjalnie wybudowanym domku dla niego, w srodku zaciemnionym aby ptak myslal ze to noc. I faktycznie byl na nogach wiec fortel sie sprawdzal. Slabo go bylo widac w ciemnosciach ale na wolnosci zobaczenie go graniczy z cudem..Tak wiec co najmniej jeden żywy egzemplarz kiwi chodzi po Nowej Zelandii. Jeszcze…